środa, 22 kwietnia 2015

#12 Rozpacz

Witajcie, dzisiejsza notka to początek notek,które zmienią mojego bloga o 180 stopni.

                                          <3 Kat
 
    PS.Szukam osoby, która pomoże mi pisać bloga. Chętni zgłaszają się na mojego aska. Rzeczy, które kochamy najbardziej, niszczą nas.
                                                                                 
-----------------------------------------------------------------

                Budzę się  w szpitalu. Sama nie wiem czemu, ale czuję pewną barierę pomiędzy mną a Peetą. Po jakiejś godzinie wszyscy wchodzą do sali. Każdy mnie przytula. Tylko Peeta mnie całuje. Właśnie to przełamało tą barierę. Choć może nie do końca.
-Co się stało? Byliśmy na arenie. Gale był organizatorem i, i ...- nie jestem w stanie skończyć, ponieważ od razu wybucham płaczem. Czuję czyjeś ramiona. W nich i tylko w nich czuję się bezpiecznie. Po chwili słyszę:
-Zmiech. Ty zabiłaś mi rodzinę... To przez ciebie oni nie żyją...!- krzyczy mój narzeczony- Nienawidzę cię! Trzeba cię zabić! Zmiech!!!
       Spoglądam w jego oczy, lecz zamiast tych pięknych, niebieskich tęczówek widzę czarną otchłań. Po chwili czuję jak ktoś próbuje mnie udusić. Pojawiają się mroczki przed oczami i "odpływam".

                                                                  ***
        Nie wiem po jakim czasie się budzę. Nikogo koło mnie nie ma. Jestem w jasnym, białym i pustym pomieszczeniu. Leżę na sterynie czystym łóżku, a obok mnie stoi jakaś maszyna. Denerwuje mnie, ponieważ cały czas piszczy. Nie jestem w sanie skupić myśli. Choć i to nie przeszkadza mi w zadręczaniu się kilkoma bardzo ważnymi sprawami.
       Peeta chciał mnie zabić, nazwał mnie mieszańcem (zmiechem), oskarżył mnie o zamordowanie jego rodziny, a przecież nie ja to zrobiłam. Już sama nie wiem co mam zrobić.
       Po paru godzinach, a może dniach, albo minutach, już sama nie wiem, do sali wchodzi lekarz.
-Dzień dobry panno Everdeen. Zostanie pani wypisana dziś do domu. Proszę się nie martwić o ponowny atak pana Mellarka, zgłosił się on do nas z prośbą o przewiezienie do Kapitolu w celu podjęcia leczenia i zostanie tam przez miesiąc- lekarz ma za spokojny głos ja na taką sprawę, dlatego sądzę, że kłamie.
-Proszę powiedzieć mi prawdę. Przecież od razu widać, że pan kłamie- staram się mówić jak najbardziej spokojnie.
-No dobrze. Pan Mellark nie podjął się badania, lecz prosił bym pani powiedział tą wersję. Prawda jest tak, że pan Mellark wyjechał do Dystryktu 4. Powiedział, że nie chce pani skrzywdzić i dlatego postanowił wyjechać. Tak na moje oko on bardzo panią kocha, ponieważ po ataku cały czas powtarzał, że pani mu nie wybaczy i dlatego idzie się powiesić.
   Słucham uważnie jego wypowiedzi i zastanawiam się czemu dał namówić się Peetcie do skłamana,lecz nie to jest najważniejsze.
    Przez kilka godzin rozmyślałam o tym co zrobię jak wyjdę ze szpitala. Rozmyślania pochłonęły mnie d tego stopnia, że jak skończyłam przyszłą pielęgniarka i powiedziała mi, że mogę już opuścić szpital. Bez zastanowienia pakuję się i wychodzę. Gdy dochodzę do domu nie palą się w nim świata, jest zimno i ponuro. Wchodzę do domu i d razu zaczynam dopakowywać  rzeczy do tych co wzięłam ze szpitala.
   Po godzinie schodzę na dół. Nagle przez drzwi frontowe wpada Haymich.
-Peeta miał wypadek...-dyszy.
-Spokojnie. Wszystko po kolei- próbuję go uspokoić, lecz sama nie mogę opanować emocji.
-Dobrze. Peeta chciał wrócić. Wysłałem po niego poduszkowiec. Gdy byli już w Dystrykcie 8 pilot rozbił poduszkowiec o jedną z fabryk. Nikt nie przeżył. Tak mi przykro...
   Nic już nie słyszę tylko zamykam oczy i pogrążam się w płaczu. Nic już mnie nie obchodzi. Jedyna osoba, na której mi zależało nie żyje.
   Nagle czuję jak ktoś mną potrząsa.
-Katniss- znam ten głos. To ten kojący głos. Zrywam się z płaczem i od razu go przytulam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Hej proszę o szczere opinie i hejty.