Kochani blog zostaje zawieszony do odwołania... Przepraszam...
niedziela, 6 września 2015
poniedziałek, 13 lipca 2015
One SHOT #17
Hej kochani, wiem, że długo nie pisała. Nie mogłam ze względu na mój stan zdrowia i wakacje... Ale teraz jest. Taka historia jak poznałam mojego obecnego chlopaka❤️❤️...
<3 Kat
Są wakacje, dni pełne słońca. Dziewczyna wyjechała na wakacje. Jest w Hiszpani... Słońce, plaża, morze, zakupy... Wydawało by się, że wszystko jest dobrze, jednakże dziewczyna cierpi, jest smutna i zdołowana. W dzień gra radosną, wesołą, roześmianą i ogólnie dostępną. Jednak kiedy nadchodzi wieczór, dziewczyna zmienia sie nie do poznania... Jest niedostępna, smutna, zdołowana, pochmurna i wogóle taka inna niż za dnia. Cały czas przegląda telefon. Pewnego dnia do dziewczyny podeszła pani wychowawczyni i zapytała:
- Juleczko, co sie stało ??
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko rozpłakała się... Pierwszy raz ktoś zauważył jej maskę, którą Tak szczelnie zakładała.
Gdy dziewczyna uspokoiła sie na tyle by opowiedzieć nauczycielce dlaczego się tak zachowuje, zrobiła to... Po raz pierwszy opowiedziała komuś wszystko co leżało jej na sercu. Na koniec dodała:
-Tylko niech pani nie mówi mamie...
Pani przysięgła dziewczynce, że nic nie powie, zresztą dotrzymał obietnicy.
Z pewnością jesteś ciekawy co dziewczyn opowoedziala pani.
"Było to przed bałem szóstoklasisty. Kilkanaście dni wcześniej chłopak, który od dawna podobał się dziewczynie zaprosił ją na tą dyskotekę. Dziewczyna mogła skakać pod niebiosa, jednakże odmówiła. Sama nie wie czemu to zrobiła, ale coś jej nie pozwalało, albo raczej ktoś. Jej chłopak (obecnie były ). W następny poniedziałek jej klasa miała wyjście do teatru. Dziewczyna nie wytrzymała, wykrzyczała chłopakowi co o nim sądzi i wszystko inne. Reakcja chłopaka ją zaskoczyła. Chłopak wzruszył ramionami i powiedział "trudno". Popłakała się przez niego. Płakała, płakała i płakała, chyba z 30 min. Kolerzanki nie wiedziały co zrobić. Cały czas pocieszały ją, mówiły, że ten chłopak był głupkiem i wogóle. Dziewczyna uwierzyła im. Od tamtej pory zaczęła dziewczyna zaczęła nosi maskę. Jula była zagubiona, potrzebowała pomocy, osoby, która zrozumie ją, pocieszy i rozśmieszy. Wtedy przypomniała sobie o chłopaku, który próbował zaprosi ją na bal...
Gdy zobaczyła, że ten chłopak jest aktywny na Facebooku od razu do niego napisała...
- Hej... - po chwili chłopak odpisał...
- Hej.
-Propozycja wyjścia na bal dalej aktualna??- zapytała zmieszana dziewczyna nie licząc na odpowieć.
-Yyyy... Raczej tak, a czemu pytasz ...
- Bo wiesz, pewne plany uległy zmianie i jednak nie idę z chłopakiem na bal. Wiec może pójdziemy razem, jeśli oczywiście chcesz...
Chłopak długo nie odpisywał dziewczyna myślała, że będzie musiała isc na bal sama, jednak po godzinie dziewczyna słyszy, że przyszło jej powiadomienie na Facebooka. Otwiera go, a tam wiadomość od chłopaka...
- Spoko, wiec jeszcze raz. Czy pójdziesz ze mną na bal??- dziewczyna bez namysłu napisała...
- Tak❤️
- ❤️❤️❤️
Pisali ze sobą dniami i nocami.
Pewnego dnia chłopak zapytał...
-Co robisz po szkole??
- Nic
- To może pójdziemy razem na lody??
- Super!!!
Ich przyjaźń zamieniała sie w coś więcej, ale żadne z nich nie zamierzało tego psuć. Miłość i przyjaźń dzieli bardzo cienka ganica, która oni powoli przekraczali, z pewnością niepewni tego co robią.
Gdy chłopak dowiedział się, że dziewczyna nie ma już swojego chłopaka, i gdy dziewczyna dowiedziała się, że chłopak nie ma już swojej dziewczyny zaczęli jeszcze bardzie zbliżać sie do siebie.
Pewnego dnia dziewczyna zaproponowała...
- Ty nie masz dziewczyny, a ja chłopaka... Wnioskuj pytanie...
- Już wiem... Będziesz moją dziewczyną????
- Tak❤️ - dziewczyna odpowiedziała na tychmiast, jednak po 4 dniach dostała kolejną zaskakującą wiadomość o chłopaka...
- Wiesz, nie jestem gotowy na poważne chodzenie ze sobą. Niedawno zerwałem z dziewczyną i sam nie wiem...
Dziewczyna bardzo dobrze rozumiała chłopaka. Sama źle przeżywała rozstania, a za każdym razem kończyło sie tak samo, godziny w łazience i litry przelanych łez to jej dobrzy przyjaciele, więc od razu odpisała chłopakowi...
- To może zrobimy tak, niech będzie to luźny związek bez zobowiązań. Taki coś więcej niż przyjaciele, ale nie gotowi na poważnie...
Chłopak przystał na propozycje dziewczyny i od tamtej pory kontaktowali sie rzadko.
W końcu nadszedł czas balu. Tak długo na to czekali. Dziewczyna myślał, że jemu tak samo jak jej. Jula robiła wszystko, żeby nakłonić chłopaka do tego żeby z nią zatańczył, jednak wszystko na nic. Nadszedł czas wolnego. Chłopak obiecał dziewczynie, że razem zatańczą ten pierwszy taniec, jednakże 'królewicz ' się nie pokazał. Ani za pierwszym razem, ani za drugim. Jula znów zaczęła płakać i przesiedziała wszystkie tance wolne przesiedział schowana w kącie, by nikt i nic jej nie znalazł. Niestety pod koniec drugiego tańca znaleźli ją. Koledzy chłopaka i dziewczyny nie chcieli puścić tego płazem. Szybka znaleźli chłopaka, jednak ten cały czas uciekał. W końcu sie poddał i chciał porozmawiać z dziewczyną.
Spotkali sie w holu w szkole. Dziewczyna obiecał sobie, że nie rozpłacze sie przy nim, jednak nie dotrzymała swojej obietnicy... Od razu jak na niego popatrzyła. Po prostu nie wytrzymała. Od razu sie rozpłakała, on przytulił ja mocno do siebie i szeptał czułe słówka do ucha, co bardzo pocieszyło dziewczynę. Następny taniec był ich. Wtedy dziewczyna pomyślała sobie 'teraz albo nigdy' i pocałowała chłopaka w policzek . Chłopak przestraszył sie całej sytuacji. Jula pomogła odnaleźć sie chłopakowi w całej tej sytuacji... Wytłumaczyła mu wszystkie za i przeciw oraz jak bardzo mu na nim zależy... Resztę tańcy przetańczyli razem, a na koniec dziewczynę czekała miła niespodzianka. Dostał buziaka w policzek od chłopaka. Bul to najlepszy dzień z życia Julii.
Następny dzień był tylko gorszy. Dziewczyna zauważyła chłopaka na kanapie przed salą gimnastyczną. Usiadła naprzeciwko niego i głośno rozmawiała z koleżanką. Chłopak ani drgną.
Następny dzień wydawał by sie lepszy gdyby nie koledzy chłopaka, którym (wiekszości) nie podobał sie ich związek.
Chłopak zaproponował dziewczynie, czy nie poszłaby z nim i jego kolegami do Starbucksa, jednak większość jego kolegów nie była z tym pomysłem. Wiec wyszło na to, że dziewczyna nie poszła ze swoim chłopakiem.
Po południu (tego samego dnia) Jula została zaproszona na paintball laserowy do koleżanki. Kiedy jechała na nie dostała dziwnego SMS-a od koleżanki' hej Jula, byłam dziś z Patrykiem i innymi w Starbucksie😊😍'
Dziewczynie zrobiło sie przykro, w dodatku chłopak nie odpisywał.
Minęły dni. Wydawało by się, że wszystko wraca do normy gdyby nie kolejna wiadomość, która dostała dziewczyna, tym razem od innej koleżanki. Pisała ona w nim jak chłopak przystawiał sie do innych jakiś rok temu. Dziewczyna napisała do chłopaka. Ten odpisał, że nie mówił jej o tym, bo bał się, że ją straci.
Dziewczyna była naprawdę szczęśliwa.
Przed wyjazdem dIewczyna napisał do chłopaka. Ten nie odpisał. Co za dupek. Odwołuje wszystko napisał"
Kiedy dziewczyna wytłumaczyła pani całą swoją historie, nauczycielka odpowiedziała...
- Kochana Klementynko, on naprawdę cię kocha. Nawet nie wiesz jak bardzo. Tylko on sie w tym gubi. Pamiętaj, jednym miłość przychodzi łatwiej, a niektórym trudniej. To jak z matematyką, jedni od razu wszystko rozumieją, a niektórym trzeba wszystko wytłumaczyć krok po kroku.
Była to jedna z najważniejszych rzeczy, które dziewczyna usłyszała od swojej wychowawczyni na obozie...
sobota, 13 czerwca 2015
#16 Co ja tam zobaczyłam...
Hej kochani, dziś piszę posta a tablecie, więc przepraszam za błędy. Ku mojemu zdziwieniu, wchodząc wczoraj zobaczyłam +700 odsłon. JESTEŚCIE MEGA! LOFFFFCIAM WAS, dlatego dziś taki mały bonus majówkowy. Mam nadzieje, że się wam spodoba! Jest to BARDZO KRÓTKI PROLOG NASTĘPNYCH
ROZDZIAŁÓW.
<3 Kat
ROZDZIAŁÓW.
<3 Kat
-------------------------------------
JESZCZE PRZED KOLACJĄ
JESZCZE PRZED KOLACJĄ
Joanna mówiła mi, że nie mam się czego obawiać, że jest tak jak przed tym osaczeniem, jednakże ja już to wiedziałam.
Powoli wchodzę do domu Peety, jednak nie takiej scenerii się spodziewałam. Nie miałam tam przyjść oglądać takie widoki. To co tak zobaczyłam zatrząsnęło moim życiem i na pewno nie spojrzę na niego tak jak patrzyłam dawniej. Mówił, że tylko mnie kocha, a tu sprowadza sobie jakieś panienki. Podchodzę do niego, wymierzam mu cios w twarz, a następnie wybiegam z domu.
Nie wiem co się dziej. Po prostu biegnę przed siebie. Upewniam się, że nie ma za mną nikogo i kiedy jestem na tyle daleko od jego domu, przystaję.
Orientuję się, iż jestem w lesie. Nic innego nie przychodzi mi do głowy, jak tylko oprzeć się o pień drzewa i odpocząć. Postanawiam to zrobić, jednakże od razu na oczy ciśnie mi się sen.
~*~
Był to ciepły, słoneczny dzień, praktycznie taki jak każdy. Jednakże to nie był dzień jak każdy inny. To był mój pierwszy dzień szkoły. Miałam wtedy 5 lat. Mama przyszykowała dla mnie sukienkę o kolorze zachodzącego słońca. Tłumaczyła mi, że kiedy była w moim wieku dostała ją od pobliskiego kupca. Szczerze mówiąc mi również się podoba. Przewiązana została złotą wstążką, która dodaje jej szyku. Sama nie wiem, ale przeczuwam, iż będzie o najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
Gdy docieramy do szkoły jest za 20 ósma, mamy więc dobry czas. Rodzice muszą już wracać, dlatego też zostaję sama. Nie na długo, bo po chwili przychodzi do mnie córka burmistrza naszego dystryktu. Rozmawiam z nią chwilkę, po czym stwierdzam, że muszę pójść do toalety.
-Ale, czemu?? Przecież ty jesteś z miasta, a on ze Złożyska...
-Wiesz czemu kochany synku, ponieważ jak on coś robi, to robi to z takim wyczuciem, radością i miłością, jak nikt inny, a gdy śpiewa wszystkie ptaki milczą.
Nie przysłuchiwałam się już dłużej tej rozmowie, tylko wróciłam do mojej koleżanki.
Dzień minął spokojnie. Została jeszcze tylko lekcja muzyki, a jednocześnie lekcja historii o Dolinie.
Gdy przyszedł czas na tę lekcję nie wiedziałam co się ze mną dziej. Pani zapytała się wszystkich, czy znają piosenkę o Dolinie. Niestety, tylko moja ręka była w górze, a może i dobrze się stało, bo wtedy pierwszy raz w życiu mogłam przyglądać się synowi piekarza.
Jego niesfonie opadające blond loki i te cudne, błękitne tęczówki, w których zatraciłam się na cały występ, i jego zachowanie... W ogóle cały on był idealny. Nie powinnam tak on nim myśleć. Przecież pochodzimy z dwóch różnych światów, w ogóle, czemu jego tato wspomniał o mnie i o mamie?? Niestety sama nie odpowiem sobie na dręczące mnie pytania. Po części jest to nurtujące, ponieważ wież, że sama nie dasz rady nic robić. Jednakże, jeśli ktoś ci pomoże, to nie będzie już tak wielka rzecz do zdobycia lub zrobienia...
Powoli wchodzę do domu Peety, jednak nie takiej scenerii się spodziewałam. Nie miałam tam przyjść oglądać takie widoki. To co tak zobaczyłam zatrząsnęło moim życiem i na pewno nie spojrzę na niego tak jak patrzyłam dawniej. Mówił, że tylko mnie kocha, a tu sprowadza sobie jakieś panienki. Podchodzę do niego, wymierzam mu cios w twarz, a następnie wybiegam z domu.
Nie wiem co się dziej. Po prostu biegnę przed siebie. Upewniam się, że nie ma za mną nikogo i kiedy jestem na tyle daleko od jego domu, przystaję.
Orientuję się, iż jestem w lesie. Nic innego nie przychodzi mi do głowy, jak tylko oprzeć się o pień drzewa i odpocząć. Postanawiam to zrobić, jednakże od razu na oczy ciśnie mi się sen.
~*~
Był to ciepły, słoneczny dzień, praktycznie taki jak każdy. Jednakże to nie był dzień jak każdy inny. To był mój pierwszy dzień szkoły. Miałam wtedy 5 lat. Mama przyszykowała dla mnie sukienkę o kolorze zachodzącego słońca. Tłumaczyła mi, że kiedy była w moim wieku dostała ją od pobliskiego kupca. Szczerze mówiąc mi również się podoba. Przewiązana została złotą wstążką, która dodaje jej szyku. Sama nie wiem, ale przeczuwam, iż będzie o najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
Gdy docieramy do szkoły jest za 20 ósma, mamy więc dobry czas. Rodzice muszą już wracać, dlatego też zostaję sama. Nie na długo, bo po chwili przychodzi do mnie córka burmistrza naszego dystryktu. Rozmawiam z nią chwilkę, po czym stwierdzam, że muszę pójść do toalety.
W
drodze powrotnej usłyszałam rozmowę piekarza z jego snem, z
pewnością nie wiedzieli, że ich słyszę:
-Widzisz kochany
tę dziewczynę? -pytając pokazuje palcem na mnie- Kiedyś byłem na
zabój zakochany, czy jak wy tam wolicie zabujany w jej mamie, niestety
ona wolała innego, biedniejszego i nic nieznaczącego mężczyznę
ode mnie.-Ale, czemu?? Przecież ty jesteś z miasta, a on ze Złożyska...
-Wiesz czemu kochany synku, ponieważ jak on coś robi, to robi to z takim wyczuciem, radością i miłością, jak nikt inny, a gdy śpiewa wszystkie ptaki milczą.
Nie przysłuchiwałam się już dłużej tej rozmowie, tylko wróciłam do mojej koleżanki.
Dzień minął spokojnie. Została jeszcze tylko lekcja muzyki, a jednocześnie lekcja historii o Dolinie.
Gdy przyszedł czas na tę lekcję nie wiedziałam co się ze mną dziej. Pani zapytała się wszystkich, czy znają piosenkę o Dolinie. Niestety, tylko moja ręka była w górze, a może i dobrze się stało, bo wtedy pierwszy raz w życiu mogłam przyglądać się synowi piekarza.
Jego niesfonie opadające blond loki i te cudne, błękitne tęczówki, w których zatraciłam się na cały występ, i jego zachowanie... W ogóle cały on był idealny. Nie powinnam tak on nim myśleć. Przecież pochodzimy z dwóch różnych światów, w ogóle, czemu jego tato wspomniał o mnie i o mamie?? Niestety sama nie odpowiem sobie na dręczące mnie pytania. Po części jest to nurtujące, ponieważ wież, że sama nie dasz rady nic robić. Jednakże, jeśli ktoś ci pomoże, to nie będzie już tak wielka rzecz do zdobycia lub zrobienia...
czwartek, 4 czerwca 2015
Wielkie info i przeprosiny...
Jak widzicie dawno nic nie dodałam. Może to przez brak czasu spowodowany nauka, a może po prostu z braku weny i osób którym zależy bym dalej pisała swojego bloga. Od 15.06 postaram się więcej udzielać, ale od was oczekuję tego samego. Na wakacjach nie będę miała internetu, ale nie martwcie się będę pisać rozdziały i jak tylko zdarzy się okazja dodam je na bloga.
<3 Kat
<3 Kat
czwartek, 21 maja 2015
#15 Kolacja
Hej kochani. Mam dla was nagrodę w zamian za ok. 600 odwiedzin. Zaskoczyła mnie jak jesteście nieprzewidywalni. Wczoraj 3 wejścia, a dzisiaj 73. WOW!! Lofffciam was. Mogą byś błędy, ponieważ piszę z tabletu. Tak na marginesie, kupiłam sobie wszystkie, dostępne części IŚ(dla nie w temacie Igrzyska Śmierci) na pytach i mam teraz i płyty i książki. <3 Miłej lekturki.
<3 Kat
PS. Potrzebuję weny (tytuły piosenek i komentarze mile widziane)
PPS. Do 1 czerwca możecie pisać mi pytania pod tym postem, na które odpowiem (szczerze). Coś w stylu "Dlaczego zaczęłaś pisać bloga? Jaki jest twój ulubiony kolor?" itp.
<3 Kat
PS. Potrzebuję weny (tytuły piosenek i komentarze mile widziane)
PPS. Do 1 czerwca możecie pisać mi pytania pod tym postem, na które odpowiem (szczerze). Coś w stylu "Dlaczego zaczęłaś pisać bloga? Jaki jest twój ulubiony kolor?" itp.
PPPS. Sorki, że notka dopiero teraz, ale wiecie. Koniec roku = walka o oceny.
----------------------------------------------------------------------------------
Budzą mnie promienie słoneczne. Nie wiem jakim cudem znalazłam się u siebie w łóżku. Nie przejmuje się tym teraz zbytnio.
Miewam jeszcze migawki z wczorajszego, najcudowniejszego wieczoru pod słońcem. Chyba zasnęłam na dworze, gdyż jest już końcówka kwietnia. Z pewnością Peeta wniósł mnie na górę, a sam poszedł do siebie. Jednakże moje zamyślenia przerywa walenie do drzwi frontowych i okrutny krzyk...
-Otwieraj ciemna maso. Żyjesz tam jeszcze. Halo, jest tam kto??- z początku przeraźliwy krzyk zmienia się w błagalny i opiekuńczy ton. No tak, to cała Joanna Mayson, jak jej coś nie pasuje krzyczy z furiom, jednakże jak coś stanie się jej bliskim jest w stanie rozpłakać się jak małe dziecko i zemścić się na osobie, która dokonała tego haniebnego czynu.
Od razu olśniewa mnie czemu Joanna się tak zachowuje. Przecież nie powiedziałam jej, że pogodziłam się z Peetą. Ostatni raz rozmawiałyśmy tydzień temu i wtedy powiedziałam jej, że chcę z sobą skończyć. Z pewnością dlatego tu przyjechała.
Po minucie znajduję się ubrana na dole i otwieram drzwi.
-Och, ty ciemna maso. Wiesz jak mnie nastraszyłaś?- pyta moja koleżanka i od razu mnie przytula.
-Joanno, to do ciebie nie podobne. Co stało się z tą żądną krwi i bezlitosną morderczynią z Igrzysk???- pytam. Joanna od razu odskakuje ode mnie i mówi poważniejszym tonem niż poprzednio:
----------------------------------------------------------------------------------
Budzą mnie promienie słoneczne. Nie wiem jakim cudem znalazłam się u siebie w łóżku. Nie przejmuje się tym teraz zbytnio.
Miewam jeszcze migawki z wczorajszego, najcudowniejszego wieczoru pod słońcem. Chyba zasnęłam na dworze, gdyż jest już końcówka kwietnia. Z pewnością Peeta wniósł mnie na górę, a sam poszedł do siebie. Jednakże moje zamyślenia przerywa walenie do drzwi frontowych i okrutny krzyk...
-Otwieraj ciemna maso. Żyjesz tam jeszcze. Halo, jest tam kto??- z początku przeraźliwy krzyk zmienia się w błagalny i opiekuńczy ton. No tak, to cała Joanna Mayson, jak jej coś nie pasuje krzyczy z furiom, jednakże jak coś stanie się jej bliskim jest w stanie rozpłakać się jak małe dziecko i zemścić się na osobie, która dokonała tego haniebnego czynu.
Od razu olśniewa mnie czemu Joanna się tak zachowuje. Przecież nie powiedziałam jej, że pogodziłam się z Peetą. Ostatni raz rozmawiałyśmy tydzień temu i wtedy powiedziałam jej, że chcę z sobą skończyć. Z pewnością dlatego tu przyjechała.
Po minucie znajduję się ubrana na dole i otwieram drzwi.
-Och, ty ciemna maso. Wiesz jak mnie nastraszyłaś?- pyta moja koleżanka i od razu mnie przytula.
-Joanno, to do ciebie nie podobne. Co stało się z tą żądną krwi i bezlitosną morderczynią z Igrzysk???- pytam. Joanna od razu odskakuje ode mnie i mówi poważniejszym tonem niż poprzednio:
-No kochana, mam do ciebie parę pytań. Po pierwsze czemu się nie odzywałaś?? Po drugie co robi u ciebie bluza Peety,- czerwienię się- a po trzecie...-nie może dokończyć, ponieważ jej przerywam.
- Na pierwsze odpowiedz jest prosta. Po prostu zapomniałam, a na drugie pytanie nie jestem w stanie ci odpowiedzieć. Przynajmniej teraz.
- Już dobrze, dobrze. Nie unoś się tak kochana, bo ci zmarszczki wyjdą- śmieje się moja przyjaciółka, ale czy mogę ją tak nazywać. Ostatnio bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. Nie wiem czy na tyle by nazwać ją moja przyjaciółką, ale na tyle by nazwać ją moją siostrą.
Z zamyśleń wyrywa mnie chłodny powiew.
-Co robisz?- pytam poirytowana.
-Jak to co? Musisz być na chodzie- tłumaczy- Jak byłaś zamyślona, dzwonił Peeta i zaprosił nas na kolacje. Nie wiem co robiła u ciebie jego bluza, nie wiem czemu chodzi taki szczęśliwy, ale mam przeczucie, że chodzi tu o ciebie- czerwienie się jak burak, gdy Joann kończy swoją "przemowę"- No choć ciemna maso. - prowadzi mnie do pokoju, którego nawet nie znam, a przecierz jest to mój dom.
-Co to za pokój??? - pytam zdenerwowana.
- Spokojnoe kochana, każdy zwycięzca ma takie pomożeszczenie w domu. Jednakże nie każdy o nim wie. I tym gdzie znajduje sie ono u cienie powiedziała mi Effie. Po za tym niw miwmy ku o nie potrzebnych rzeczach. Najważniejszy jest teraz twój wygląd. Musisz powalić Peete na kolana. Ma wiedzieć co stracił- tak naprawdę to odzyskał juz wczoraj, ale nie zamierzam mowić o tym Joannie dopóki nie będzie to potrzebne.
- Dobrze, już dobrze. Wież, że nie lubię tych babskich spraw. Chce mieć to juz za sobą.
Po 4 godzinach jestem gotowa. Te godziny były, dla mnie, jak katusze. Makijaże, czesanie, malowanie paznokci i ten głupi dobór kreacji. Po co to wszystko, przecież Peeta kocha mnie taką jaką jestem nie przejmując się, czy mam makijaż czy go nie mam. On wie jakimi torturami są takie sprawy.
Z zamyśleń wyrywa mnie chłodny powiew.
-Co robisz?- pytam poirytowana.
-Jak to co? Musisz być na chodzie- tłumaczy- Jak byłaś zamyślona, dzwonił Peeta i zaprosił nas na kolacje. Nie wiem co robiła u ciebie jego bluza, nie wiem czemu chodzi taki szczęśliwy, ale mam przeczucie, że chodzi tu o ciebie- czerwienie się jak burak, gdy Joann kończy swoją "przemowę"- No choć ciemna maso. - prowadzi mnie do pokoju, którego nawet nie znam, a przecierz jest to mój dom.
-Co to za pokój??? - pytam zdenerwowana.
- Spokojnoe kochana, każdy zwycięzca ma takie pomożeszczenie w domu. Jednakże nie każdy o nim wie. I tym gdzie znajduje sie ono u cienie powiedziała mi Effie. Po za tym niw miwmy ku o nie potrzebnych rzeczach. Najważniejszy jest teraz twój wygląd. Musisz powalić Peete na kolana. Ma wiedzieć co stracił- tak naprawdę to odzyskał juz wczoraj, ale nie zamierzam mowić o tym Joannie dopóki nie będzie to potrzebne.
- Dobrze, już dobrze. Wież, że nie lubię tych babskich spraw. Chce mieć to juz za sobą.
Po 4 godzinach jestem gotowa. Te godziny były, dla mnie, jak katusze. Makijaże, czesanie, malowanie paznokci i ten głupi dobór kreacji. Po co to wszystko, przecież Peeta kocha mnie taką jaką jestem nie przejmując się, czy mam makijaż czy go nie mam. On wie jakimi torturami są takie sprawy.
Mówiąc o moim stroju. Mam na sobie piękna, zwiewną, a przewszystkim, jak na mnie, BARDZO wygodnej. Ma ona kolor zachodzaceko słońca - ulubiony kolor Peety- , sięga do połowy uda. Jest kloszowana, co bardzo paga mojej sylwetce wyglądać ładniej niż zwykle. Buty to dość wysokie szpilki na 8 centymetrowych obcasach o tym samym kolorze co koją sukienka. Makijaż jest bardzo delikatny.
Joanna powiedziała, ze nie. Będzie przeszkadzać mi i Peecie w naszej kolacji. Mam nadzieje ze sie uda.
Joanna powiedziała, ze nie. Będzie przeszkadzać mi i Peecie w naszej kolacji. Mam nadzieje ze sie uda.
czwartek, 14 maja 2015
WAŻNE!!!
Hej trybuci!!! Sorki za nie wstawianie rozdziałów, lecz sami wiecie co sprawia zwrot " Koniec roku szkolnego". U mnie w szkole totalny chaos. Notka już w połowie napisana. Jeśli chcecie spojlery następnych rozdziałów podawać e- maile. Kocham was moi trybuci. I niech los wam sprzyja. Pamiętajcie jesteśmy drużyną. ( takie tam cytatyz głowy)
<3 Kat
piątek, 24 kwietnia 2015
#14 Mój
Cześć kochani, notka troszkę krótka, ale nasza mnie wena więc spodziewajcie się już paru notek. Tak, wiem ostatnio was zaniedbałam, ale to przez brak weny i chęci twórczych. Już nie przedłużając zapraszam na rozdział.
<3 Kat
--------------------------------------------------------------------------------
Z zamyśleń wyrywa mnie głos mojego ukochanego.
- Kochanie, czemu jesteś taka zamyślona?
- Bo wiesz...- waham się, czy wyjawić mu całą prawdę mojego stanu, czy może zataić prawdę. Dochodzę jednak do wniosku, że tylko przed nim mogę być sobą, że tylko jemu mogę się zwierzyć i tylko on mnie zrozumie, i nie wyśmieje- myślałam, że czemu akurat ja musiałam przejść przez to piekło. Czemu akurat to przez moją głupotę ginęli udzie i czemu akurat to musiały to być osoby bardzo mi bliskie.
Dłużej już nie mogłam nagle poczułam jak jakiś ciężar z mojego serca znalazł ujście w tych słowach, jak gdybym wyrzuciła go w otchłań zapomnienia. Jednak myśli po chwili wracają, lecz są to tylko myśli, które można zastąpić innymi, lepszymi od tych złych.
- Rozumiem cię. Ja sam zadręczałem się podobnymi myślami gdy wojna się skończyła. Jednak wtedy zawsze myślałem o tobie. Wtedy myślałem, że wmawiam sobie, że mnie kochasz, lecz teraz wiem, że jest to prawda. Najprawdziwsza prawda- wyznaje mi Peeta. Nie sądziłam, że usłyszę dziś takie wyznania. Są one rzadkością w naszym gronie, lecz od czasu do czasu warto dać ujście naszym słowom.
Biorę ostatni łyk wina, mocno wtulam się w ukochanego i razem oglądamy zachód słońca. Jest taki piękny, pełen różnych kolorów komponujących się w jedną, spójną całość.
-Twój ulubiony kolor prawda czy fałsz?- pytam po chwili
-Prawda, aż dziw, że zapamiętałaś- odpowiada.
-To właśnie drobiazgi czynią nasze życie szczęśliwym i pełnym miłości- kwituję.
-Kochanie takie słowa z twoich ust to chyba nowość- odparł mój ukochany.
Tak to prawda, nigdy wcześnie nie powiedziała bym czegoś tak ułożonego i poetyckiego za razem.
-Widzisz, już mnie zmieniasz, nawet o tym nie wiedząc- mówię, lecz zamiast odpowiedzi dostaję całusa. Od razu się rozpromieniam. Czuję jak na policzkach pojawiają się rumieńce. Mój chłopak z chlebem odwzajemnia uśmiech. Zaraz, zaraz to już nie ten sam bezbronny chłopak z chlebem, to jest już mój Peeta Mallark. Mój i tyko mój.
<3 Kat
--------------------------------------------------------------------------------
Z zamyśleń wyrywa mnie głos mojego ukochanego.
- Kochanie, czemu jesteś taka zamyślona?
- Bo wiesz...- waham się, czy wyjawić mu całą prawdę mojego stanu, czy może zataić prawdę. Dochodzę jednak do wniosku, że tylko przed nim mogę być sobą, że tylko jemu mogę się zwierzyć i tylko on mnie zrozumie, i nie wyśmieje- myślałam, że czemu akurat ja musiałam przejść przez to piekło. Czemu akurat to przez moją głupotę ginęli udzie i czemu akurat to musiały to być osoby bardzo mi bliskie.
Dłużej już nie mogłam nagle poczułam jak jakiś ciężar z mojego serca znalazł ujście w tych słowach, jak gdybym wyrzuciła go w otchłań zapomnienia. Jednak myśli po chwili wracają, lecz są to tylko myśli, które można zastąpić innymi, lepszymi od tych złych.
- Rozumiem cię. Ja sam zadręczałem się podobnymi myślami gdy wojna się skończyła. Jednak wtedy zawsze myślałem o tobie. Wtedy myślałem, że wmawiam sobie, że mnie kochasz, lecz teraz wiem, że jest to prawda. Najprawdziwsza prawda- wyznaje mi Peeta. Nie sądziłam, że usłyszę dziś takie wyznania. Są one rzadkością w naszym gronie, lecz od czasu do czasu warto dać ujście naszym słowom.
Biorę ostatni łyk wina, mocno wtulam się w ukochanego i razem oglądamy zachód słońca. Jest taki piękny, pełen różnych kolorów komponujących się w jedną, spójną całość.
-Twój ulubiony kolor prawda czy fałsz?- pytam po chwili
-Prawda, aż dziw, że zapamiętałaś- odpowiada.
-To właśnie drobiazgi czynią nasze życie szczęśliwym i pełnym miłości- kwituję.
-Kochanie takie słowa z twoich ust to chyba nowość- odparł mój ukochany.
Tak to prawda, nigdy wcześnie nie powiedziała bym czegoś tak ułożonego i poetyckiego za razem.
-Widzisz, już mnie zmieniasz, nawet o tym nie wiedząc- mówię, lecz zamiast odpowiedzi dostaję całusa. Od razu się rozpromieniam. Czuję jak na policzkach pojawiają się rumieńce. Mój chłopak z chlebem odwzajemnia uśmiech. Zaraz, zaraz to już nie ten sam bezbronny chłopak z chlebem, to jest już mój Peeta Mallark. Mój i tyko mój.
# 13 Czy to aby na pewno nie kolejny sen??!!??
Kochani, dziś nota, za którą możecie mnie zabić. Jestem przygotowana, a tak po za tym, czy ktoś z was wybiera się na Kosogłosa cz.2?? Założyłam specjalnie dla was e-maila :
peetaikatniss-blog@o2.pl
<3 Kat
-------------------------------------------------------------------------
Zrywam się z płaczem. Co się stało? Jestem w swojej sypialni. Jest ze mną Peeta, a przecież on nie żyje.
-Kochanie co się stało?-pytam niepewnie.
-Katniss spałaś i nagle zaczęłaś tak krzyczeć, że usłyszałem cię jak wychodziłem od Haymicha.-mówi- Ja też mam do ciebie pytanie, czemu mówisz do mnie "kochanie"?- Peeta próbuje objaśnić mi co zaszło, ale i tak ja wiem swoje. Tylko czemu zapytał się mnie czemu mówię do niego "kochanie".
-Peeta ja... nie wiem od czego mam zacząć...- waham się.
-Zacz od początku- i znów ten kojący, spokojny, a zarazem nieziemski głos.
-To było tak...- zaczynam opowiadać mu całą historie nie pomijając najmniejszego faktu, od tego jak wyznałam mu miłość aż po jego śmierć. Okazuj się, że te wszystkie zdarzenia były fikcją, a może nie wszystkie. Jednej rzeczy jestem pewna, kocham go tak samo jak w moim śnie.
-Kocham cię Peeta- postanawiam przerwać ciszę.
-Katniss, ale tu nigdzie nie ma kamer nie musisz udawać- poprawia mnie Peeta.
-No właśnie w tym problem, że nie udaje. Peeta -wyznaję- ja naprawdę i bezgranicznie cię kocham.-Aby utwierdzić go w tym składam na jego ustach namiętny pocałunek. Czuje, że blondyn nie spodziewał się takiego obrotu spraw, jednakże odwzajemnia pocałunek.
-Też cię kocham- słyszę ego cudowny głos koło mojego ucha.
Chwile spędzone wraz z moim chłopcem z chlebem mijają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nim się obejrzeliśmy słońce chyliło się ku zachodowi.
-Choć na taras obejrzeć zachód słońca- proponuje Peeta. Nie czekają na moją odpowiedź łapie mnie za rękę i prowadzi na taras. Gdy jesteśmy na miejscu moje oczy napotykają cudowny widok. Na huśtawce, która znajduje się na tarasie u każdego Zwycięscy, leży koc, a na nim taca z dwoma kieliszkami czerwonego, słodkiego, pół wytrawnego wina.
-Ale jak, ty to...??- jąkam się.
-Przygotowałem to w tedy jak poszłaś do toalety, ale i tak nie wyszło tak jak chcia...-nie pozwalam mu dokończyć, ponieważ nasze usta łączą się po raz setny w długim, namiętnym pocałunku.
Gdy siadamy na huśtawce trzymamy w rękach kieliszki z winem. Znów zaczynam myśleć, czy to aby znowu nie jakiś sen, ponieważ nie lubię zostawać ciągle bez mojego chłopca z chlebem. Nie lubię czuć tej pustki, bo jak nie ma go przymnie czuje się nic nie warta, pusta w środku i niepotrzebna. Co ja bym bez niego zrobiła. Już po części uświadomiłam sobie, że Prim, Finnika i Cinny. Tylko czemu takie straszne rzeczy musiały przytrafić się akurat mnie, czemu nie komuś innemu. To bardzo niesprawiedliwe. Cały czas zadaje sobie podobne pytania i wszystkie zaczynają się od tego samego słowa"czemu". Czym sobie zasłużyłam na taki los...
peetaikatniss-blog@o2.pl
<3 Kat
-------------------------------------------------------------------------
Zrywam się z płaczem. Co się stało? Jestem w swojej sypialni. Jest ze mną Peeta, a przecież on nie żyje.
-Kochanie co się stało?-pytam niepewnie.
-Katniss spałaś i nagle zaczęłaś tak krzyczeć, że usłyszałem cię jak wychodziłem od Haymicha.-mówi- Ja też mam do ciebie pytanie, czemu mówisz do mnie "kochanie"?- Peeta próbuje objaśnić mi co zaszło, ale i tak ja wiem swoje. Tylko czemu zapytał się mnie czemu mówię do niego "kochanie".
-Peeta ja... nie wiem od czego mam zacząć...- waham się.
-Zacz od początku- i znów ten kojący, spokojny, a zarazem nieziemski głos.
-To było tak...- zaczynam opowiadać mu całą historie nie pomijając najmniejszego faktu, od tego jak wyznałam mu miłość aż po jego śmierć. Okazuj się, że te wszystkie zdarzenia były fikcją, a może nie wszystkie. Jednej rzeczy jestem pewna, kocham go tak samo jak w moim śnie.
-Kocham cię Peeta- postanawiam przerwać ciszę.
-Katniss, ale tu nigdzie nie ma kamer nie musisz udawać- poprawia mnie Peeta.
-No właśnie w tym problem, że nie udaje. Peeta -wyznaję- ja naprawdę i bezgranicznie cię kocham.-Aby utwierdzić go w tym składam na jego ustach namiętny pocałunek. Czuje, że blondyn nie spodziewał się takiego obrotu spraw, jednakże odwzajemnia pocałunek.
-Też cię kocham- słyszę ego cudowny głos koło mojego ucha.
Chwile spędzone wraz z moim chłopcem z chlebem mijają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nim się obejrzeliśmy słońce chyliło się ku zachodowi.
-Choć na taras obejrzeć zachód słońca- proponuje Peeta. Nie czekają na moją odpowiedź łapie mnie za rękę i prowadzi na taras. Gdy jesteśmy na miejscu moje oczy napotykają cudowny widok. Na huśtawce, która znajduje się na tarasie u każdego Zwycięscy, leży koc, a na nim taca z dwoma kieliszkami czerwonego, słodkiego, pół wytrawnego wina.
-Ale jak, ty to...??- jąkam się.
-Przygotowałem to w tedy jak poszłaś do toalety, ale i tak nie wyszło tak jak chcia...-nie pozwalam mu dokończyć, ponieważ nasze usta łączą się po raz setny w długim, namiętnym pocałunku.
Gdy siadamy na huśtawce trzymamy w rękach kieliszki z winem. Znów zaczynam myśleć, czy to aby znowu nie jakiś sen, ponieważ nie lubię zostawać ciągle bez mojego chłopca z chlebem. Nie lubię czuć tej pustki, bo jak nie ma go przymnie czuje się nic nie warta, pusta w środku i niepotrzebna. Co ja bym bez niego zrobiła. Już po części uświadomiłam sobie, że Prim, Finnika i Cinny. Tylko czemu takie straszne rzeczy musiały przytrafić się akurat mnie, czemu nie komuś innemu. To bardzo niesprawiedliwe. Cały czas zadaje sobie podobne pytania i wszystkie zaczynają się od tego samego słowa"czemu". Czym sobie zasłużyłam na taki los...
środa, 22 kwietnia 2015
#12 Rozpacz
Witajcie, dzisiejsza notka to początek notek,które zmienią mojego bloga o 180 stopni.
<3 Kat
PS.Szukam osoby, która pomoże mi pisać bloga. Chętni zgłaszają się na mojego aska. Rzeczy, które kochamy najbardziej, niszczą nas.
-----------------------------------------------------------------
Budzę się w szpitalu. Sama nie wiem czemu, ale czuję pewną barierę pomiędzy mną a Peetą. Po jakiejś godzinie wszyscy wchodzą do sali. Każdy mnie przytula. Tylko Peeta mnie całuje. Właśnie to przełamało tą barierę. Choć może nie do końca.
-Co się stało? Byliśmy na arenie. Gale był organizatorem i, i ...- nie jestem w stanie skończyć, ponieważ od razu wybucham płaczem. Czuję czyjeś ramiona. W nich i tylko w nich czuję się bezpiecznie. Po chwili słyszę:
-Zmiech. Ty zabiłaś mi rodzinę... To przez ciebie oni nie żyją...!- krzyczy mój narzeczony- Nienawidzę cię! Trzeba cię zabić! Zmiech!!!
Spoglądam w jego oczy, lecz zamiast tych pięknych, niebieskich tęczówek widzę czarną otchłań. Po chwili czuję jak ktoś próbuje mnie udusić. Pojawiają się mroczki przed oczami i "odpływam".
***
Nie wiem po jakim czasie się budzę. Nikogo koło mnie nie ma. Jestem w jasnym, białym i pustym pomieszczeniu. Leżę na sterynie czystym łóżku, a obok mnie stoi jakaś maszyna. Denerwuje mnie, ponieważ cały czas piszczy. Nie jestem w sanie skupić myśli. Choć i to nie przeszkadza mi w zadręczaniu się kilkoma bardzo ważnymi sprawami.
Peeta chciał mnie zabić, nazwał mnie mieszańcem (zmiechem), oskarżył mnie o zamordowanie jego rodziny, a przecież nie ja to zrobiłam. Już sama nie wiem co mam zrobić.
Po paru godzinach, a może dniach, albo minutach, już sama nie wiem, do sali wchodzi lekarz.
-Dzień dobry panno Everdeen. Zostanie pani wypisana dziś do domu. Proszę się nie martwić o ponowny atak pana Mellarka, zgłosił się on do nas z prośbą o przewiezienie do Kapitolu w celu podjęcia leczenia i zostanie tam przez miesiąc- lekarz ma za spokojny głos ja na taką sprawę, dlatego sądzę, że kłamie.
-Proszę powiedzieć mi prawdę. Przecież od razu widać, że pan kłamie- staram się mówić jak najbardziej spokojnie.
-No dobrze. Pan Mellark nie podjął się badania, lecz prosił bym pani powiedział tą wersję. Prawda jest tak, że pan Mellark wyjechał do Dystryktu 4. Powiedział, że nie chce pani skrzywdzić i dlatego postanowił wyjechać. Tak na moje oko on bardzo panią kocha, ponieważ po ataku cały czas powtarzał, że pani mu nie wybaczy i dlatego idzie się powiesić.
Słucham uważnie jego wypowiedzi i zastanawiam się czemu dał namówić się Peetcie do skłamana,lecz nie to jest najważniejsze.
Przez kilka godzin rozmyślałam o tym co zrobię jak wyjdę ze szpitala. Rozmyślania pochłonęły mnie d tego stopnia, że jak skończyłam przyszłą pielęgniarka i powiedziała mi, że mogę już opuścić szpital. Bez zastanowienia pakuję się i wychodzę. Gdy dochodzę do domu nie palą się w nim świata, jest zimno i ponuro. Wchodzę do domu i d razu zaczynam dopakowywać rzeczy do tych co wzięłam ze szpitala.
Po godzinie schodzę na dół. Nagle przez drzwi frontowe wpada Haymich.
-Peeta miał wypadek...-dyszy.
-Spokojnie. Wszystko po kolei- próbuję go uspokoić, lecz sama nie mogę opanować emocji.
-Dobrze. Peeta chciał wrócić. Wysłałem po niego poduszkowiec. Gdy byli już w Dystrykcie 8 pilot rozbił poduszkowiec o jedną z fabryk. Nikt nie przeżył. Tak mi przykro...
Nic już nie słyszę tylko zamykam oczy i pogrążam się w płaczu. Nic już mnie nie obchodzi. Jedyna osoba, na której mi zależało nie żyje.
Nagle czuję jak ktoś mną potrząsa.
-Katniss- znam ten głos. To ten kojący głos. Zrywam się z płaczem i od razu go przytulam.
<3 Kat
PS.Szukam osoby, która pomoże mi pisać bloga. Chętni zgłaszają się na mojego aska. Rzeczy, które kochamy najbardziej, niszczą nas.
-----------------------------------------------------------------
Budzę się w szpitalu. Sama nie wiem czemu, ale czuję pewną barierę pomiędzy mną a Peetą. Po jakiejś godzinie wszyscy wchodzą do sali. Każdy mnie przytula. Tylko Peeta mnie całuje. Właśnie to przełamało tą barierę. Choć może nie do końca.
-Co się stało? Byliśmy na arenie. Gale był organizatorem i, i ...- nie jestem w stanie skończyć, ponieważ od razu wybucham płaczem. Czuję czyjeś ramiona. W nich i tylko w nich czuję się bezpiecznie. Po chwili słyszę:
-Zmiech. Ty zabiłaś mi rodzinę... To przez ciebie oni nie żyją...!- krzyczy mój narzeczony- Nienawidzę cię! Trzeba cię zabić! Zmiech!!!
Spoglądam w jego oczy, lecz zamiast tych pięknych, niebieskich tęczówek widzę czarną otchłań. Po chwili czuję jak ktoś próbuje mnie udusić. Pojawiają się mroczki przed oczami i "odpływam".
***
Nie wiem po jakim czasie się budzę. Nikogo koło mnie nie ma. Jestem w jasnym, białym i pustym pomieszczeniu. Leżę na sterynie czystym łóżku, a obok mnie stoi jakaś maszyna. Denerwuje mnie, ponieważ cały czas piszczy. Nie jestem w sanie skupić myśli. Choć i to nie przeszkadza mi w zadręczaniu się kilkoma bardzo ważnymi sprawami.
Peeta chciał mnie zabić, nazwał mnie mieszańcem (zmiechem), oskarżył mnie o zamordowanie jego rodziny, a przecież nie ja to zrobiłam. Już sama nie wiem co mam zrobić.
Po paru godzinach, a może dniach, albo minutach, już sama nie wiem, do sali wchodzi lekarz.
-Dzień dobry panno Everdeen. Zostanie pani wypisana dziś do domu. Proszę się nie martwić o ponowny atak pana Mellarka, zgłosił się on do nas z prośbą o przewiezienie do Kapitolu w celu podjęcia leczenia i zostanie tam przez miesiąc- lekarz ma za spokojny głos ja na taką sprawę, dlatego sądzę, że kłamie.
-Proszę powiedzieć mi prawdę. Przecież od razu widać, że pan kłamie- staram się mówić jak najbardziej spokojnie.
-No dobrze. Pan Mellark nie podjął się badania, lecz prosił bym pani powiedział tą wersję. Prawda jest tak, że pan Mellark wyjechał do Dystryktu 4. Powiedział, że nie chce pani skrzywdzić i dlatego postanowił wyjechać. Tak na moje oko on bardzo panią kocha, ponieważ po ataku cały czas powtarzał, że pani mu nie wybaczy i dlatego idzie się powiesić.
Słucham uważnie jego wypowiedzi i zastanawiam się czemu dał namówić się Peetcie do skłamana,lecz nie to jest najważniejsze.
Przez kilka godzin rozmyślałam o tym co zrobię jak wyjdę ze szpitala. Rozmyślania pochłonęły mnie d tego stopnia, że jak skończyłam przyszłą pielęgniarka i powiedziała mi, że mogę już opuścić szpital. Bez zastanowienia pakuję się i wychodzę. Gdy dochodzę do domu nie palą się w nim świata, jest zimno i ponuro. Wchodzę do domu i d razu zaczynam dopakowywać rzeczy do tych co wzięłam ze szpitala.
Po godzinie schodzę na dół. Nagle przez drzwi frontowe wpada Haymich.
-Peeta miał wypadek...-dyszy.
-Spokojnie. Wszystko po kolei- próbuję go uspokoić, lecz sama nie mogę opanować emocji.
-Dobrze. Peeta chciał wrócić. Wysłałem po niego poduszkowiec. Gdy byli już w Dystrykcie 8 pilot rozbił poduszkowiec o jedną z fabryk. Nikt nie przeżył. Tak mi przykro...
Nic już nie słyszę tylko zamykam oczy i pogrążam się w płaczu. Nic już mnie nie obchodzi. Jedyna osoba, na której mi zależało nie żyje.
Nagle czuję jak ktoś mną potrząsa.
-Katniss- znam ten głos. To ten kojący głos. Zrywam się z płaczem i od razu go przytulam.
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Niestety znów was opuszczam:(
Hej, przepraszam. Z powodu złamania kostki pisanie notek się opóźni. Liczę na cierpliwość.
<3 Kat
<3 Kat
niedziela, 12 kwietnia 2015
POMOCY!!!!!!
Hej kochani. Potrzebuję waszej pomocy. Tymczasowy brak weny. Propozycje pisać w kom.
Katniss
Katniss
piątek, 10 kwietnia 2015
#11 Witam na 76 Igrzyskach Śmierci
Hej Trybuci!!! Jak tam po szkole i świętach? Więcej aktywności. Prosimy!!!
Kat&Rue
-------------------------------------------------------------------------------
To co widzę odchodząc od Effie przechodzi wszelkie wyobrażenia. Wokół nas wybuchają ogromne płomienie.
Nagle rozlega się jakichś głos. To nie jakichś tam głos. Znam go i szczerze nienawidzę. Nawet nie wyobrażam sobie jak mogłam myśleć, że kiedyś będę jego i jak ludzie mogli mówić, że jest on moim kuzynem.
-Witam na 76 Igrzyskach Śmierci zorganizowanych przez Gala Hawthorna, głównego organizatora Igrzysk- głos po chwili milknie. Effie wpada w panikę. Po chwili milczenia słychać czyjś głos.
-Wszyscy do domu. Katniss jak dotrzesz do maszyny wpisz "ulepszony strój kosogłosa na igrzyska od Cinny"- krzyczy mój stylista. Teraz niestety inaczej się nie da. Wszędzie wokół wybuchają bomby, które zapalają wszystko dookoła. Z mocy takiej samej zginęła moja kochana siostra Prim.
Po chwili dochodzi do mnie co stało się przed chwilą.
-Wszyscy do domu!!!! Ale już!!!- wrzeszczy Haymich. Wszyscy bez wyjątku wykonują polecenie Haymicha. Po krótkiej chwili jesteśmy już w domu. Posłusznie wykonuje zadane mi wcześniej zadanie od Cinny. Już po 10 minutach schodzę do reszty na dół. Wszyscy zaniemówili. Nagle patrzę jak przez okno wskakuje jeden Strażnik Pokoju i zabija moich przyjaciół. Po tym zdarzeniu osuwam się na ziemię. Po przebudzeniu czuję tylko jakiś materiał w ustach, a dookoła mnie panuje ciemność. Od razu zasypiam.
Budzi mnie czyjś pocałunek. Nie jest to jednak pocałunek od Peety, który zawsze jest taki delikatny. Ten był raczej taki oschły. Jednak poznaję go. Pamiętam te usta jak przez mgłę. Było to owego dnia przed Turnee Zwycięzców. Wtedy to Gale pocałował mnie po raz pierwszy. Nie odwzajemniam tego pocałunku. Raczej staram się go uniknąć. Naglę czuję mocne uderzenie w brzuch i tracę kontakt z rzeczywistością.
Kat&Rue
-------------------------------------------------------------------------------
To co widzę odchodząc od Effie przechodzi wszelkie wyobrażenia. Wokół nas wybuchają ogromne płomienie.
Nagle rozlega się jakichś głos. To nie jakichś tam głos. Znam go i szczerze nienawidzę. Nawet nie wyobrażam sobie jak mogłam myśleć, że kiedyś będę jego i jak ludzie mogli mówić, że jest on moim kuzynem.
-Witam na 76 Igrzyskach Śmierci zorganizowanych przez Gala Hawthorna, głównego organizatora Igrzysk- głos po chwili milknie. Effie wpada w panikę. Po chwili milczenia słychać czyjś głos.
-Wszyscy do domu. Katniss jak dotrzesz do maszyny wpisz "ulepszony strój kosogłosa na igrzyska od Cinny"- krzyczy mój stylista. Teraz niestety inaczej się nie da. Wszędzie wokół wybuchają bomby, które zapalają wszystko dookoła. Z mocy takiej samej zginęła moja kochana siostra Prim.
Po chwili dochodzi do mnie co stało się przed chwilą.
-Wszyscy do domu!!!! Ale już!!!- wrzeszczy Haymich. Wszyscy bez wyjątku wykonują polecenie Haymicha. Po krótkiej chwili jesteśmy już w domu. Posłusznie wykonuje zadane mi wcześniej zadanie od Cinny. Już po 10 minutach schodzę do reszty na dół. Wszyscy zaniemówili. Nagle patrzę jak przez okno wskakuje jeden Strażnik Pokoju i zabija moich przyjaciół. Po tym zdarzeniu osuwam się na ziemię. Po przebudzeniu czuję tylko jakiś materiał w ustach, a dookoła mnie panuje ciemność. Od razu zasypiam.
Budzi mnie czyjś pocałunek. Nie jest to jednak pocałunek od Peety, który zawsze jest taki delikatny. Ten był raczej taki oschły. Jednak poznaję go. Pamiętam te usta jak przez mgłę. Było to owego dnia przed Turnee Zwycięzców. Wtedy to Gale pocałował mnie po raz pierwszy. Nie odwzajemniam tego pocałunku. Raczej staram się go uniknąć. Naglę czuję mocne uderzenie w brzuch i tracę kontakt z rzeczywistością.
środa, 8 kwietnia 2015
#10 Niezwykłe wyznanie nieoczekiwanej osoby
Komentujcie. Proszę!!!!
Kat and Rue
------------------------------------------------------------------------------------------
-Już jesteś?- pyta chłopak.
-Czemu się tak na mnie patrzysz? Coś nie tak z moją sukienką?- pytam niepewna, ponieważ Peeta odkąd weszłam na taras nie spuszcza ze mnie wzroku.
-Nie tylko tak cię nigdzie nie wyposzczę- oznajmia Peeta.
-A to my gdzieś wychodzimy?- pytam
-Tak. A ten taras, to jakoś tak wyszło- próbuje tłumaczyć się chłopak
-No dobrze to już chodźmy- oznajmiam.
-Nie tak śpieszno ciemna maso- woła jakaś dziewczyna z dala. Jednak ja nie muszę jej widzieć by ją poznać.
-Johanna- krzyczę i biegnę w stronę wydobywanego dźwięku.
-A o nas to już się zapomina- mówi równocześnie Annie, Effie, Haymich, Beetee, Prim, Finnik i Cina .
-Ale. Jak, jak to możliwe, że żyjecie. Przecież widziałam waszą śmierć- jąkam się.
-Wdziałaś to co chciał ci pokazać Snow. Ale już nie płacz, bo rozmażesz makijaż i moja sukienka nie będzie już tak ładnie pasować do twojej twarzy- mówi Cina przytulając mnie. Nie chce żeby teraz on mnie przytulał. Potrzebuję Peety.
-Peeta! Peeta!- krzyczę
-Już jestem kochanie. Wiesz jak trudno zebrać to wszystko i dogonić cię z moją protezą- chłopak mówi to i robi śmieszną minę. Wszyscy wybuchamy śmiechem, ja się przytulam i całuję chłopaka w policzek.
-Czy nas coś ominęło?- pytają równocześnie Prim, Finnik, Cina i Effie.
-Długo by opowiadać co ja miałem z tą dzieciarnią. Raz mówi, że się kochają drugi raz, że nienawidzą, a teraz znowu miłość kwitnie- oznajmia nasz mentor.
-Tak to już jest jak się kogoś mocno kocha to widzisz. Poza tym mówią, że miłość może zdziałać cuda.-mówi Effie- Może już mi przejdzie.
-Jeśli nie będę mieć ataków. Jak na razie miałem jakoś koło 2- mówi Peeta.
-Ale jak to 2. Czemu nic nie mówiłeś- krzyczę i wybucham płaczem. Czuję, że Peeta rzuca wszystko co ma w rękach i mocno tuli mnie do siebie. Ja nic nie mówię tylko mocniej się w niego wtulam. Słyszę tylko płacz Effie. Gdy się odwracam Widzę jak w lustrzanym odbiciu, Effie robi to samo co ja.
-Czy my o czymś nie wiemy?- pytam
-Yyyyyyyyy... Nie. To znaczy. Tak. Ale z resztą nie wiem- miota się Effie.
-Kochanie spokojnie- pociesza ją nasz były mentor.
-Kochanie????- wszyscy robią zdziwione miny.
-A jak mam mówić do mojej dziewczyny?- Haymich odwzajemnia nasze miny
-Dziewczyny?????
-Przestańcie mnie papugować!
-Ależ my nie papugujemy.
-Wcale, że tak.
-Nie.
-Haymich piłeś?- pyta ktoś z naszego grona.
-No może troszkę- oznajmia mentor.
-Troszkę znaczy ile. Mówiłeś, że już nie pijesz. Jak tylko dotrzesz do domu to pożałujesz- krzyczy Effie.- No dzieci. Chcieliście wiedzieć jak to z nami starymi było. Zaczęło się to jak miałam 21 lat i zgłosiłam się na ochotniczkę do waszego dystryktu. W moich pierwszych igrzyskach wygrał Haymich. Był wtedy bardziej przystojny niż teraz, ale nie o tym mowa. Wiedziałam, że będziemy spełnić ze sobą każdą chwilę. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Można powiedzieć, że była to taka historia jak Katniss i Peety. On mówił otwarcie, że mnie kocha, a ja nie byłam pewna uczuć do niego. I tak mijały nam lata aż w końcu przyszły 74 Igrzyska Śmierci. Jak zgłosiłaś się za Prim. Bardzo mi zaimponowałaś, jednakże nie mogłam tego otwarcie powiedzieć. Wtedy jak Peeta na wywiadzie powiedział, że cię kocha. Jak zobaczyłam twoje oczy. Pojawiły się w nich takie iskierki jakie ja miałam gdy zobaczyłam Haymicha. Tak bardzo mi nas przypominacie. Tylko, że wy mieliście gorzej. Waszą miłość chcieli do pokazu. Tak nie można- Effie się rozpłakała mówiąc te słowa. Podchodzę do niej i mocno ją przytulam. Do mnie dochodzi reszta. W końcu tworzy się z nas wielkie koło. Po jakiejś chwili ktoś woła:
-Ej. Odejdźmy, bo się zaraz podusimy.
Wszyscy odchodzimy od siebie. To co zobaczyłam...
Kat and Rue
------------------------------------------------------------------------------------------
-Już jesteś?- pyta chłopak.
-Czemu się tak na mnie patrzysz? Coś nie tak z moją sukienką?- pytam niepewna, ponieważ Peeta odkąd weszłam na taras nie spuszcza ze mnie wzroku.
-Nie tylko tak cię nigdzie nie wyposzczę- oznajmia Peeta.
-A to my gdzieś wychodzimy?- pytam
-Tak. A ten taras, to jakoś tak wyszło- próbuje tłumaczyć się chłopak
-No dobrze to już chodźmy- oznajmiam.
-Nie tak śpieszno ciemna maso- woła jakaś dziewczyna z dala. Jednak ja nie muszę jej widzieć by ją poznać.
-Johanna- krzyczę i biegnę w stronę wydobywanego dźwięku.
-A o nas to już się zapomina- mówi równocześnie Annie, Effie, Haymich, Beetee, Prim, Finnik i Cina .
-Ale. Jak, jak to możliwe, że żyjecie. Przecież widziałam waszą śmierć- jąkam się.
-Wdziałaś to co chciał ci pokazać Snow. Ale już nie płacz, bo rozmażesz makijaż i moja sukienka nie będzie już tak ładnie pasować do twojej twarzy- mówi Cina przytulając mnie. Nie chce żeby teraz on mnie przytulał. Potrzebuję Peety.
-Peeta! Peeta!- krzyczę
-Już jestem kochanie. Wiesz jak trudno zebrać to wszystko i dogonić cię z moją protezą- chłopak mówi to i robi śmieszną minę. Wszyscy wybuchamy śmiechem, ja się przytulam i całuję chłopaka w policzek.
-Czy nas coś ominęło?- pytają równocześnie Prim, Finnik, Cina i Effie.
-Długo by opowiadać co ja miałem z tą dzieciarnią. Raz mówi, że się kochają drugi raz, że nienawidzą, a teraz znowu miłość kwitnie- oznajmia nasz mentor.
-Tak to już jest jak się kogoś mocno kocha to widzisz. Poza tym mówią, że miłość może zdziałać cuda.-mówi Effie- Może już mi przejdzie.
-Jeśli nie będę mieć ataków. Jak na razie miałem jakoś koło 2- mówi Peeta.
-Ale jak to 2. Czemu nic nie mówiłeś- krzyczę i wybucham płaczem. Czuję, że Peeta rzuca wszystko co ma w rękach i mocno tuli mnie do siebie. Ja nic nie mówię tylko mocniej się w niego wtulam. Słyszę tylko płacz Effie. Gdy się odwracam Widzę jak w lustrzanym odbiciu, Effie robi to samo co ja.
-Czy my o czymś nie wiemy?- pytam
-Yyyyyyyyy... Nie. To znaczy. Tak. Ale z resztą nie wiem- miota się Effie.
-Kochanie spokojnie- pociesza ją nasz były mentor.
-Kochanie????- wszyscy robią zdziwione miny.
-A jak mam mówić do mojej dziewczyny?- Haymich odwzajemnia nasze miny
-Dziewczyny?????
-Przestańcie mnie papugować!
-Ależ my nie papugujemy.
-Wcale, że tak.
-Nie.
-Haymich piłeś?- pyta ktoś z naszego grona.
-No może troszkę- oznajmia mentor.
-Troszkę znaczy ile. Mówiłeś, że już nie pijesz. Jak tylko dotrzesz do domu to pożałujesz- krzyczy Effie.- No dzieci. Chcieliście wiedzieć jak to z nami starymi było. Zaczęło się to jak miałam 21 lat i zgłosiłam się na ochotniczkę do waszego dystryktu. W moich pierwszych igrzyskach wygrał Haymich. Był wtedy bardziej przystojny niż teraz, ale nie o tym mowa. Wiedziałam, że będziemy spełnić ze sobą każdą chwilę. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Można powiedzieć, że była to taka historia jak Katniss i Peety. On mówił otwarcie, że mnie kocha, a ja nie byłam pewna uczuć do niego. I tak mijały nam lata aż w końcu przyszły 74 Igrzyska Śmierci. Jak zgłosiłaś się za Prim. Bardzo mi zaimponowałaś, jednakże nie mogłam tego otwarcie powiedzieć. Wtedy jak Peeta na wywiadzie powiedział, że cię kocha. Jak zobaczyłam twoje oczy. Pojawiły się w nich takie iskierki jakie ja miałam gdy zobaczyłam Haymicha. Tak bardzo mi nas przypominacie. Tylko, że wy mieliście gorzej. Waszą miłość chcieli do pokazu. Tak nie można- Effie się rozpłakała mówiąc te słowa. Podchodzę do niej i mocno ją przytulam. Do mnie dochodzi reszta. W końcu tworzy się z nas wielkie koło. Po jakiejś chwili ktoś woła:
-Ej. Odejdźmy, bo się zaraz podusimy.
Wszyscy odchodzimy od siebie. To co zobaczyłam...
#9 Nowy Przyjaciel
Hej wielki powrót po świętach. Życzę miłej lektury.
Kat and Rue
-------------------------------------------------------------------------------------
Budzę się w naszej nowej sypialni. Sądziłam, że wczorajsze zdarzenia nie są prawdą.
Jednak budzę się w całkowicie innej sypialni niż ta, którą mam ja, albo Peeta. Ta sypialnia jest o wiele ładniejsza i przytulniejsza od naszych w Wiosce Zwycięzców. Jest taka rodzinna. Bardzo się mi podoba jak Peeta ją urządził. Ściany są koloru zachodzącego słońca (jego ulubiony kolor - Kat), w rogu stoi maszyn, a obok niej szafa. Gdy napiszesz coś na maszynie, a potem wejdziesz do szafy robi dosłownie wszystko od dobrania stroju po mycie ciała -słyszałam, że Haymich ma taką samą i jak jest pijany to po prostu w niej zasypia- bardzo mi się podoba. Z pewnością była bardzo droga.
Z sypialni mamy od razu wejście do łazienki. Tam kafelki mają kolor zielony (jej ulubiony kolor- Kat), a meble łazienkowe mają wykończenia w kolorze srebrnym. Jest po prostu piękne.
Z zamyślań wyrywa mnie krzyk:
-Peeta, jesteś tam?- woła jakiś głos. Znam go, ale nie jestem w stanie określić do kogo pasuje. Ubieram się szybko i schodzę na dół.
-Peeta śpi- mówię.- A ty to...
-Co ja mam za maniery Paul Meelr, a ty to pewnie Katniss Everdeen "dziewczyna igrająca z ognie", "kosogłos" i "morderca Snowa"- odpowiada chłopak.
-Tak, ale nie sądziłam, że mam aż tyle przezwisk- odpowiadam.
-Księżniczko gdzie jesteś?- rozlega się wołanie z góry. To Peeta. Po 5 minutach schodzi na dół.
-Mamy gościa, a ty ... Co za maniery, co za maniery- mówię przekornie.
-Chyba zasłużyłem na karę wieczorem. Co ty na to?- Peeta zwraca się do mnie.
-Zapomniałeś, że mamy gościa, a ty się o karę wieczorem pytasz!!!- jestem troszkę zła więc robię śmieszną minę.
Rozmawiamy, śmiejemy się, żartujemy, tak to pory obiadu. Wtedy Paul mówi, że musi już wracać. Zostaję sama z Peetą.
-Co chcesz na obiad?- pyta Peeta.
-Yyyyy... Niech pomyślę. Może potrawkę z jagnięciny?- proponuję.
-Dobrze, ale musisz pomóc mi ją zrobić- oznajmia chłopak.
-Tak jest kapitanie!- odkrzykuje i oboje wybuchamy śmiechem. Peeta ciągnie mnie do kuchni.
Posłusznie wykonuje jego polecenia. Jednak jedna jego propozycja mnie zadziwia.
-Kochanie przynieś mi mąkę-prosi.
-Dobrze, a gdzie jest?- pytam.
-Przy drzwiach- odpowiada Peeta. Przynoszę mu mąkę. On ją otwiera, zanurza rękę w woru i ... Mąka ląduje u mnie na twarzy.
-Oh ty!- krzyczę- Ja się odwdzięczę.
Tak jak powiedziałam, tak zrobiłam. Mąka wylądowała na twarzy Peety. Po chwili czuję czyjś dotyk na mojej tali. Odwracam się i całuję Peete.
-I co z tą karą?- pyta
-Jeszcze musisz zasłużyć na karę. Teraz skończmy z tą potrawką- odpowiadam.
Po chwili wkładamy danie do pieca, a sami idziemy się umyć.
Gdy wychodzę z łazienki nigdzie nie mogę znaleźć Peety. Podchodzę do łóżka i widzę zieloną karteczkę, na której napisane jest: " Jak już wyjdziesz to czekam na tarasie z niespodzianką".
Bez zastanowienia podchodzę do maszyny i wpisuję "zestaw piknikowy od Ciny". Po 3 minutach wychodzę ubrana w cudowną, zieloną, lekką i zwiewną sukienkę, która sięga mi do kolan. Jest śliczna.
Zgodnie ze wskazówkami Peety idę na taras. Gdy wchodzę to co widzę przechodzi wszelkie wyobrażenia.
Kat and Rue
-------------------------------------------------------------------------------------
Budzę się w naszej nowej sypialni. Sądziłam, że wczorajsze zdarzenia nie są prawdą.
Jednak budzę się w całkowicie innej sypialni niż ta, którą mam ja, albo Peeta. Ta sypialnia jest o wiele ładniejsza i przytulniejsza od naszych w Wiosce Zwycięzców. Jest taka rodzinna. Bardzo się mi podoba jak Peeta ją urządził. Ściany są koloru zachodzącego słońca (jego ulubiony kolor - Kat), w rogu stoi maszyn, a obok niej szafa. Gdy napiszesz coś na maszynie, a potem wejdziesz do szafy robi dosłownie wszystko od dobrania stroju po mycie ciała -słyszałam, że Haymich ma taką samą i jak jest pijany to po prostu w niej zasypia- bardzo mi się podoba. Z pewnością była bardzo droga.
Z sypialni mamy od razu wejście do łazienki. Tam kafelki mają kolor zielony (jej ulubiony kolor- Kat), a meble łazienkowe mają wykończenia w kolorze srebrnym. Jest po prostu piękne.
Z zamyślań wyrywa mnie krzyk:
-Peeta, jesteś tam?- woła jakiś głos. Znam go, ale nie jestem w stanie określić do kogo pasuje. Ubieram się szybko i schodzę na dół.
-Peeta śpi- mówię.- A ty to...
-Co ja mam za maniery Paul Meelr, a ty to pewnie Katniss Everdeen "dziewczyna igrająca z ognie", "kosogłos" i "morderca Snowa"- odpowiada chłopak.
-Tak, ale nie sądziłam, że mam aż tyle przezwisk- odpowiadam.
-Księżniczko gdzie jesteś?- rozlega się wołanie z góry. To Peeta. Po 5 minutach schodzi na dół.
-Mamy gościa, a ty ... Co za maniery, co za maniery- mówię przekornie.
-Chyba zasłużyłem na karę wieczorem. Co ty na to?- Peeta zwraca się do mnie.
-Zapomniałeś, że mamy gościa, a ty się o karę wieczorem pytasz!!!- jestem troszkę zła więc robię śmieszną minę.
Rozmawiamy, śmiejemy się, żartujemy, tak to pory obiadu. Wtedy Paul mówi, że musi już wracać. Zostaję sama z Peetą.
-Co chcesz na obiad?- pyta Peeta.
-Yyyyy... Niech pomyślę. Może potrawkę z jagnięciny?- proponuję.
-Dobrze, ale musisz pomóc mi ją zrobić- oznajmia chłopak.
-Tak jest kapitanie!- odkrzykuje i oboje wybuchamy śmiechem. Peeta ciągnie mnie do kuchni.
Posłusznie wykonuje jego polecenia. Jednak jedna jego propozycja mnie zadziwia.
-Kochanie przynieś mi mąkę-prosi.
-Dobrze, a gdzie jest?- pytam.
-Przy drzwiach- odpowiada Peeta. Przynoszę mu mąkę. On ją otwiera, zanurza rękę w woru i ... Mąka ląduje u mnie na twarzy.
-Oh ty!- krzyczę- Ja się odwdzięczę.
Tak jak powiedziałam, tak zrobiłam. Mąka wylądowała na twarzy Peety. Po chwili czuję czyjś dotyk na mojej tali. Odwracam się i całuję Peete.
-I co z tą karą?- pyta
-Jeszcze musisz zasłużyć na karę. Teraz skończmy z tą potrawką- odpowiadam.
Po chwili wkładamy danie do pieca, a sami idziemy się umyć.
Gdy wychodzę z łazienki nigdzie nie mogę znaleźć Peety. Podchodzę do łóżka i widzę zieloną karteczkę, na której napisane jest: " Jak już wyjdziesz to czekam na tarasie z niespodzianką".
Bez zastanowienia podchodzę do maszyny i wpisuję "zestaw piknikowy od Ciny". Po 3 minutach wychodzę ubrana w cudowną, zieloną, lekką i zwiewną sukienkę, która sięga mi do kolan. Jest śliczna.
Zgodnie ze wskazówkami Peety idę na taras. Gdy wchodzę to co widzę przechodzi wszelkie wyobrażenia.
czwartek, 2 kwietnia 2015
URODZINY I WYJAZD
Hej trybuci. Pamiętacie co było miesiąc temu. Tak dokładnie miesiąc temu założyłam bloga. WOW już miesiąc i ok.350 wejść. Liczę na komy ja zwykle. Co do wyjazdu. Dzisiaj jadę do babci. Notki raczej nie wrzucę (bak netu). Będę je pisać na brudno i od razu wstawię na bloga. Wesołych Świąt, I niech los zawsze wam sprzyja.
Kat&Rue
Kat&Rue
środa, 1 kwietnia 2015
#8 Księżniczka
Teraz notki wracają do normy, czyli oczami Katniss. Tak poza tym chciałam pogratulować szóstoklasistom zdania testu szóstoklasisty. I niech los zawsze wam sprzyja!!
Kat
--------------------------------------------------------------------------------------
Nie chcę otwierać oczu. Mam nadzieję, że już umarłam. Że nie muszę patrzeć jak go ranię. Mam nadzieję, że znajdzie sobie lepszą, ładniejszą i mądrzejszą ode mnie. Jednak po jakichś 3 minutach otwieram oczy. Nie mogę uwierzyć w to co widzę. Koło mnie leży Peeta.
-To tylko sen. To tylko sen -powtarzam sobie, ale chyba na tyle głośno, że Peeta się budzi. A może już nie spał?
-Nie moja księżniczko. To nie jest sen- mówi jak zwykle swoim słodkim głosikiem. Od razu go całuję.Peeta odwzajemnia pocałunek. Sądziłam,że ta chwila to jakaś fikcja ale ewidentnie nie. Haymich od razu nam przerywa:
-No co gołąbeczki. Przez chwile się nie widzieliście i już miłość kwitnie- jest lekko podpity. Peeta wyprowadza go i zmyka drzwi.
-Czemu ciebie nie było? No wiesz w sensie w nocy?- Katniss ugryź się w język. Już za późno.
-Wiesz ja mam niespodziankę- mówi nie pewnie.
-Jaką? Czy mogę ją teraz zobaczyć?- no już przesadziłam. Co się ze mną dziś dzieje?.
-Jeśli będziesz chciała- mówi chłopak.
-Oczywiście. Zaraz, a może nie. Teraz.
-Dobrze słonko. Tylko muszę zawiązać ci oczy- po tych słowach chłopak zawiązuje mi oczy bierze na ręce i gdzieś niesie. Nie wiem gdzie. Na miejsce dochodzimy po jakichś 10 minutach. Peeta stawia mnie na ziemi i odwiązuje oczy. Widok zapiera mi dech w piersi. Moim oczom ukazuje się mała i przytulna chatka. Wchodzę do środka. Jest tu tak ciepło. Czuję czyjś dotyk na mojej tali. To Peeta nikt inny mnie tak nie przytula.
-Myślałem, że może będziesz chciała się wyprowadzić z Wioski Zwycięzców gdzieś w ładniejsze miejsce. Ja na nic nie naciskam, ale. Czy ty Katniss Everdeen chciała byś zamieszkać tu z tak prostym chłopakiem jak ja?- pyta niepewnie. Z pewnością liczy na odpowiedz "nie", ale ja tak nie mogę.
-Tak. Poza tym ty nie jesteś takim sobie zwykłym chłopakiem. Ty jesteś Peeta Mallark. Mój chłopiec z chlebem. Co liczyłeś na odpowiedz "nie"?- pytam patrząc mu w oczy z uśmiechem.
-No w sumie... Nie spodziewałem się pozytywnej odpowiedzi patrząc ile razy cię skrzywdziłem.
-Yyyyyyyyyy... Ty mnie skrzywdziłeś? To ja bez ustanku cię krzywdzę- odpowiadam.
-Zjesz coś?- pyta mój chłopiec z chlebem.
-Przepraszam cię, ale jestem zbyt zmęczona-mówię ziewając. Peeta powiedział, żebym sobie odpoczęła. Ja zasypiam w naszej nowej sypialni. Po chwili czuję jak ktoś mnie przytula i mówi:
-Dobranoc księżniczko.
To chyba moje nowe przezwisko "księżniczka". Nie sądzę, żeby do mnie pasowało. Po chwii zasypiam.
Kat
--------------------------------------------------------------------------------------
Nie chcę otwierać oczu. Mam nadzieję, że już umarłam. Że nie muszę patrzeć jak go ranię. Mam nadzieję, że znajdzie sobie lepszą, ładniejszą i mądrzejszą ode mnie. Jednak po jakichś 3 minutach otwieram oczy. Nie mogę uwierzyć w to co widzę. Koło mnie leży Peeta.
-To tylko sen. To tylko sen -powtarzam sobie, ale chyba na tyle głośno, że Peeta się budzi. A może już nie spał?
-Nie moja księżniczko. To nie jest sen- mówi jak zwykle swoim słodkim głosikiem. Od razu go całuję.Peeta odwzajemnia pocałunek. Sądziłam,że ta chwila to jakaś fikcja ale ewidentnie nie. Haymich od razu nam przerywa:
-No co gołąbeczki. Przez chwile się nie widzieliście i już miłość kwitnie- jest lekko podpity. Peeta wyprowadza go i zmyka drzwi.
-Czemu ciebie nie było? No wiesz w sensie w nocy?- Katniss ugryź się w język. Już za późno.
-Wiesz ja mam niespodziankę- mówi nie pewnie.
-Jaką? Czy mogę ją teraz zobaczyć?- no już przesadziłam. Co się ze mną dziś dzieje?.
-Jeśli będziesz chciała- mówi chłopak.
-Oczywiście. Zaraz, a może nie. Teraz.
-Dobrze słonko. Tylko muszę zawiązać ci oczy- po tych słowach chłopak zawiązuje mi oczy bierze na ręce i gdzieś niesie. Nie wiem gdzie. Na miejsce dochodzimy po jakichś 10 minutach. Peeta stawia mnie na ziemi i odwiązuje oczy. Widok zapiera mi dech w piersi. Moim oczom ukazuje się mała i przytulna chatka. Wchodzę do środka. Jest tu tak ciepło. Czuję czyjś dotyk na mojej tali. To Peeta nikt inny mnie tak nie przytula.
-Myślałem, że może będziesz chciała się wyprowadzić z Wioski Zwycięzców gdzieś w ładniejsze miejsce. Ja na nic nie naciskam, ale. Czy ty Katniss Everdeen chciała byś zamieszkać tu z tak prostym chłopakiem jak ja?- pyta niepewnie. Z pewnością liczy na odpowiedz "nie", ale ja tak nie mogę.
-Tak. Poza tym ty nie jesteś takim sobie zwykłym chłopakiem. Ty jesteś Peeta Mallark. Mój chłopiec z chlebem. Co liczyłeś na odpowiedz "nie"?- pytam patrząc mu w oczy z uśmiechem.
-No w sumie... Nie spodziewałem się pozytywnej odpowiedzi patrząc ile razy cię skrzywdziłem.
-Yyyyyyyyyy... Ty mnie skrzywdziłeś? To ja bez ustanku cię krzywdzę- odpowiadam.
-Zjesz coś?- pyta mój chłopiec z chlebem.
-Przepraszam cię, ale jestem zbyt zmęczona-mówię ziewając. Peeta powiedział, żebym sobie odpoczęła. Ja zasypiam w naszej nowej sypialni. Po chwili czuję jak ktoś mnie przytula i mówi:
-Dobranoc księżniczko.
To chyba moje nowe przezwisko "księżniczka". Nie sądzę, żeby do mnie pasowało. Po chwii zasypiam.
Ostatni post
Dziś kończę swoją przygodę z blogiem. Wy mnie nie wspieracie, ja nie mam weny i czasu. Pomysły się kończą i w ogóle. Przepraszam.
PRIMA APRYLIS, bo się pomylisz!!!!!!!!!!!!!!!!
I jak tam moi drodzy szóstoklasiści. Ja mam maksa z matmy i języka angielskiego, a z polskiego (nie licząc opowiadań) bez jednego punktu. A wy?
Kat
PRIMA APRYLIS, bo się pomylisz!!!!!!!!!!!!!!!!
I jak tam moi drodzy szóstoklasiści. Ja mam maksa z matmy i języka angielskiego, a z polskiego (nie licząc opowiadań) bez jednego punktu. A wy?
Kat
wtorek, 31 marca 2015
#7 Pomoc czy ucieczka od rzeczywistości? cz.3
Ten rozdział w odróżnieniu od reszty jest napisany ze strony Peety. Jak się podobało i mam pisać takich więcej to pisać! Wciąż liczę na komentarz.
Kat
-------------------------------------------------------------
Otwieram drzwi i widzę mojego starego kolegę Paula.
-Hej Peeta- słyszę po chwili.
-Cześć. Co ty tu robisz?- pytam niepewnie- Przecież miałeś czekać w lesie! Ona w każdej chwili może nas usłyszeć.
-Dobrze, ale muszę ci...
-Ciiiiii...- przerywam mu- Kochanie wrócę pod wieczór- krzyczę do Katniss.
Wychodzimy na dwór. Teraz mogę spokojnie z nim porozmawiać.
-Co chciałeś mi powiedzieć? Mów.
-Domek na polanie już zbudowany. Wystarczy tylko wnieść meble i pomalować ściany- odpowiada Paul.
-Jak ja się wam odwdzięczę chłopaki?- pytam
-Wystarczy, że zobaczymy was razem szczęśliwych. Masz jej nie skrzywdzić. Zrozumiano?- pyta.
-Tak jest kapitanie.- wygłupiam się. Po chwili jestem już na polanie, którą Katniss nazywa Poziomkową Polaną. Szczerze ta nazwa bardzo mi pasuje.
Widzę domek jest po prostu cudowny. Taki rodzinny i pełno w nim ciepła. Maluję ściany,odnawiam i ustawiam meble itp.
Słońce już dawno zaszło. Patrzę na zegarek i widzę godzinę 3:35.
-O kurcze- myślę- strasznie późno.
Postanawiam wrócić do domu. Wchodzę rzez bramę do Wioski Zwycięsców, kiedy nagle z mojego domu wybiega Haymich i krzyczy:
-Katniss próbowała popełnić samobójstwo...
Nic innego do mnie nie dociera. Biegnę za Haymichem do mojej sypialni.Widzę jak Katniss zsuwa się z umywalki. Podbiegam i łapię ja. Następnie Haymich podaje mi apteczkę i opatruje Katniss rękę. Mam nadzieję, że mi wybaczy...
Kat
-------------------------------------------------------------
Otwieram drzwi i widzę mojego starego kolegę Paula.
-Hej Peeta- słyszę po chwili.
-Cześć. Co ty tu robisz?- pytam niepewnie- Przecież miałeś czekać w lesie! Ona w każdej chwili może nas usłyszeć.
-Dobrze, ale muszę ci...
-Ciiiiii...- przerywam mu- Kochanie wrócę pod wieczór- krzyczę do Katniss.
Wychodzimy na dwór. Teraz mogę spokojnie z nim porozmawiać.
-Co chciałeś mi powiedzieć? Mów.
-Domek na polanie już zbudowany. Wystarczy tylko wnieść meble i pomalować ściany- odpowiada Paul.
-Jak ja się wam odwdzięczę chłopaki?- pytam
-Wystarczy, że zobaczymy was razem szczęśliwych. Masz jej nie skrzywdzić. Zrozumiano?- pyta.
-Tak jest kapitanie.- wygłupiam się. Po chwili jestem już na polanie, którą Katniss nazywa Poziomkową Polaną. Szczerze ta nazwa bardzo mi pasuje.
Widzę domek jest po prostu cudowny. Taki rodzinny i pełno w nim ciepła. Maluję ściany,odnawiam i ustawiam meble itp.
Słońce już dawno zaszło. Patrzę na zegarek i widzę godzinę 3:35.
-O kurcze- myślę- strasznie późno.
Postanawiam wrócić do domu. Wchodzę rzez bramę do Wioski Zwycięsców, kiedy nagle z mojego domu wybiega Haymich i krzyczy:
-Katniss próbowała popełnić samobójstwo...
Nic innego do mnie nie dociera. Biegnę za Haymichem do mojej sypialni.Widzę jak Katniss zsuwa się z umywalki. Podbiegam i łapię ja. Następnie Haymich podaje mi apteczkę i opatruje Katniss rękę. Mam nadzieję, że mi wybaczy...
piątek, 27 marca 2015
Uwaga!! WAŻNE!!
Hej, z uwagi na to, że zbliża się 1 kwietnia trzymam kciuki za wszystkich szóstoklasistów (między innymi za siebie, mniejsza z tym) notka pojawi się już jutro, jeżeli będą chociaż 3 komentarze pod tym postem. Przypominam iż nie trzeba być zalogowanym, żeby komentować.
0kom=opostów
2kom=1post
Oto nasze zasady.
Kat.
0kom=opostów
2kom=1post
Oto nasze zasady.
Kat.
wtorek, 24 marca 2015
Nowy członek załogi
Hej kochani trybuci mam dla was niespodziankę. Z dniem dzisiejszym mamy nowego członka załogi na blogu. Jest to Marysia, która będzie podpisywać się Rue i zajmować się szatą graficzną naszego bloga. Miłego oczekiwania na notkę i niech los zawsze wam sprzyja. (taki mały cytat z IŚ)
Kat i Rue
Kat i Rue
piątek, 20 marca 2015
#6 Zniknięcie cz.2
I już 200 odwiedzin w kilka tygodni. Poprawiany rekordy. Proszę o komentarze. Dedyk dla Anonima i Lali.
Kat
------------------------------------------------------------------------
Kiedy zostaje sama zawsze powracają złe myśli. Myślę w tedy o Prim, tacie, Rue, Finiku i innych których mogłam ocalić, ale nic z tym nie zrobiłam. Siadam koło kominka i pogrążam się w myśleniu. Sekundy mijają jak minuty. Minuty mijają jak godziny, a godziny jak wieczność. Peeta wyszedł około 14, a jest już 18. W tym czasie czułam się strasznie opuszczona. Nagle słyszę czyjś głos.
- Katniss nie poddawaj się on na pewno żyje.
- Prim to ty?- pytam. To trochę głupie ponieważ wiem, że ona już nie istnieje. Że nie żyje przez tego popaprańca Gala. To on nic nie zrobił. to on wymyślił tą cholerną bombę, przez którą zginęła moja siostra.- Prim to ty? - Nikt nie odpowiada. Dopiero teraz zrozumiałą, że byłą to tylko halucynacja. Wymysł mojego umysłu. Tak za nią tęsknię Ona ,tak jak Peeta, zawsze wiedział co powiedzieć.
Jest już 23:45, a Peety dalej nie ma. Decyduje się pójść do Haymicha. Gdy wchodzę wyczuwam dziwny zapach. To na pewno nie zapach bimbru. To zapach ciasta. Od razu myślę, że jest tu Peeta.
-Haymich. Jest u ciebie Peeta?- pytam nie pewnie - Nie wrócił jeszcze do domu. Martwię się o niego.
- Nie. Nie widziałem go od incydentu z Galem. Nie martw się jak do jutra nie wróci to przysięgam poszukam go, a potem wyślę list gończy o treści '' Poszukiwany za osłabianie psychiczne i pozbawienie ciepa Kosogłosa". Może być? - pyta jak nigdy przedtem. Tak nie na żarty jak miał w zwyczaju.
-Dobrze. A teraz pa. Muszę już iść może wrócił - łudzę się.
Po powrocie d domu zastaje mnie głucha cisza. Nie ma nikogo. Mój chłopiec z chlebem jeszcze nie wrócił. Idę się umyć i przebieram w koszulę nocną. Kładę się do łóżka, ale nie mogę zasnąć. Bez Peety nie czuję się tak bezpiecznie. Nie wiem czemu, ale okno zostawiam otwarte. Może dla tego, że Peeta tak robił. Nie wiem. Po jakiejś godzinie się uspokajam. Mogę zasnąć.
Mój sen nie trwa jednak za długo już o 2 w nocy budzę się z krzykiem i płaczem. Znowu przyśnił się mi koszmar. Należał on do tych, które opowiadają o śmierci Peety. Jednak różni się od pozostałych. Inne opowiadały o tym, że ktoś inny go zabija, ale ten... Ja byłam zmiechem. To ja go zabijałam.
To było straszne. Bardzo mi go brakuje. Zycie bez niego nie jest życiem. Z tym przekonanie idę do łazienki. szukam czegoś ostrego. Znajduję żyletkę i bez wahania tnę sobie rękę. Na początku czuję lekkie ukuci, następnie ulgę, a na koniec ból. Okropny ból, na który sobie zasłużyłam. Za dużo razy go skrzywdziłam, za dużo razy pozwoliłam mu cierpieć. Po chwili pojawiają się mi mroczki przed oczami. Jedyne co pamiętam to to, że Haymich zawołał kogoś, a w drzwiach stanął Peeta.
Kat
------------------------------------------------------------------------
Kiedy zostaje sama zawsze powracają złe myśli. Myślę w tedy o Prim, tacie, Rue, Finiku i innych których mogłam ocalić, ale nic z tym nie zrobiłam. Siadam koło kominka i pogrążam się w myśleniu. Sekundy mijają jak minuty. Minuty mijają jak godziny, a godziny jak wieczność. Peeta wyszedł około 14, a jest już 18. W tym czasie czułam się strasznie opuszczona. Nagle słyszę czyjś głos.
- Katniss nie poddawaj się on na pewno żyje.
- Prim to ty?- pytam. To trochę głupie ponieważ wiem, że ona już nie istnieje. Że nie żyje przez tego popaprańca Gala. To on nic nie zrobił. to on wymyślił tą cholerną bombę, przez którą zginęła moja siostra.- Prim to ty? - Nikt nie odpowiada. Dopiero teraz zrozumiałą, że byłą to tylko halucynacja. Wymysł mojego umysłu. Tak za nią tęsknię Ona ,tak jak Peeta, zawsze wiedział co powiedzieć.
Jest już 23:45, a Peety dalej nie ma. Decyduje się pójść do Haymicha. Gdy wchodzę wyczuwam dziwny zapach. To na pewno nie zapach bimbru. To zapach ciasta. Od razu myślę, że jest tu Peeta.
-Haymich. Jest u ciebie Peeta?- pytam nie pewnie - Nie wrócił jeszcze do domu. Martwię się o niego.
- Nie. Nie widziałem go od incydentu z Galem. Nie martw się jak do jutra nie wróci to przysięgam poszukam go, a potem wyślę list gończy o treści '' Poszukiwany za osłabianie psychiczne i pozbawienie ciepa Kosogłosa". Może być? - pyta jak nigdy przedtem. Tak nie na żarty jak miał w zwyczaju.
-Dobrze. A teraz pa. Muszę już iść może wrócił - łudzę się.
Po powrocie d domu zastaje mnie głucha cisza. Nie ma nikogo. Mój chłopiec z chlebem jeszcze nie wrócił. Idę się umyć i przebieram w koszulę nocną. Kładę się do łóżka, ale nie mogę zasnąć. Bez Peety nie czuję się tak bezpiecznie. Nie wiem czemu, ale okno zostawiam otwarte. Może dla tego, że Peeta tak robił. Nie wiem. Po jakiejś godzinie się uspokajam. Mogę zasnąć.
Mój sen nie trwa jednak za długo już o 2 w nocy budzę się z krzykiem i płaczem. Znowu przyśnił się mi koszmar. Należał on do tych, które opowiadają o śmierci Peety. Jednak różni się od pozostałych. Inne opowiadały o tym, że ktoś inny go zabija, ale ten... Ja byłam zmiechem. To ja go zabijałam.
To było straszne. Bardzo mi go brakuje. Zycie bez niego nie jest życiem. Z tym przekonanie idę do łazienki. szukam czegoś ostrego. Znajduję żyletkę i bez wahania tnę sobie rękę. Na początku czuję lekkie ukuci, następnie ulgę, a na koniec ból. Okropny ból, na który sobie zasłużyłam. Za dużo razy go skrzywdziłam, za dużo razy pozwoliłam mu cierpieć. Po chwili pojawiają się mi mroczki przed oczami. Jedyne co pamiętam to to, że Haymich zawołał kogoś, a w drzwiach stanął Peeta.
WAŻNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mamy już stronkę na FB. Proszę o komentarze inaczej zamknę stronkę:(
https://www.facebook.com/pages/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-Peety-i-Katnis/454638674687433
Kat
https://www.facebook.com/pages/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-Peety-i-Katnis/454638674687433
Kat
środa, 18 marca 2015
#5 Niespodzianka cz.1 (Prolog)
Długa nie obecność. Sorki:(
Ten rozdział dedykuję Laurze Emciak. Dzięki lala, że jesteś.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------
Peeta nic nie mówi. Tylko stoi. Gale przyszedł z BIAŁYMI RÓŻAMI.
-Po co tu przylazłeś. Ona już powoli zapominała o tej tragedii, a ty jej o tym przypominasz-zaczął Peeta tonem nieco łagodniejszym od krzyku, ale bardzo stanowczym.
Nic nie powiedziałam, tylko wtuliłam się w Peetę. Już chcieliśmy zamknąć drzwi kiedy Gale wyciągną nóż i zaczął nam grozić. Mieliśmy szczęście, ponieważ koło naszego domu przechodziła Haymich. On to zawsze wie kiedy jest potrzebny. Nasz mentor zaskoczył Gala od tyłu i obezwładnił. Oboje z Peetą odetchnęliśmy z ulgą. Po jakiś 10 min stania i przyglądania się scenie jak Haymich robi z Gala kwaśne jabłko usłyszałam głos mojego chłopca z chlebem.
-Wiesz jakie dziś święto kochanie?- pyta uwodzicielsko.
-Nie, a powinnam?- mówię i robię niewinną minę. Oczywiście, że wiem iż dziś jest 14 lutego, czyli Walentynki.
-Kochanie, dziś są Walentynki - mówi przekornie.
-Przecież wiem.
- A ja wiem, że ty to wiesz - mówi żartobliwie - co masz zamiar robić?
Nagle przerywa mu pukanie do drzwi.
-Kochanie, muszę wyjść na chwilę. Zaraz wrócę- mówi. Po tych słowach wychodzi i zostaję sama.
Ten rozdział dedykuję Laurze Emciak. Dzięki lala, że jesteś.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------
Peeta nic nie mówi. Tylko stoi. Gale przyszedł z BIAŁYMI RÓŻAMI.
-Po co tu przylazłeś. Ona już powoli zapominała o tej tragedii, a ty jej o tym przypominasz-zaczął Peeta tonem nieco łagodniejszym od krzyku, ale bardzo stanowczym.
Nic nie powiedziałam, tylko wtuliłam się w Peetę. Już chcieliśmy zamknąć drzwi kiedy Gale wyciągną nóż i zaczął nam grozić. Mieliśmy szczęście, ponieważ koło naszego domu przechodziła Haymich. On to zawsze wie kiedy jest potrzebny. Nasz mentor zaskoczył Gala od tyłu i obezwładnił. Oboje z Peetą odetchnęliśmy z ulgą. Po jakiś 10 min stania i przyglądania się scenie jak Haymich robi z Gala kwaśne jabłko usłyszałam głos mojego chłopca z chlebem.
-Wiesz jakie dziś święto kochanie?- pyta uwodzicielsko.
-Nie, a powinnam?- mówię i robię niewinną minę. Oczywiście, że wiem iż dziś jest 14 lutego, czyli Walentynki.
-Kochanie, dziś są Walentynki - mówi przekornie.
-Przecież wiem.
- A ja wiem, że ty to wiesz - mówi żartobliwie - co masz zamiar robić?
Nagle przerywa mu pukanie do drzwi.
-Kochanie, muszę wyjść na chwilę. Zaraz wrócę- mówi. Po tych słowach wychodzi i zostaję sama.
niedziela, 15 marca 2015
Info
Z powodu zbliżającego się sprawdzianu szóstoklasisty nie spodziewajcie się postów zbyt szybko. Sorki, ale trzeba się przygotować!!!!!!!!! Trzymajcie kciuki, a i jeszcze jedno jak dostanę nowy telefon (już niedługo) posty będą pojawiać się szybciej.
Kat
Kat
piątek, 13 marca 2015
#4 Ktoś!!!
Wiem, że post jest krótki, i że dawno już nie wstawiałam. Ale wiecie brak weny :(
Kat
----------------------------------------------------------------------------------
Wybiła godzina 13:00. Wraz z Peetą wróciliśmy z Pałacu Sprawiedliwości. Jestem już pełnoletnia. Nagle przyszedł mi pewien pomysł do głowy:
-Peeta. Ja jestem już pełnoletnia, mieszkam razem i jesteśmy zaręczeni - mówię. - Wiesz może co teraz?-pytam
-Yyyyy... Niech pomyślę. Ślub -odpowiada nie dowierzając
-Tak. Chyba, że nie chcesz się teraz żenić. Mogę poczekać - mówię trochę zbita z tropu.
- Z taką dziewczyną jak ty. Zawsze- wypowiada to i od razu całuje mnie, ale nie w policzek jak zawsze tylko w usta. Brakowało mi tego od 3Ćwierćwiecza Poskromienia.
-Jaką niespodziankę naszykowałeś dla mnie?- pytam uśmiechając się flirciarko.
-No dobrze. Mam zamiar namalować z tobą obraz...-nie kończy bo w tym samym czasie wchodzę mu w słowo.
-Ale ja nie potrafię malować.
-Owszem potrafisz. Widziałem twoje szkice ubrań.
-To nie moje, to Cinny.
-Widziałem TWOJE szkice, a nie szkice Cinny - wypowiada te słowa. On nigdy nie potrafił na mnie krzyczeć. Nie wiem czy nie potrafił, czy nie miał sumienia.
Milczymy jakieś 5 min. Cisze przerywa pukanie do drzwi.
-Ja otworzę- mówię
-Kto to kochanie? - pyta mój blondynek.
- To, to to..... Gale! - wypowiadam te słowa w strachu co nastąpi.
-Wpuścisz mnie Kotna?-pyta
-Nie - odpowiadam krótko.- Ty nigdy nie jesteś tu mile widziany. Po tym, po tym, ... Po tym jak pozwoliłeś by moja siostra umarła.
Podchodzę do niego bliżej i wymieszam mu prawdę sierpowego. Po chwili podbiega Peeta.
-Co się stało kochanie? Czemu ...
Kat
----------------------------------------------------------------------------------
Wybiła godzina 13:00. Wraz z Peetą wróciliśmy z Pałacu Sprawiedliwości. Jestem już pełnoletnia. Nagle przyszedł mi pewien pomysł do głowy:
-Peeta. Ja jestem już pełnoletnia, mieszkam razem i jesteśmy zaręczeni - mówię. - Wiesz może co teraz?-pytam
-Yyyyy... Niech pomyślę. Ślub -odpowiada nie dowierzając
-Tak. Chyba, że nie chcesz się teraz żenić. Mogę poczekać - mówię trochę zbita z tropu.
- Z taką dziewczyną jak ty. Zawsze- wypowiada to i od razu całuje mnie, ale nie w policzek jak zawsze tylko w usta. Brakowało mi tego od 3Ćwierćwiecza Poskromienia.
-Jaką niespodziankę naszykowałeś dla mnie?- pytam uśmiechając się flirciarko.
-No dobrze. Mam zamiar namalować z tobą obraz...-nie kończy bo w tym samym czasie wchodzę mu w słowo.
-Ale ja nie potrafię malować.
-Owszem potrafisz. Widziałem twoje szkice ubrań.
-To nie moje, to Cinny.
-Widziałem TWOJE szkice, a nie szkice Cinny - wypowiada te słowa. On nigdy nie potrafił na mnie krzyczeć. Nie wiem czy nie potrafił, czy nie miał sumienia.
Milczymy jakieś 5 min. Cisze przerywa pukanie do drzwi.
-Ja otworzę- mówię
-Kto to kochanie? - pyta mój blondynek.
- To, to to..... Gale! - wypowiadam te słowa w strachu co nastąpi.
-Wpuścisz mnie Kotna?-pyta
-Nie - odpowiadam krótko.- Ty nigdy nie jesteś tu mile widziany. Po tym, po tym, ... Po tym jak pozwoliłeś by moja siostra umarła.
Podchodzę do niego bliżej i wymieszam mu prawdę sierpowego. Po chwili podbiega Peeta.
-Co się stało kochanie? Czemu ...
poniedziałek, 9 marca 2015
#3 Pani Mallark i niespodziewany gość
Przepraszam, że notka dopiero teraz, ale wiecie- brak internetu-. Tak teraz z innej beczki. Wszystkiego najlepszego drobie kobietki, to wasze święto.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, ale chyba nie tylko mnie bo po chwili poczułam czyjś dotyk na mojej tali. Nie zaczęłam protestować, bo wiedziałam, że jest to Peeta. Po chwili podniosłam prawą rękę i zobaczyłam na niej pierścionek. Przypomniałam sobie wczorajszy, najcudowniejszy wieczór jak mogłam sobie wyobrazić. Nagle słyszę:
-I jak samopoczucie kochanie?- Peeta wypowiada to z taką troską w głosie, że odwracam się i całuję go. Sam pewnie się tego nie spodziewał, ja też nie, ale to był jakiś z tych odruchów nad którymi nie chcemy zapanować.- Czyli mam rozumieć, że miewasz się dobrze?
-Tak- odpowiadam. Po chwili schodzimy na dół, z którego słychać tylko głośne krzyki:
-Mallark, Everdeen gdzie wyście się podziewali śniadanie już dawno wystygło.-mówi zły Haymich.
-Chyba panie Mallar i pani Mallark -poprawia go Peeta, a ja pokazuje pierścionek- wiemy, że dziej się to tak szybko, ale musimy nadgonić te paręnaście lat.
-Życzę powodzenia na nowej drodze życia -mówi jakiś głos z ciemności, ale ja nie muszę go nawet widzieć, żeby go poznać. To był Gale.
-Jak masz czelność tu przychodzić? Po tym jak zabiłeś mi siostrę nie chcę cię widzieć.- mówię. Z moich słów Peeta wnioskuje kogo to głos.
-Nie życzę sobie twojej obecności w moim domu! Wynoś się i więcej nie pokazuj się nam na oczy. Wracaj do swojego ulubionego zawodu, pospolitego kłamcy.- mówi ostro Peeta. Po tych słowach Gale wychodzi, tylko przed wyjściem krzyknął coś w rodzaju:
-Jeszcze będziesz moja, zobaczysz!- i tyle go widziałam, jednak wiedziałam, że naszego spotkanie nie można odkładać w czasie. Nagle poczułam, że ktoś mnie całuje w policzek, to był Peeta. Po chwili usłyszałam jego głos.
-Co chcesz na śniadanie?- pyta.
-Yyyyyyyy. Ciebie - odpowiada.
-To na razie nie możliwe, a może bułki z serem?- pyta. On naprawdę zna mnie na wylot.
-Halo! Czy wyście zapomnieli, że nie jesteście tu sami?- słychać było oburzenie w głosie Haymicha.
- Nie, ale jak widzimy sami sobie świetnie radzicie - powiedział Peeta. Jego odpowiedz była uzasadniona, ponieważ na stole leżały bułki, kubiki z kawą, jajecznica i ciastka.
Po sytym śniadaniu pożegnaliśmy Ani i jej synka oraz Johanne. Następnie Haymich poszedł do siebie i zostaliśmy sami.
-Co dziś będziemy robić?- pytam.
-Co tylko chcesz kochanie. Masz już 18 lat więc musimy zrobić ci dowód. - odpowiada jak zwykle z uśmiechem na twarzy.
-Masz rację. Ale mi chodziło co będziemy robić RAZEM -mówię akcentując ostatni wyraz.
-Już wiem, ale to niespodzianka. Dowiesz się jak wrócimy - mówi bardzo rozbawiony.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, ale chyba nie tylko mnie bo po chwili poczułam czyjś dotyk na mojej tali. Nie zaczęłam protestować, bo wiedziałam, że jest to Peeta. Po chwili podniosłam prawą rękę i zobaczyłam na niej pierścionek. Przypomniałam sobie wczorajszy, najcudowniejszy wieczór jak mogłam sobie wyobrazić. Nagle słyszę:
-I jak samopoczucie kochanie?- Peeta wypowiada to z taką troską w głosie, że odwracam się i całuję go. Sam pewnie się tego nie spodziewał, ja też nie, ale to był jakiś z tych odruchów nad którymi nie chcemy zapanować.- Czyli mam rozumieć, że miewasz się dobrze?
-Tak- odpowiadam. Po chwili schodzimy na dół, z którego słychać tylko głośne krzyki:
-Mallark, Everdeen gdzie wyście się podziewali śniadanie już dawno wystygło.-mówi zły Haymich.
-Chyba panie Mallar i pani Mallark -poprawia go Peeta, a ja pokazuje pierścionek- wiemy, że dziej się to tak szybko, ale musimy nadgonić te paręnaście lat.
-Życzę powodzenia na nowej drodze życia -mówi jakiś głos z ciemności, ale ja nie muszę go nawet widzieć, żeby go poznać. To był Gale.
-Jak masz czelność tu przychodzić? Po tym jak zabiłeś mi siostrę nie chcę cię widzieć.- mówię. Z moich słów Peeta wnioskuje kogo to głos.
-Nie życzę sobie twojej obecności w moim domu! Wynoś się i więcej nie pokazuj się nam na oczy. Wracaj do swojego ulubionego zawodu, pospolitego kłamcy.- mówi ostro Peeta. Po tych słowach Gale wychodzi, tylko przed wyjściem krzyknął coś w rodzaju:
-Jeszcze będziesz moja, zobaczysz!- i tyle go widziałam, jednak wiedziałam, że naszego spotkanie nie można odkładać w czasie. Nagle poczułam, że ktoś mnie całuje w policzek, to był Peeta. Po chwili usłyszałam jego głos.
-Co chcesz na śniadanie?- pyta.
-Yyyyyyyy. Ciebie - odpowiada.
-To na razie nie możliwe, a może bułki z serem?- pyta. On naprawdę zna mnie na wylot.
-Halo! Czy wyście zapomnieli, że nie jesteście tu sami?- słychać było oburzenie w głosie Haymicha.
- Nie, ale jak widzimy sami sobie świetnie radzicie - powiedział Peeta. Jego odpowiedz była uzasadniona, ponieważ na stole leżały bułki, kubiki z kawą, jajecznica i ciastka.
Po sytym śniadaniu pożegnaliśmy Ani i jej synka oraz Johanne. Następnie Haymich poszedł do siebie i zostaliśmy sami.
-Co dziś będziemy robić?- pytam.
-Co tylko chcesz kochanie. Masz już 18 lat więc musimy zrobić ci dowód. - odpowiada jak zwykle z uśmiechem na twarzy.
-Masz rację. Ale mi chodziło co będziemy robić RAZEM -mówię akcentując ostatni wyraz.
-Już wiem, ale to niespodzianka. Dowiesz się jak wrócimy - mówi bardzo rozbawiony.
sobota, 7 marca 2015
#2 Urodziny
Hej tak jak obiecałam nowy post już dzisiaj. Następny postaram się dodać jutro.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------------------
Obudził mnie mocny zapach kawy. Obracam się i widzę, że nie ma Peety. Pomyślałam, że to właśnie on ją zrobił. Od razu zbiegłam na dół, ale tam zamiast Peety zobaczyłam Joannę (zwyciężczynie z Dystryktu 7).
-Cześć ciemna maso. - powiedziała. Tak, to ona. Tylko Joanna mówi do mnie w ten sposób.
-Hej.-odpowiadam.- Gdzie Peeta?
-Nie zauważyłaś kartki na łóżku? Tak po za tym, to wszystkiego najlepszego. No chyba nie zapomniałaś o własnych urodzinach?- mówi trochę podejrzliwie, lecz chyba nie domyśla się prawdy.
-Nie, nie zapomniałam tylko czekałam aż sama do tego dojdziesz.- odpowiadam dosyć poważnym tonem jak na mnie.
Poszłam więc na górę sprawdzić to o czym mówiła Joanna. Rzeczywiście, na łóżku leżała kartka od Peety ,, Jestem w twoim ulubionym miejscu. Jak coś to wiesz gdzie mnie szukać. '' Zeszłam na dół i pytam:
-Joanna, gdzie poszedł Peeta?
-Ty jeszcze tego nie rozszyfrowałaś? A gdzie lubiłaś przesiadywać, gdzie zabiera cię ojciec?-mówi troszkę przekornie.
-Już wiem. Do lasu. - odpowiadam podekscytowana.
-Brawo pół mózgu.-mówi z przekąsem Joanna.
-A mogę wiedzieć co robisz u Peety w kuchni?- pytam zaniepokojona.
-Czekam na ciebie. Ale i ciebie można było by zapytać o to samo. Czemu tu jesteś?- mówi
-Ja, ja spałam dziś u Peety.- odpowiadam ze spuszczoną głową
-To wiem, ale dla czego?
-No bo wiesz...- zaczęłam, ale nie mogłam skończyć bo właśnie w tym momencie wszedł Peeta.
-No bo wiesz Katniss kocha mnie, a ja ją. To chyba logiczny krok, że mieszkamy razem.- kończy za mnie. On zawsze wie kiedy przyjść. -A ty kochanie czemu nie przyszłaś?
-Dopiero przed chwilą odczytałam twoją wiadomość - odpowiadam - ale jeśli ci to nie przeszkadza możemy tam iść jeszcze raz.
-Teraz nie. Zwierzyna już się spłoszyła. Spróbujemy wieczorem?-mówił. Jego głos jest zawsze taki kojący...- A teraz, wszystkiego najlepszego kochanie.- Całuje mnie w policzek i daje prezent.
-Pamiętałeś!- ekscytuje się tą nowiną. Resztę dnia spędzam spokojnie.
Odwiedza mnie: Haymitch, mama, Śliska See, Anne, Beetee i jeszcze parę osób z dystryktu oraz ON. Tak Gale. Jak on miał czelność tu przyjść, jeszcze po tym ja zabił mi siostrę i pozwolił by spłonęła jak pochodnia. Chociaż od tego incydentu minęło sporo czasu, to i tak mu nie wybaczyłam.
Na szczęście wieczór zapowiadał się lepiej. Około 20:30 usłyszałam głos Peety.
-Choć na taras kochanie.- powiedział. Zjawiłam się natychmiast. - Chyba mogę tak do ciebie mówić?
Nic nie odpowiedziałam. Zaniemówiłam. Gdy wyszłam na taras widziałam wszędzie płatki róż i świece.
-Tak.- odpowiedziałam po krótkiej chwili- A dla kogo te róże?
-Jak to dla kogo? Dla ciebie. Masz dzisiaj urodziny.- mówi to tak jak bym byłą najważniejsza na świecie.
-No jak by na to nie patrzeć to masz rację.- stwierdzam
-Mam dla ciebie, Katniss, jeszcze jeden prezent.
-Jeszcze jeden. Chyba za bardzo mnie rozpieszczasz. - mówię. Wtedy on wyciąga z pod stołu ogromnie pudło. Otwieram je, a w nim następne (tak chyba z 18 razy) aż wreszcie otwieram malutkie pudełeczko, a w nim zamiast kolejnego pudełeczka pierścionek. Słyszę tylko głos Peety:
-Wyjdziesz za mnie?
-Tak. - odpowiadam bez namysłu- Tak, tak, tak i jeszcze raz tak.
-Kocham cię, wiesz. Kocham cię najbardziej na świecie.
-Ja ciebie też.
Jedyne co jeszcze pamiętam z tamtego wieczoru, to to,że byłam bardzo zmęczona i od razu poszłam się położyć.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------------------
Obudził mnie mocny zapach kawy. Obracam się i widzę, że nie ma Peety. Pomyślałam, że to właśnie on ją zrobił. Od razu zbiegłam na dół, ale tam zamiast Peety zobaczyłam Joannę (zwyciężczynie z Dystryktu 7).
-Cześć ciemna maso. - powiedziała. Tak, to ona. Tylko Joanna mówi do mnie w ten sposób.
-Hej.-odpowiadam.- Gdzie Peeta?
-Nie zauważyłaś kartki na łóżku? Tak po za tym, to wszystkiego najlepszego. No chyba nie zapomniałaś o własnych urodzinach?- mówi trochę podejrzliwie, lecz chyba nie domyśla się prawdy.
-Nie, nie zapomniałam tylko czekałam aż sama do tego dojdziesz.- odpowiadam dosyć poważnym tonem jak na mnie.
Poszłam więc na górę sprawdzić to o czym mówiła Joanna. Rzeczywiście, na łóżku leżała kartka od Peety ,, Jestem w twoim ulubionym miejscu. Jak coś to wiesz gdzie mnie szukać. '' Zeszłam na dół i pytam:
-Joanna, gdzie poszedł Peeta?
-Ty jeszcze tego nie rozszyfrowałaś? A gdzie lubiłaś przesiadywać, gdzie zabiera cię ojciec?-mówi troszkę przekornie.
-Już wiem. Do lasu. - odpowiadam podekscytowana.
-Brawo pół mózgu.-mówi z przekąsem Joanna.
-A mogę wiedzieć co robisz u Peety w kuchni?- pytam zaniepokojona.
-Czekam na ciebie. Ale i ciebie można było by zapytać o to samo. Czemu tu jesteś?- mówi
-Ja, ja spałam dziś u Peety.- odpowiadam ze spuszczoną głową
-To wiem, ale dla czego?
-No bo wiesz...- zaczęłam, ale nie mogłam skończyć bo właśnie w tym momencie wszedł Peeta.
-No bo wiesz Katniss kocha mnie, a ja ją. To chyba logiczny krok, że mieszkamy razem.- kończy za mnie. On zawsze wie kiedy przyjść. -A ty kochanie czemu nie przyszłaś?
-Dopiero przed chwilą odczytałam twoją wiadomość - odpowiadam - ale jeśli ci to nie przeszkadza możemy tam iść jeszcze raz.
-Teraz nie. Zwierzyna już się spłoszyła. Spróbujemy wieczorem?-mówił. Jego głos jest zawsze taki kojący...- A teraz, wszystkiego najlepszego kochanie.- Całuje mnie w policzek i daje prezent.
-Pamiętałeś!- ekscytuje się tą nowiną. Resztę dnia spędzam spokojnie.
Odwiedza mnie: Haymitch, mama, Śliska See, Anne, Beetee i jeszcze parę osób z dystryktu oraz ON. Tak Gale. Jak on miał czelność tu przyjść, jeszcze po tym ja zabił mi siostrę i pozwolił by spłonęła jak pochodnia. Chociaż od tego incydentu minęło sporo czasu, to i tak mu nie wybaczyłam.
Na szczęście wieczór zapowiadał się lepiej. Około 20:30 usłyszałam głos Peety.
-Choć na taras kochanie.- powiedział. Zjawiłam się natychmiast. - Chyba mogę tak do ciebie mówić?
Nic nie odpowiedziałam. Zaniemówiłam. Gdy wyszłam na taras widziałam wszędzie płatki róż i świece.
-Tak.- odpowiedziałam po krótkiej chwili- A dla kogo te róże?
-Jak to dla kogo? Dla ciebie. Masz dzisiaj urodziny.- mówi to tak jak bym byłą najważniejsza na świecie.
-No jak by na to nie patrzeć to masz rację.- stwierdzam
-Mam dla ciebie, Katniss, jeszcze jeden prezent.
-Jeszcze jeden. Chyba za bardzo mnie rozpieszczasz. - mówię. Wtedy on wyciąga z pod stołu ogromnie pudło. Otwieram je, a w nim następne (tak chyba z 18 razy) aż wreszcie otwieram malutkie pudełeczko, a w nim zamiast kolejnego pudełeczka pierścionek. Słyszę tylko głos Peety:
-Wyjdziesz za mnie?
-Tak. - odpowiadam bez namysłu- Tak, tak, tak i jeszcze raz tak.
-Kocham cię, wiesz. Kocham cię najbardziej na świecie.
-Ja ciebie też.
Jedyne co jeszcze pamiętam z tamtego wieczoru, to to,że byłam bardzo zmęczona i od razu poszłam się położyć.
piątek, 6 marca 2015
#1 Prawda czy fałsz?
Pierwszy rozdział gotowy, jak dobrze pójdzie to jutro następny.
Kat
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Do Dystryktu 12 wróciłam jakieś pół roku temu, ale dalej jestem pod nadzorem lekarza.
Peeta wrócił do Dystryktu 12 jakiś miesiąc temu. Nie odzywam się do niego, ale ciągle o nim myślę... Nagle usłyszałam czyjeś kroki
- Hej skarbie. - znam ten głos. Tak to Haymich. Nikt inny tak do mnie nie mówi. - Co u ciebie?
- Nic.- Odpowiadam krótko i nawet na niego nie patrzę.
-Jak to nic. Przecież widzę, że coś się dzieje. - mówi jak nigdy wcześniej. Tak jakbym była jego córką, która ma poważny problem.- Peeta chciał się zabić i powiedział, że za dwa tygodnie wyjeżdża bo nikt i nic go tu już nie trzyma.
- Jak... Jak on tak może. Przecież... Przecież ja go kocham.- Jąkam się.
-Ja to wiem, ale on nie. Czemu mu tego nie powiesz?- pyta jakby nie znał odpowiedzi.
-Ja, ja po prostu nie wiem jak.- wyznaję
-Najlepiej jak potrafisz. Pośpiesz się, on już niebawem wyjeżdża.- po tych słowach wyszedł.
Jego słowa dudniły mi w uszach "Najlepiej jak potrafisz. Pośpiesz się, on już niebawem wyjeżdża.", to na pewno była jakaś zagadka. Nawet nie zastanowiłam się nad tymi słowami i wybiegłam z domu do domu Peety. Weszłam po cichu. Peeta siedział przy stole w kuchni i popijał kawę oglądając jakiś kapitoliński program rozrywkowy. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Hej, co porabiasz?- za uwarzyłam, że się mnie nie spodziewał.
-Cześć.- odpowiada odruchowo.- Nic, a ty co tu robisz?
-Ja, ja przyszłam tu do ciebie.- próbowałam wyjaśnić- Chciałam z tobą porozmawiać. Lekarz powiedział, że nie mogę siedzieć dłużej w domu, a po za tym moje leczenie już się skończyło.
-To naprawdę dobra nowina, ale chyba nie dlatego tu przyszłaś? Katniss znam cię na wylot. Przede mną nie musisz nic ukrywać.- mówił to takim tonem jak gdyby miał przed sobą najbardziej ukochaną osobę na świecie.
-Kocham cię. Rozumiesz, nie wyjeżdżaj, proszę. -pękłam. Nagle rozpłakałam się i odruchowo go przytuliłam.
-Ja Ciebie też kocham.- wypowiadał to z taką czułością, że przez chwilę pomyślałam, że naprawdę jesteśmy parą.
Po jakichś 5 min. przestałam płakać i mogłam z nim porozmawiać.
-Od kiedy mnie kochasz?- zapytał
-Od kiedy cię kocham, czy od kiedy zdaje sobie z tego sprawę?- pytam niepewna jego odpowiedzi
-Oba.
-No to tak. Kocham cię od zawsze, a zdałam sobie z tego sprawę gdy podarowałeś mi chleb i kiedy wylosowali twoje imię i nazwisko na dożynkach. A ty, od kiedy mnie kochasz? - pytam nie licząc na odpowiedz.
- Od pierwszego dnia szkoły, kiedy to miałaś na sobie tę jasno zieloną sukienkę w grochy i kiedy pani wychowawczyni zapytał a się czy ktoś zna piosenkę o dolinie. Tylko twoja ręka była w górze. Kiedy zaczęłaś śpiewać... To był jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia. - bardzo mi tym schlebia - Po lekcji podszedł do mnie starszy brat i powiedziałem mu, że ty będziesz kiedyś moją żoną.
-Naprawdę?
-Tak. Możesz się tera ze mnie śmiać. No śmiało.-powiedział to takim tonem jakby miał zaraz eksplodować.
-Nie, nie będę się z ciebie śmiać. Ja też mówiłam podobne rzeczy do mojej młodszej siostry, a ona tylko powtarzała, że mam rację. Już późno będę się już zbierać.- mówię trochę smutna, ponieważ nie chcę go opuszczać.
-A może zostaniesz?- słyszę po chwili głos Peety.
-Na noc?- pytam nie pewnie.
-Tak, na noc. Chyba, że ci to przeszkadza? -zapytał z ironią w głosie.
-Nie, nie przeszkadza mi to. Wszystkie noce bez ciebie były pełne koszmarów, złych wspomnień
i bólu po stracie siostry.- zaczęłam się zwierzać ja nigdy przedtem.
-Ja też nie mogłem spać. Ciągle mam złe wspomnienia z areny.
Poszliśmy na górę, wykąpałam się ubrałam w koszulę Peety i położyłam się do łóżka. Nagle czuję czyjś oddech na swoich plecach. Odwracam się i widzę jego niebieskie tęczówki.
-Jeszcze nie śpisz?- pyta.
-Nie mogłam zasnąć bez ciebie. Tak jak wtedy w pociągu, jak jeździliśmy po Dystryktach.- odpowiadam nie licząc na odpowiedz. Ona się nie pojawił za to poczułam jak ktoś mnie przytula. Tak, to był Peeta. Pozwalam mu na to. Następnie kładziemy się do łóżka i zasypia.
Kat
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Do Dystryktu 12 wróciłam jakieś pół roku temu, ale dalej jestem pod nadzorem lekarza.
Peeta wrócił do Dystryktu 12 jakiś miesiąc temu. Nie odzywam się do niego, ale ciągle o nim myślę... Nagle usłyszałam czyjeś kroki
- Hej skarbie. - znam ten głos. Tak to Haymich. Nikt inny tak do mnie nie mówi. - Co u ciebie?
- Nic.- Odpowiadam krótko i nawet na niego nie patrzę.
-Jak to nic. Przecież widzę, że coś się dzieje. - mówi jak nigdy wcześniej. Tak jakbym była jego córką, która ma poważny problem.- Peeta chciał się zabić i powiedział, że za dwa tygodnie wyjeżdża bo nikt i nic go tu już nie trzyma.
- Jak... Jak on tak może. Przecież... Przecież ja go kocham.- Jąkam się.
-Ja to wiem, ale on nie. Czemu mu tego nie powiesz?- pyta jakby nie znał odpowiedzi.
-Ja, ja po prostu nie wiem jak.- wyznaję
-Najlepiej jak potrafisz. Pośpiesz się, on już niebawem wyjeżdża.- po tych słowach wyszedł.
Jego słowa dudniły mi w uszach "Najlepiej jak potrafisz. Pośpiesz się, on już niebawem wyjeżdża.", to na pewno była jakaś zagadka. Nawet nie zastanowiłam się nad tymi słowami i wybiegłam z domu do domu Peety. Weszłam po cichu. Peeta siedział przy stole w kuchni i popijał kawę oglądając jakiś kapitoliński program rozrywkowy. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Hej, co porabiasz?- za uwarzyłam, że się mnie nie spodziewał.
-Cześć.- odpowiada odruchowo.- Nic, a ty co tu robisz?
-Ja, ja przyszłam tu do ciebie.- próbowałam wyjaśnić- Chciałam z tobą porozmawiać. Lekarz powiedział, że nie mogę siedzieć dłużej w domu, a po za tym moje leczenie już się skończyło.
-To naprawdę dobra nowina, ale chyba nie dlatego tu przyszłaś? Katniss znam cię na wylot. Przede mną nie musisz nic ukrywać.- mówił to takim tonem jak gdyby miał przed sobą najbardziej ukochaną osobę na świecie.
-Kocham cię. Rozumiesz, nie wyjeżdżaj, proszę. -pękłam. Nagle rozpłakałam się i odruchowo go przytuliłam.
-Ja Ciebie też kocham.- wypowiadał to z taką czułością, że przez chwilę pomyślałam, że naprawdę jesteśmy parą.
Po jakichś 5 min. przestałam płakać i mogłam z nim porozmawiać.
-Od kiedy mnie kochasz?- zapytał
-Od kiedy cię kocham, czy od kiedy zdaje sobie z tego sprawę?- pytam niepewna jego odpowiedzi
-Oba.
-No to tak. Kocham cię od zawsze, a zdałam sobie z tego sprawę gdy podarowałeś mi chleb i kiedy wylosowali twoje imię i nazwisko na dożynkach. A ty, od kiedy mnie kochasz? - pytam nie licząc na odpowiedz.
- Od pierwszego dnia szkoły, kiedy to miałaś na sobie tę jasno zieloną sukienkę w grochy i kiedy pani wychowawczyni zapytał a się czy ktoś zna piosenkę o dolinie. Tylko twoja ręka była w górze. Kiedy zaczęłaś śpiewać... To był jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia. - bardzo mi tym schlebia - Po lekcji podszedł do mnie starszy brat i powiedziałem mu, że ty będziesz kiedyś moją żoną.
-Naprawdę?
-Tak. Możesz się tera ze mnie śmiać. No śmiało.-powiedział to takim tonem jakby miał zaraz eksplodować.
-Nie, nie będę się z ciebie śmiać. Ja też mówiłam podobne rzeczy do mojej młodszej siostry, a ona tylko powtarzała, że mam rację. Już późno będę się już zbierać.- mówię trochę smutna, ponieważ nie chcę go opuszczać.
-A może zostaniesz?- słyszę po chwili głos Peety.
-Na noc?- pytam nie pewnie.
-Tak, na noc. Chyba, że ci to przeszkadza? -zapytał z ironią w głosie.
-Nie, nie przeszkadza mi to. Wszystkie noce bez ciebie były pełne koszmarów, złych wspomnień
i bólu po stracie siostry.- zaczęłam się zwierzać ja nigdy przedtem.
-Ja też nie mogłem spać. Ciągle mam złe wspomnienia z areny.
Poszliśmy na górę, wykąpałam się ubrałam w koszulę Peety i położyłam się do łóżka. Nagle czuję czyjś oddech na swoich plecach. Odwracam się i widzę jego niebieskie tęczówki.
-Jeszcze nie śpisz?- pyta.
-Nie mogłam zasnąć bez ciebie. Tak jak wtedy w pociągu, jak jeździliśmy po Dystryktach.- odpowiadam nie licząc na odpowiedz. Ona się nie pojawił za to poczułam jak ktoś mnie przytula. Tak, to był Peeta. Pozwalam mu na to. Następnie kładziemy się do łóżka i zasypia.
wtorek, 3 marca 2015
Witajcie...
Hej nazywam się Jula i będę podpisywać się Kat. To mój pierwszy blog więc krytyka wielce wskazana. Posty będą ukazywać się nie regularnie więc będę was o tym informować.Blog będzie o dalszym życiu Katniss i Peety. Blog nie będzie jakiś HIPER SUPER, ale i tak mam nadzieje, że się wam spodoba.
Morze teraz trochę więcej info o mnie. Mam 12 lat. Mieszkam w Polsce. Jestem Trybutem od jakiegoś roku (już jakiś czas).
Morze teraz trochę więcej info o mnie. Mam 12 lat. Mieszkam w Polsce. Jestem Trybutem od jakiegoś roku (już jakiś czas).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
