piątek, 24 kwietnia 2015

# 13 Czy to aby na pewno nie kolejny sen??!!??

      Kochani, dziś nota, za którą możecie mnie zabić. Jestem przygotowana, a tak po za tym, czy ktoś z was wybiera się na Kosogłosa cz.2?? Założyłam specjalnie dla was e-maila :
peetaikatniss-blog@o2.pl

                                       <3 Kat

-------------------------------------------------------------------------
Zrywam się z płaczem. Co się stało? Jestem w swojej sypialni. Jest ze mną Peeta, a przecież on nie żyje.
-Kochanie co się stało?-pytam niepewnie.
-Katniss spałaś i nagle zaczęłaś tak krzyczeć, że usłyszałem cię jak wychodziłem od Haymicha.-mówi- Ja też mam do ciebie pytanie, czemu mówisz do mnie "kochanie"?- Peeta próbuje objaśnić mi co zaszło, ale i tak ja wiem swoje. Tylko czemu zapytał się mnie czemu mówię do niego "kochanie".
 -Peeta ja... nie wiem od czego mam zacząć...- waham się.
-Zacz od początku- i znów ten kojący, spokojny, a zarazem nieziemski głos.
-To było tak...- zaczynam opowiadać mu całą historie nie pomijając najmniejszego faktu, od tego jak wyznałam mu miłość aż po jego śmierć. Okazuj się, że te wszystkie zdarzenia były fikcją, a może nie wszystkie. Jednej rzeczy jestem pewna, kocham go tak samo jak w moim śnie.
-Kocham cię Peeta- postanawiam przerwać ciszę.
-Katniss, ale tu nigdzie nie ma kamer nie musisz udawać- poprawia mnie Peeta.
-No właśnie w tym problem, że nie udaje. Peeta -wyznaję- ja naprawdę i bezgranicznie cię kocham.-Aby utwierdzić go w tym składam na jego ustach namiętny pocałunek. Czuje, że blondyn nie spodziewał się takiego obrotu spraw, jednakże odwzajemnia pocałunek.
-Też cię kocham- słyszę ego cudowny głos koło mojego ucha.
Chwile spędzone wraz z moim chłopcem z chlebem mijają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nim się obejrzeliśmy słońce chyliło się ku zachodowi.
-Choć na taras obejrzeć zachód słońca- proponuje Peeta. Nie czekają na moją odpowiedź łapie mnie za rękę i prowadzi na taras. Gdy jesteśmy na miejscu moje oczy napotykają cudowny widok. Na huśtawce, która znajduje się na tarasie u każdego Zwycięscy, leży koc, a na nim taca z dwoma kieliszkami czerwonego, słodkiego, pół wytrawnego wina.
-Ale jak, ty to...??- jąkam się.
-Przygotowałem to w tedy jak poszłaś do toalety, ale i tak nie wyszło tak jak chcia...-nie pozwalam mu dokończyć, ponieważ nasze usta łączą się po raz setny w długim, namiętnym pocałunku.
       Gdy siadamy na huśtawce trzymamy w rękach kieliszki z winem. Znów zaczynam myśleć, czy to aby znowu nie jakiś sen, ponieważ nie lubię zostawać ciągle bez mojego chłopca z chlebem. Nie lubię czuć tej pustki, bo jak nie ma go przymnie czuje się nic nie warta, pusta w środku i niepotrzebna. Co ja bym bez niego zrobiła. Już po części uświadomiłam sobie, że Prim, Finnika i Cinny.  Tylko czemu takie straszne rzeczy musiały przytrafić się akurat mnie, czemu nie komuś innemu. To bardzo niesprawiedliwe. Cały czas zadaje sobie podobne pytania i wszystkie zaczynają się od tego samego słowa"czemu". Czym sobie zasłużyłam na taki los...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Hej proszę o szczere opinie i hejty.