Cześć kochani, notka troszkę krótka, ale nasza mnie wena więc spodziewajcie się już paru notek. Tak, wiem ostatnio was zaniedbałam, ale to przez brak weny i chęci twórczych. Już nie przedłużając zapraszam na rozdział.
<3 Kat
--------------------------------------------------------------------------------
Z zamyśleń wyrywa mnie głos mojego ukochanego.
- Kochanie, czemu jesteś taka zamyślona?
- Bo wiesz...- waham się, czy wyjawić mu całą prawdę mojego stanu, czy może zataić prawdę. Dochodzę jednak do wniosku, że tylko przed nim mogę być sobą, że tylko jemu mogę się zwierzyć i tylko on mnie zrozumie, i nie wyśmieje- myślałam, że czemu akurat ja musiałam przejść przez to piekło. Czemu akurat to przez moją głupotę ginęli udzie i czemu akurat to musiały to być osoby bardzo mi bliskie.
Dłużej już nie mogłam nagle poczułam jak jakiś ciężar z mojego serca znalazł ujście w tych słowach, jak gdybym wyrzuciła go w otchłań zapomnienia. Jednak myśli po chwili wracają, lecz są to tylko myśli, które można zastąpić innymi, lepszymi od tych złych.
- Rozumiem cię. Ja sam zadręczałem się podobnymi myślami gdy wojna się skończyła. Jednak wtedy zawsze myślałem o tobie. Wtedy myślałem, że wmawiam sobie, że mnie kochasz, lecz teraz wiem, że jest to prawda. Najprawdziwsza prawda- wyznaje mi Peeta. Nie sądziłam, że usłyszę dziś takie wyznania. Są one rzadkością w naszym gronie, lecz od czasu do czasu warto dać ujście naszym słowom.
Biorę ostatni łyk wina, mocno wtulam się w ukochanego i razem oglądamy zachód słońca. Jest taki piękny, pełen różnych kolorów komponujących się w jedną, spójną całość.
-Twój ulubiony kolor prawda czy fałsz?- pytam po chwili
-Prawda, aż dziw, że zapamiętałaś- odpowiada.
-To właśnie drobiazgi czynią nasze życie szczęśliwym i pełnym miłości- kwituję.
-Kochanie takie słowa z twoich ust to chyba nowość- odparł mój ukochany.
Tak to prawda, nigdy wcześnie nie powiedziała bym czegoś tak ułożonego i poetyckiego za razem.
-Widzisz, już mnie zmieniasz, nawet o tym nie wiedząc- mówię, lecz zamiast odpowiedzi dostaję całusa. Od razu się rozpromieniam. Czuję jak na policzkach pojawiają się rumieńce. Mój chłopak z chlebem odwzajemnia uśmiech. Zaraz, zaraz to już nie ten sam bezbronny chłopak z chlebem, to jest już mój Peeta Mallark. Mój i tyko mój.
piątek, 24 kwietnia 2015
# 13 Czy to aby na pewno nie kolejny sen??!!??
Kochani, dziś nota, za którą możecie mnie zabić. Jestem przygotowana, a tak po za tym, czy ktoś z was wybiera się na Kosogłosa cz.2?? Założyłam specjalnie dla was e-maila :
peetaikatniss-blog@o2.pl
<3 Kat
-------------------------------------------------------------------------
Zrywam się z płaczem. Co się stało? Jestem w swojej sypialni. Jest ze mną Peeta, a przecież on nie żyje.
-Kochanie co się stało?-pytam niepewnie.
-Katniss spałaś i nagle zaczęłaś tak krzyczeć, że usłyszałem cię jak wychodziłem od Haymicha.-mówi- Ja też mam do ciebie pytanie, czemu mówisz do mnie "kochanie"?- Peeta próbuje objaśnić mi co zaszło, ale i tak ja wiem swoje. Tylko czemu zapytał się mnie czemu mówię do niego "kochanie".
-Peeta ja... nie wiem od czego mam zacząć...- waham się.
-Zacz od początku- i znów ten kojący, spokojny, a zarazem nieziemski głos.
-To było tak...- zaczynam opowiadać mu całą historie nie pomijając najmniejszego faktu, od tego jak wyznałam mu miłość aż po jego śmierć. Okazuj się, że te wszystkie zdarzenia były fikcją, a może nie wszystkie. Jednej rzeczy jestem pewna, kocham go tak samo jak w moim śnie.
-Kocham cię Peeta- postanawiam przerwać ciszę.
-Katniss, ale tu nigdzie nie ma kamer nie musisz udawać- poprawia mnie Peeta.
-No właśnie w tym problem, że nie udaje. Peeta -wyznaję- ja naprawdę i bezgranicznie cię kocham.-Aby utwierdzić go w tym składam na jego ustach namiętny pocałunek. Czuje, że blondyn nie spodziewał się takiego obrotu spraw, jednakże odwzajemnia pocałunek.
-Też cię kocham- słyszę ego cudowny głos koło mojego ucha.
Chwile spędzone wraz z moim chłopcem z chlebem mijają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nim się obejrzeliśmy słońce chyliło się ku zachodowi.
-Choć na taras obejrzeć zachód słońca- proponuje Peeta. Nie czekają na moją odpowiedź łapie mnie za rękę i prowadzi na taras. Gdy jesteśmy na miejscu moje oczy napotykają cudowny widok. Na huśtawce, która znajduje się na tarasie u każdego Zwycięscy, leży koc, a na nim taca z dwoma kieliszkami czerwonego, słodkiego, pół wytrawnego wina.
-Ale jak, ty to...??- jąkam się.
-Przygotowałem to w tedy jak poszłaś do toalety, ale i tak nie wyszło tak jak chcia...-nie pozwalam mu dokończyć, ponieważ nasze usta łączą się po raz setny w długim, namiętnym pocałunku.
Gdy siadamy na huśtawce trzymamy w rękach kieliszki z winem. Znów zaczynam myśleć, czy to aby znowu nie jakiś sen, ponieważ nie lubię zostawać ciągle bez mojego chłopca z chlebem. Nie lubię czuć tej pustki, bo jak nie ma go przymnie czuje się nic nie warta, pusta w środku i niepotrzebna. Co ja bym bez niego zrobiła. Już po części uświadomiłam sobie, że Prim, Finnika i Cinny. Tylko czemu takie straszne rzeczy musiały przytrafić się akurat mnie, czemu nie komuś innemu. To bardzo niesprawiedliwe. Cały czas zadaje sobie podobne pytania i wszystkie zaczynają się od tego samego słowa"czemu". Czym sobie zasłużyłam na taki los...
peetaikatniss-blog@o2.pl
<3 Kat
-------------------------------------------------------------------------
Zrywam się z płaczem. Co się stało? Jestem w swojej sypialni. Jest ze mną Peeta, a przecież on nie żyje.
-Kochanie co się stało?-pytam niepewnie.
-Katniss spałaś i nagle zaczęłaś tak krzyczeć, że usłyszałem cię jak wychodziłem od Haymicha.-mówi- Ja też mam do ciebie pytanie, czemu mówisz do mnie "kochanie"?- Peeta próbuje objaśnić mi co zaszło, ale i tak ja wiem swoje. Tylko czemu zapytał się mnie czemu mówię do niego "kochanie".
-Peeta ja... nie wiem od czego mam zacząć...- waham się.
-Zacz od początku- i znów ten kojący, spokojny, a zarazem nieziemski głos.
-To było tak...- zaczynam opowiadać mu całą historie nie pomijając najmniejszego faktu, od tego jak wyznałam mu miłość aż po jego śmierć. Okazuj się, że te wszystkie zdarzenia były fikcją, a może nie wszystkie. Jednej rzeczy jestem pewna, kocham go tak samo jak w moim śnie.
-Kocham cię Peeta- postanawiam przerwać ciszę.
-Katniss, ale tu nigdzie nie ma kamer nie musisz udawać- poprawia mnie Peeta.
-No właśnie w tym problem, że nie udaje. Peeta -wyznaję- ja naprawdę i bezgranicznie cię kocham.-Aby utwierdzić go w tym składam na jego ustach namiętny pocałunek. Czuje, że blondyn nie spodziewał się takiego obrotu spraw, jednakże odwzajemnia pocałunek.
-Też cię kocham- słyszę ego cudowny głos koło mojego ucha.
Chwile spędzone wraz z moim chłopcem z chlebem mijają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nim się obejrzeliśmy słońce chyliło się ku zachodowi.
-Choć na taras obejrzeć zachód słońca- proponuje Peeta. Nie czekają na moją odpowiedź łapie mnie za rękę i prowadzi na taras. Gdy jesteśmy na miejscu moje oczy napotykają cudowny widok. Na huśtawce, która znajduje się na tarasie u każdego Zwycięscy, leży koc, a na nim taca z dwoma kieliszkami czerwonego, słodkiego, pół wytrawnego wina.
-Ale jak, ty to...??- jąkam się.
-Przygotowałem to w tedy jak poszłaś do toalety, ale i tak nie wyszło tak jak chcia...-nie pozwalam mu dokończyć, ponieważ nasze usta łączą się po raz setny w długim, namiętnym pocałunku.
Gdy siadamy na huśtawce trzymamy w rękach kieliszki z winem. Znów zaczynam myśleć, czy to aby znowu nie jakiś sen, ponieważ nie lubię zostawać ciągle bez mojego chłopca z chlebem. Nie lubię czuć tej pustki, bo jak nie ma go przymnie czuje się nic nie warta, pusta w środku i niepotrzebna. Co ja bym bez niego zrobiła. Już po części uświadomiłam sobie, że Prim, Finnika i Cinny. Tylko czemu takie straszne rzeczy musiały przytrafić się akurat mnie, czemu nie komuś innemu. To bardzo niesprawiedliwe. Cały czas zadaje sobie podobne pytania i wszystkie zaczynają się od tego samego słowa"czemu". Czym sobie zasłużyłam na taki los...
środa, 22 kwietnia 2015
#12 Rozpacz
Witajcie, dzisiejsza notka to początek notek,które zmienią mojego bloga o 180 stopni.
<3 Kat
PS.Szukam osoby, która pomoże mi pisać bloga. Chętni zgłaszają się na mojego aska. Rzeczy, które kochamy najbardziej, niszczą nas.
-----------------------------------------------------------------
Budzę się w szpitalu. Sama nie wiem czemu, ale czuję pewną barierę pomiędzy mną a Peetą. Po jakiejś godzinie wszyscy wchodzą do sali. Każdy mnie przytula. Tylko Peeta mnie całuje. Właśnie to przełamało tą barierę. Choć może nie do końca.
-Co się stało? Byliśmy na arenie. Gale był organizatorem i, i ...- nie jestem w stanie skończyć, ponieważ od razu wybucham płaczem. Czuję czyjeś ramiona. W nich i tylko w nich czuję się bezpiecznie. Po chwili słyszę:
-Zmiech. Ty zabiłaś mi rodzinę... To przez ciebie oni nie żyją...!- krzyczy mój narzeczony- Nienawidzę cię! Trzeba cię zabić! Zmiech!!!
Spoglądam w jego oczy, lecz zamiast tych pięknych, niebieskich tęczówek widzę czarną otchłań. Po chwili czuję jak ktoś próbuje mnie udusić. Pojawiają się mroczki przed oczami i "odpływam".
***
Nie wiem po jakim czasie się budzę. Nikogo koło mnie nie ma. Jestem w jasnym, białym i pustym pomieszczeniu. Leżę na sterynie czystym łóżku, a obok mnie stoi jakaś maszyna. Denerwuje mnie, ponieważ cały czas piszczy. Nie jestem w sanie skupić myśli. Choć i to nie przeszkadza mi w zadręczaniu się kilkoma bardzo ważnymi sprawami.
Peeta chciał mnie zabić, nazwał mnie mieszańcem (zmiechem), oskarżył mnie o zamordowanie jego rodziny, a przecież nie ja to zrobiłam. Już sama nie wiem co mam zrobić.
Po paru godzinach, a może dniach, albo minutach, już sama nie wiem, do sali wchodzi lekarz.
-Dzień dobry panno Everdeen. Zostanie pani wypisana dziś do domu. Proszę się nie martwić o ponowny atak pana Mellarka, zgłosił się on do nas z prośbą o przewiezienie do Kapitolu w celu podjęcia leczenia i zostanie tam przez miesiąc- lekarz ma za spokojny głos ja na taką sprawę, dlatego sądzę, że kłamie.
-Proszę powiedzieć mi prawdę. Przecież od razu widać, że pan kłamie- staram się mówić jak najbardziej spokojnie.
-No dobrze. Pan Mellark nie podjął się badania, lecz prosił bym pani powiedział tą wersję. Prawda jest tak, że pan Mellark wyjechał do Dystryktu 4. Powiedział, że nie chce pani skrzywdzić i dlatego postanowił wyjechać. Tak na moje oko on bardzo panią kocha, ponieważ po ataku cały czas powtarzał, że pani mu nie wybaczy i dlatego idzie się powiesić.
Słucham uważnie jego wypowiedzi i zastanawiam się czemu dał namówić się Peetcie do skłamana,lecz nie to jest najważniejsze.
Przez kilka godzin rozmyślałam o tym co zrobię jak wyjdę ze szpitala. Rozmyślania pochłonęły mnie d tego stopnia, że jak skończyłam przyszłą pielęgniarka i powiedziała mi, że mogę już opuścić szpital. Bez zastanowienia pakuję się i wychodzę. Gdy dochodzę do domu nie palą się w nim świata, jest zimno i ponuro. Wchodzę do domu i d razu zaczynam dopakowywać rzeczy do tych co wzięłam ze szpitala.
Po godzinie schodzę na dół. Nagle przez drzwi frontowe wpada Haymich.
-Peeta miał wypadek...-dyszy.
-Spokojnie. Wszystko po kolei- próbuję go uspokoić, lecz sama nie mogę opanować emocji.
-Dobrze. Peeta chciał wrócić. Wysłałem po niego poduszkowiec. Gdy byli już w Dystrykcie 8 pilot rozbił poduszkowiec o jedną z fabryk. Nikt nie przeżył. Tak mi przykro...
Nic już nie słyszę tylko zamykam oczy i pogrążam się w płaczu. Nic już mnie nie obchodzi. Jedyna osoba, na której mi zależało nie żyje.
Nagle czuję jak ktoś mną potrząsa.
-Katniss- znam ten głos. To ten kojący głos. Zrywam się z płaczem i od razu go przytulam.
<3 Kat
PS.Szukam osoby, która pomoże mi pisać bloga. Chętni zgłaszają się na mojego aska. Rzeczy, które kochamy najbardziej, niszczą nas.
-----------------------------------------------------------------
Budzę się w szpitalu. Sama nie wiem czemu, ale czuję pewną barierę pomiędzy mną a Peetą. Po jakiejś godzinie wszyscy wchodzą do sali. Każdy mnie przytula. Tylko Peeta mnie całuje. Właśnie to przełamało tą barierę. Choć może nie do końca.
-Co się stało? Byliśmy na arenie. Gale był organizatorem i, i ...- nie jestem w stanie skończyć, ponieważ od razu wybucham płaczem. Czuję czyjeś ramiona. W nich i tylko w nich czuję się bezpiecznie. Po chwili słyszę:
-Zmiech. Ty zabiłaś mi rodzinę... To przez ciebie oni nie żyją...!- krzyczy mój narzeczony- Nienawidzę cię! Trzeba cię zabić! Zmiech!!!
Spoglądam w jego oczy, lecz zamiast tych pięknych, niebieskich tęczówek widzę czarną otchłań. Po chwili czuję jak ktoś próbuje mnie udusić. Pojawiają się mroczki przed oczami i "odpływam".
***
Nie wiem po jakim czasie się budzę. Nikogo koło mnie nie ma. Jestem w jasnym, białym i pustym pomieszczeniu. Leżę na sterynie czystym łóżku, a obok mnie stoi jakaś maszyna. Denerwuje mnie, ponieważ cały czas piszczy. Nie jestem w sanie skupić myśli. Choć i to nie przeszkadza mi w zadręczaniu się kilkoma bardzo ważnymi sprawami.
Peeta chciał mnie zabić, nazwał mnie mieszańcem (zmiechem), oskarżył mnie o zamordowanie jego rodziny, a przecież nie ja to zrobiłam. Już sama nie wiem co mam zrobić.
Po paru godzinach, a może dniach, albo minutach, już sama nie wiem, do sali wchodzi lekarz.
-Dzień dobry panno Everdeen. Zostanie pani wypisana dziś do domu. Proszę się nie martwić o ponowny atak pana Mellarka, zgłosił się on do nas z prośbą o przewiezienie do Kapitolu w celu podjęcia leczenia i zostanie tam przez miesiąc- lekarz ma za spokojny głos ja na taką sprawę, dlatego sądzę, że kłamie.
-Proszę powiedzieć mi prawdę. Przecież od razu widać, że pan kłamie- staram się mówić jak najbardziej spokojnie.
-No dobrze. Pan Mellark nie podjął się badania, lecz prosił bym pani powiedział tą wersję. Prawda jest tak, że pan Mellark wyjechał do Dystryktu 4. Powiedział, że nie chce pani skrzywdzić i dlatego postanowił wyjechać. Tak na moje oko on bardzo panią kocha, ponieważ po ataku cały czas powtarzał, że pani mu nie wybaczy i dlatego idzie się powiesić.
Słucham uważnie jego wypowiedzi i zastanawiam się czemu dał namówić się Peetcie do skłamana,lecz nie to jest najważniejsze.
Przez kilka godzin rozmyślałam o tym co zrobię jak wyjdę ze szpitala. Rozmyślania pochłonęły mnie d tego stopnia, że jak skończyłam przyszłą pielęgniarka i powiedziała mi, że mogę już opuścić szpital. Bez zastanowienia pakuję się i wychodzę. Gdy dochodzę do domu nie palą się w nim świata, jest zimno i ponuro. Wchodzę do domu i d razu zaczynam dopakowywać rzeczy do tych co wzięłam ze szpitala.
Po godzinie schodzę na dół. Nagle przez drzwi frontowe wpada Haymich.
-Peeta miał wypadek...-dyszy.
-Spokojnie. Wszystko po kolei- próbuję go uspokoić, lecz sama nie mogę opanować emocji.
-Dobrze. Peeta chciał wrócić. Wysłałem po niego poduszkowiec. Gdy byli już w Dystrykcie 8 pilot rozbił poduszkowiec o jedną z fabryk. Nikt nie przeżył. Tak mi przykro...
Nic już nie słyszę tylko zamykam oczy i pogrążam się w płaczu. Nic już mnie nie obchodzi. Jedyna osoba, na której mi zależało nie żyje.
Nagle czuję jak ktoś mną potrząsa.
-Katniss- znam ten głos. To ten kojący głos. Zrywam się z płaczem i od razu go przytulam.
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Niestety znów was opuszczam:(
Hej, przepraszam. Z powodu złamania kostki pisanie notek się opóźni. Liczę na cierpliwość.
<3 Kat
<3 Kat
niedziela, 12 kwietnia 2015
POMOCY!!!!!!
Hej kochani. Potrzebuję waszej pomocy. Tymczasowy brak weny. Propozycje pisać w kom.
Katniss
Katniss
piątek, 10 kwietnia 2015
#11 Witam na 76 Igrzyskach Śmierci
Hej Trybuci!!! Jak tam po szkole i świętach? Więcej aktywności. Prosimy!!!
Kat&Rue
-------------------------------------------------------------------------------
To co widzę odchodząc od Effie przechodzi wszelkie wyobrażenia. Wokół nas wybuchają ogromne płomienie.
Nagle rozlega się jakichś głos. To nie jakichś tam głos. Znam go i szczerze nienawidzę. Nawet nie wyobrażam sobie jak mogłam myśleć, że kiedyś będę jego i jak ludzie mogli mówić, że jest on moim kuzynem.
-Witam na 76 Igrzyskach Śmierci zorganizowanych przez Gala Hawthorna, głównego organizatora Igrzysk- głos po chwili milknie. Effie wpada w panikę. Po chwili milczenia słychać czyjś głos.
-Wszyscy do domu. Katniss jak dotrzesz do maszyny wpisz "ulepszony strój kosogłosa na igrzyska od Cinny"- krzyczy mój stylista. Teraz niestety inaczej się nie da. Wszędzie wokół wybuchają bomby, które zapalają wszystko dookoła. Z mocy takiej samej zginęła moja kochana siostra Prim.
Po chwili dochodzi do mnie co stało się przed chwilą.
-Wszyscy do domu!!!! Ale już!!!- wrzeszczy Haymich. Wszyscy bez wyjątku wykonują polecenie Haymicha. Po krótkiej chwili jesteśmy już w domu. Posłusznie wykonuje zadane mi wcześniej zadanie od Cinny. Już po 10 minutach schodzę do reszty na dół. Wszyscy zaniemówili. Nagle patrzę jak przez okno wskakuje jeden Strażnik Pokoju i zabija moich przyjaciół. Po tym zdarzeniu osuwam się na ziemię. Po przebudzeniu czuję tylko jakiś materiał w ustach, a dookoła mnie panuje ciemność. Od razu zasypiam.
Budzi mnie czyjś pocałunek. Nie jest to jednak pocałunek od Peety, który zawsze jest taki delikatny. Ten był raczej taki oschły. Jednak poznaję go. Pamiętam te usta jak przez mgłę. Było to owego dnia przed Turnee Zwycięzców. Wtedy to Gale pocałował mnie po raz pierwszy. Nie odwzajemniam tego pocałunku. Raczej staram się go uniknąć. Naglę czuję mocne uderzenie w brzuch i tracę kontakt z rzeczywistością.
Kat&Rue
-------------------------------------------------------------------------------
To co widzę odchodząc od Effie przechodzi wszelkie wyobrażenia. Wokół nas wybuchają ogromne płomienie.
Nagle rozlega się jakichś głos. To nie jakichś tam głos. Znam go i szczerze nienawidzę. Nawet nie wyobrażam sobie jak mogłam myśleć, że kiedyś będę jego i jak ludzie mogli mówić, że jest on moim kuzynem.
-Witam na 76 Igrzyskach Śmierci zorganizowanych przez Gala Hawthorna, głównego organizatora Igrzysk- głos po chwili milknie. Effie wpada w panikę. Po chwili milczenia słychać czyjś głos.
-Wszyscy do domu. Katniss jak dotrzesz do maszyny wpisz "ulepszony strój kosogłosa na igrzyska od Cinny"- krzyczy mój stylista. Teraz niestety inaczej się nie da. Wszędzie wokół wybuchają bomby, które zapalają wszystko dookoła. Z mocy takiej samej zginęła moja kochana siostra Prim.
Po chwili dochodzi do mnie co stało się przed chwilą.
-Wszyscy do domu!!!! Ale już!!!- wrzeszczy Haymich. Wszyscy bez wyjątku wykonują polecenie Haymicha. Po krótkiej chwili jesteśmy już w domu. Posłusznie wykonuje zadane mi wcześniej zadanie od Cinny. Już po 10 minutach schodzę do reszty na dół. Wszyscy zaniemówili. Nagle patrzę jak przez okno wskakuje jeden Strażnik Pokoju i zabija moich przyjaciół. Po tym zdarzeniu osuwam się na ziemię. Po przebudzeniu czuję tylko jakiś materiał w ustach, a dookoła mnie panuje ciemność. Od razu zasypiam.
Budzi mnie czyjś pocałunek. Nie jest to jednak pocałunek od Peety, który zawsze jest taki delikatny. Ten był raczej taki oschły. Jednak poznaję go. Pamiętam te usta jak przez mgłę. Było to owego dnia przed Turnee Zwycięzców. Wtedy to Gale pocałował mnie po raz pierwszy. Nie odwzajemniam tego pocałunku. Raczej staram się go uniknąć. Naglę czuję mocne uderzenie w brzuch i tracę kontakt z rzeczywistością.
środa, 8 kwietnia 2015
#10 Niezwykłe wyznanie nieoczekiwanej osoby
Komentujcie. Proszę!!!!
Kat and Rue
------------------------------------------------------------------------------------------
-Już jesteś?- pyta chłopak.
-Czemu się tak na mnie patrzysz? Coś nie tak z moją sukienką?- pytam niepewna, ponieważ Peeta odkąd weszłam na taras nie spuszcza ze mnie wzroku.
-Nie tylko tak cię nigdzie nie wyposzczę- oznajmia Peeta.
-A to my gdzieś wychodzimy?- pytam
-Tak. A ten taras, to jakoś tak wyszło- próbuje tłumaczyć się chłopak
-No dobrze to już chodźmy- oznajmiam.
-Nie tak śpieszno ciemna maso- woła jakaś dziewczyna z dala. Jednak ja nie muszę jej widzieć by ją poznać.
-Johanna- krzyczę i biegnę w stronę wydobywanego dźwięku.
-A o nas to już się zapomina- mówi równocześnie Annie, Effie, Haymich, Beetee, Prim, Finnik i Cina .
-Ale. Jak, jak to możliwe, że żyjecie. Przecież widziałam waszą śmierć- jąkam się.
-Wdziałaś to co chciał ci pokazać Snow. Ale już nie płacz, bo rozmażesz makijaż i moja sukienka nie będzie już tak ładnie pasować do twojej twarzy- mówi Cina przytulając mnie. Nie chce żeby teraz on mnie przytulał. Potrzebuję Peety.
-Peeta! Peeta!- krzyczę
-Już jestem kochanie. Wiesz jak trudno zebrać to wszystko i dogonić cię z moją protezą- chłopak mówi to i robi śmieszną minę. Wszyscy wybuchamy śmiechem, ja się przytulam i całuję chłopaka w policzek.
-Czy nas coś ominęło?- pytają równocześnie Prim, Finnik, Cina i Effie.
-Długo by opowiadać co ja miałem z tą dzieciarnią. Raz mówi, że się kochają drugi raz, że nienawidzą, a teraz znowu miłość kwitnie- oznajmia nasz mentor.
-Tak to już jest jak się kogoś mocno kocha to widzisz. Poza tym mówią, że miłość może zdziałać cuda.-mówi Effie- Może już mi przejdzie.
-Jeśli nie będę mieć ataków. Jak na razie miałem jakoś koło 2- mówi Peeta.
-Ale jak to 2. Czemu nic nie mówiłeś- krzyczę i wybucham płaczem. Czuję, że Peeta rzuca wszystko co ma w rękach i mocno tuli mnie do siebie. Ja nic nie mówię tylko mocniej się w niego wtulam. Słyszę tylko płacz Effie. Gdy się odwracam Widzę jak w lustrzanym odbiciu, Effie robi to samo co ja.
-Czy my o czymś nie wiemy?- pytam
-Yyyyyyyyy... Nie. To znaczy. Tak. Ale z resztą nie wiem- miota się Effie.
-Kochanie spokojnie- pociesza ją nasz były mentor.
-Kochanie????- wszyscy robią zdziwione miny.
-A jak mam mówić do mojej dziewczyny?- Haymich odwzajemnia nasze miny
-Dziewczyny?????
-Przestańcie mnie papugować!
-Ależ my nie papugujemy.
-Wcale, że tak.
-Nie.
-Haymich piłeś?- pyta ktoś z naszego grona.
-No może troszkę- oznajmia mentor.
-Troszkę znaczy ile. Mówiłeś, że już nie pijesz. Jak tylko dotrzesz do domu to pożałujesz- krzyczy Effie.- No dzieci. Chcieliście wiedzieć jak to z nami starymi było. Zaczęło się to jak miałam 21 lat i zgłosiłam się na ochotniczkę do waszego dystryktu. W moich pierwszych igrzyskach wygrał Haymich. Był wtedy bardziej przystojny niż teraz, ale nie o tym mowa. Wiedziałam, że będziemy spełnić ze sobą każdą chwilę. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Można powiedzieć, że była to taka historia jak Katniss i Peety. On mówił otwarcie, że mnie kocha, a ja nie byłam pewna uczuć do niego. I tak mijały nam lata aż w końcu przyszły 74 Igrzyska Śmierci. Jak zgłosiłaś się za Prim. Bardzo mi zaimponowałaś, jednakże nie mogłam tego otwarcie powiedzieć. Wtedy jak Peeta na wywiadzie powiedział, że cię kocha. Jak zobaczyłam twoje oczy. Pojawiły się w nich takie iskierki jakie ja miałam gdy zobaczyłam Haymicha. Tak bardzo mi nas przypominacie. Tylko, że wy mieliście gorzej. Waszą miłość chcieli do pokazu. Tak nie można- Effie się rozpłakała mówiąc te słowa. Podchodzę do niej i mocno ją przytulam. Do mnie dochodzi reszta. W końcu tworzy się z nas wielkie koło. Po jakiejś chwili ktoś woła:
-Ej. Odejdźmy, bo się zaraz podusimy.
Wszyscy odchodzimy od siebie. To co zobaczyłam...
Kat and Rue
------------------------------------------------------------------------------------------
-Już jesteś?- pyta chłopak.
-Czemu się tak na mnie patrzysz? Coś nie tak z moją sukienką?- pytam niepewna, ponieważ Peeta odkąd weszłam na taras nie spuszcza ze mnie wzroku.
-Nie tylko tak cię nigdzie nie wyposzczę- oznajmia Peeta.
-A to my gdzieś wychodzimy?- pytam
-Tak. A ten taras, to jakoś tak wyszło- próbuje tłumaczyć się chłopak
-No dobrze to już chodźmy- oznajmiam.
-Nie tak śpieszno ciemna maso- woła jakaś dziewczyna z dala. Jednak ja nie muszę jej widzieć by ją poznać.
-Johanna- krzyczę i biegnę w stronę wydobywanego dźwięku.
-A o nas to już się zapomina- mówi równocześnie Annie, Effie, Haymich, Beetee, Prim, Finnik i Cina .
-Ale. Jak, jak to możliwe, że żyjecie. Przecież widziałam waszą śmierć- jąkam się.
-Wdziałaś to co chciał ci pokazać Snow. Ale już nie płacz, bo rozmażesz makijaż i moja sukienka nie będzie już tak ładnie pasować do twojej twarzy- mówi Cina przytulając mnie. Nie chce żeby teraz on mnie przytulał. Potrzebuję Peety.
-Peeta! Peeta!- krzyczę
-Już jestem kochanie. Wiesz jak trudno zebrać to wszystko i dogonić cię z moją protezą- chłopak mówi to i robi śmieszną minę. Wszyscy wybuchamy śmiechem, ja się przytulam i całuję chłopaka w policzek.
-Czy nas coś ominęło?- pytają równocześnie Prim, Finnik, Cina i Effie.
-Długo by opowiadać co ja miałem z tą dzieciarnią. Raz mówi, że się kochają drugi raz, że nienawidzą, a teraz znowu miłość kwitnie- oznajmia nasz mentor.
-Tak to już jest jak się kogoś mocno kocha to widzisz. Poza tym mówią, że miłość może zdziałać cuda.-mówi Effie- Może już mi przejdzie.
-Jeśli nie będę mieć ataków. Jak na razie miałem jakoś koło 2- mówi Peeta.
-Ale jak to 2. Czemu nic nie mówiłeś- krzyczę i wybucham płaczem. Czuję, że Peeta rzuca wszystko co ma w rękach i mocno tuli mnie do siebie. Ja nic nie mówię tylko mocniej się w niego wtulam. Słyszę tylko płacz Effie. Gdy się odwracam Widzę jak w lustrzanym odbiciu, Effie robi to samo co ja.
-Czy my o czymś nie wiemy?- pytam
-Yyyyyyyyy... Nie. To znaczy. Tak. Ale z resztą nie wiem- miota się Effie.
-Kochanie spokojnie- pociesza ją nasz były mentor.
-Kochanie????- wszyscy robią zdziwione miny.
-A jak mam mówić do mojej dziewczyny?- Haymich odwzajemnia nasze miny
-Dziewczyny?????
-Przestańcie mnie papugować!
-Ależ my nie papugujemy.
-Wcale, że tak.
-Nie.
-Haymich piłeś?- pyta ktoś z naszego grona.
-No może troszkę- oznajmia mentor.
-Troszkę znaczy ile. Mówiłeś, że już nie pijesz. Jak tylko dotrzesz do domu to pożałujesz- krzyczy Effie.- No dzieci. Chcieliście wiedzieć jak to z nami starymi było. Zaczęło się to jak miałam 21 lat i zgłosiłam się na ochotniczkę do waszego dystryktu. W moich pierwszych igrzyskach wygrał Haymich. Był wtedy bardziej przystojny niż teraz, ale nie o tym mowa. Wiedziałam, że będziemy spełnić ze sobą każdą chwilę. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Można powiedzieć, że była to taka historia jak Katniss i Peety. On mówił otwarcie, że mnie kocha, a ja nie byłam pewna uczuć do niego. I tak mijały nam lata aż w końcu przyszły 74 Igrzyska Śmierci. Jak zgłosiłaś się za Prim. Bardzo mi zaimponowałaś, jednakże nie mogłam tego otwarcie powiedzieć. Wtedy jak Peeta na wywiadzie powiedział, że cię kocha. Jak zobaczyłam twoje oczy. Pojawiły się w nich takie iskierki jakie ja miałam gdy zobaczyłam Haymicha. Tak bardzo mi nas przypominacie. Tylko, że wy mieliście gorzej. Waszą miłość chcieli do pokazu. Tak nie można- Effie się rozpłakała mówiąc te słowa. Podchodzę do niej i mocno ją przytulam. Do mnie dochodzi reszta. W końcu tworzy się z nas wielkie koło. Po jakiejś chwili ktoś woła:
-Ej. Odejdźmy, bo się zaraz podusimy.
Wszyscy odchodzimy od siebie. To co zobaczyłam...
#9 Nowy Przyjaciel
Hej wielki powrót po świętach. Życzę miłej lektury.
Kat and Rue
-------------------------------------------------------------------------------------
Budzę się w naszej nowej sypialni. Sądziłam, że wczorajsze zdarzenia nie są prawdą.
Jednak budzę się w całkowicie innej sypialni niż ta, którą mam ja, albo Peeta. Ta sypialnia jest o wiele ładniejsza i przytulniejsza od naszych w Wiosce Zwycięzców. Jest taka rodzinna. Bardzo się mi podoba jak Peeta ją urządził. Ściany są koloru zachodzącego słońca (jego ulubiony kolor - Kat), w rogu stoi maszyn, a obok niej szafa. Gdy napiszesz coś na maszynie, a potem wejdziesz do szafy robi dosłownie wszystko od dobrania stroju po mycie ciała -słyszałam, że Haymich ma taką samą i jak jest pijany to po prostu w niej zasypia- bardzo mi się podoba. Z pewnością była bardzo droga.
Z sypialni mamy od razu wejście do łazienki. Tam kafelki mają kolor zielony (jej ulubiony kolor- Kat), a meble łazienkowe mają wykończenia w kolorze srebrnym. Jest po prostu piękne.
Z zamyślań wyrywa mnie krzyk:
-Peeta, jesteś tam?- woła jakiś głos. Znam go, ale nie jestem w stanie określić do kogo pasuje. Ubieram się szybko i schodzę na dół.
-Peeta śpi- mówię.- A ty to...
-Co ja mam za maniery Paul Meelr, a ty to pewnie Katniss Everdeen "dziewczyna igrająca z ognie", "kosogłos" i "morderca Snowa"- odpowiada chłopak.
-Tak, ale nie sądziłam, że mam aż tyle przezwisk- odpowiadam.
-Księżniczko gdzie jesteś?- rozlega się wołanie z góry. To Peeta. Po 5 minutach schodzi na dół.
-Mamy gościa, a ty ... Co za maniery, co za maniery- mówię przekornie.
-Chyba zasłużyłem na karę wieczorem. Co ty na to?- Peeta zwraca się do mnie.
-Zapomniałeś, że mamy gościa, a ty się o karę wieczorem pytasz!!!- jestem troszkę zła więc robię śmieszną minę.
Rozmawiamy, śmiejemy się, żartujemy, tak to pory obiadu. Wtedy Paul mówi, że musi już wracać. Zostaję sama z Peetą.
-Co chcesz na obiad?- pyta Peeta.
-Yyyyy... Niech pomyślę. Może potrawkę z jagnięciny?- proponuję.
-Dobrze, ale musisz pomóc mi ją zrobić- oznajmia chłopak.
-Tak jest kapitanie!- odkrzykuje i oboje wybuchamy śmiechem. Peeta ciągnie mnie do kuchni.
Posłusznie wykonuje jego polecenia. Jednak jedna jego propozycja mnie zadziwia.
-Kochanie przynieś mi mąkę-prosi.
-Dobrze, a gdzie jest?- pytam.
-Przy drzwiach- odpowiada Peeta. Przynoszę mu mąkę. On ją otwiera, zanurza rękę w woru i ... Mąka ląduje u mnie na twarzy.
-Oh ty!- krzyczę- Ja się odwdzięczę.
Tak jak powiedziałam, tak zrobiłam. Mąka wylądowała na twarzy Peety. Po chwili czuję czyjś dotyk na mojej tali. Odwracam się i całuję Peete.
-I co z tą karą?- pyta
-Jeszcze musisz zasłużyć na karę. Teraz skończmy z tą potrawką- odpowiadam.
Po chwili wkładamy danie do pieca, a sami idziemy się umyć.
Gdy wychodzę z łazienki nigdzie nie mogę znaleźć Peety. Podchodzę do łóżka i widzę zieloną karteczkę, na której napisane jest: " Jak już wyjdziesz to czekam na tarasie z niespodzianką".
Bez zastanowienia podchodzę do maszyny i wpisuję "zestaw piknikowy od Ciny". Po 3 minutach wychodzę ubrana w cudowną, zieloną, lekką i zwiewną sukienkę, która sięga mi do kolan. Jest śliczna.
Zgodnie ze wskazówkami Peety idę na taras. Gdy wchodzę to co widzę przechodzi wszelkie wyobrażenia.
Kat and Rue
-------------------------------------------------------------------------------------
Budzę się w naszej nowej sypialni. Sądziłam, że wczorajsze zdarzenia nie są prawdą.
Jednak budzę się w całkowicie innej sypialni niż ta, którą mam ja, albo Peeta. Ta sypialnia jest o wiele ładniejsza i przytulniejsza od naszych w Wiosce Zwycięzców. Jest taka rodzinna. Bardzo się mi podoba jak Peeta ją urządził. Ściany są koloru zachodzącego słońca (jego ulubiony kolor - Kat), w rogu stoi maszyn, a obok niej szafa. Gdy napiszesz coś na maszynie, a potem wejdziesz do szafy robi dosłownie wszystko od dobrania stroju po mycie ciała -słyszałam, że Haymich ma taką samą i jak jest pijany to po prostu w niej zasypia- bardzo mi się podoba. Z pewnością była bardzo droga.
Z sypialni mamy od razu wejście do łazienki. Tam kafelki mają kolor zielony (jej ulubiony kolor- Kat), a meble łazienkowe mają wykończenia w kolorze srebrnym. Jest po prostu piękne.
Z zamyślań wyrywa mnie krzyk:
-Peeta, jesteś tam?- woła jakiś głos. Znam go, ale nie jestem w stanie określić do kogo pasuje. Ubieram się szybko i schodzę na dół.
-Peeta śpi- mówię.- A ty to...
-Co ja mam za maniery Paul Meelr, a ty to pewnie Katniss Everdeen "dziewczyna igrająca z ognie", "kosogłos" i "morderca Snowa"- odpowiada chłopak.
-Tak, ale nie sądziłam, że mam aż tyle przezwisk- odpowiadam.
-Księżniczko gdzie jesteś?- rozlega się wołanie z góry. To Peeta. Po 5 minutach schodzi na dół.
-Mamy gościa, a ty ... Co za maniery, co za maniery- mówię przekornie.
-Chyba zasłużyłem na karę wieczorem. Co ty na to?- Peeta zwraca się do mnie.
-Zapomniałeś, że mamy gościa, a ty się o karę wieczorem pytasz!!!- jestem troszkę zła więc robię śmieszną minę.
Rozmawiamy, śmiejemy się, żartujemy, tak to pory obiadu. Wtedy Paul mówi, że musi już wracać. Zostaję sama z Peetą.
-Co chcesz na obiad?- pyta Peeta.
-Yyyyy... Niech pomyślę. Może potrawkę z jagnięciny?- proponuję.
-Dobrze, ale musisz pomóc mi ją zrobić- oznajmia chłopak.
-Tak jest kapitanie!- odkrzykuje i oboje wybuchamy śmiechem. Peeta ciągnie mnie do kuchni.
Posłusznie wykonuje jego polecenia. Jednak jedna jego propozycja mnie zadziwia.
-Kochanie przynieś mi mąkę-prosi.
-Dobrze, a gdzie jest?- pytam.
-Przy drzwiach- odpowiada Peeta. Przynoszę mu mąkę. On ją otwiera, zanurza rękę w woru i ... Mąka ląduje u mnie na twarzy.
-Oh ty!- krzyczę- Ja się odwdzięczę.
Tak jak powiedziałam, tak zrobiłam. Mąka wylądowała na twarzy Peety. Po chwili czuję czyjś dotyk na mojej tali. Odwracam się i całuję Peete.
-I co z tą karą?- pyta
-Jeszcze musisz zasłużyć na karę. Teraz skończmy z tą potrawką- odpowiadam.
Po chwili wkładamy danie do pieca, a sami idziemy się umyć.
Gdy wychodzę z łazienki nigdzie nie mogę znaleźć Peety. Podchodzę do łóżka i widzę zieloną karteczkę, na której napisane jest: " Jak już wyjdziesz to czekam na tarasie z niespodzianką".
Bez zastanowienia podchodzę do maszyny i wpisuję "zestaw piknikowy od Ciny". Po 3 minutach wychodzę ubrana w cudowną, zieloną, lekką i zwiewną sukienkę, która sięga mi do kolan. Jest śliczna.
Zgodnie ze wskazówkami Peety idę na taras. Gdy wchodzę to co widzę przechodzi wszelkie wyobrażenia.
czwartek, 2 kwietnia 2015
URODZINY I WYJAZD
Hej trybuci. Pamiętacie co było miesiąc temu. Tak dokładnie miesiąc temu założyłam bloga. WOW już miesiąc i ok.350 wejść. Liczę na komy ja zwykle. Co do wyjazdu. Dzisiaj jadę do babci. Notki raczej nie wrzucę (bak netu). Będę je pisać na brudno i od razu wstawię na bloga. Wesołych Świąt, I niech los zawsze wam sprzyja.
Kat&Rue
Kat&Rue
środa, 1 kwietnia 2015
#8 Księżniczka
Teraz notki wracają do normy, czyli oczami Katniss. Tak poza tym chciałam pogratulować szóstoklasistom zdania testu szóstoklasisty. I niech los zawsze wam sprzyja!!
Kat
--------------------------------------------------------------------------------------
Nie chcę otwierać oczu. Mam nadzieję, że już umarłam. Że nie muszę patrzeć jak go ranię. Mam nadzieję, że znajdzie sobie lepszą, ładniejszą i mądrzejszą ode mnie. Jednak po jakichś 3 minutach otwieram oczy. Nie mogę uwierzyć w to co widzę. Koło mnie leży Peeta.
-To tylko sen. To tylko sen -powtarzam sobie, ale chyba na tyle głośno, że Peeta się budzi. A może już nie spał?
-Nie moja księżniczko. To nie jest sen- mówi jak zwykle swoim słodkim głosikiem. Od razu go całuję.Peeta odwzajemnia pocałunek. Sądziłam,że ta chwila to jakaś fikcja ale ewidentnie nie. Haymich od razu nam przerywa:
-No co gołąbeczki. Przez chwile się nie widzieliście i już miłość kwitnie- jest lekko podpity. Peeta wyprowadza go i zmyka drzwi.
-Czemu ciebie nie było? No wiesz w sensie w nocy?- Katniss ugryź się w język. Już za późno.
-Wiesz ja mam niespodziankę- mówi nie pewnie.
-Jaką? Czy mogę ją teraz zobaczyć?- no już przesadziłam. Co się ze mną dziś dzieje?.
-Jeśli będziesz chciała- mówi chłopak.
-Oczywiście. Zaraz, a może nie. Teraz.
-Dobrze słonko. Tylko muszę zawiązać ci oczy- po tych słowach chłopak zawiązuje mi oczy bierze na ręce i gdzieś niesie. Nie wiem gdzie. Na miejsce dochodzimy po jakichś 10 minutach. Peeta stawia mnie na ziemi i odwiązuje oczy. Widok zapiera mi dech w piersi. Moim oczom ukazuje się mała i przytulna chatka. Wchodzę do środka. Jest tu tak ciepło. Czuję czyjś dotyk na mojej tali. To Peeta nikt inny mnie tak nie przytula.
-Myślałem, że może będziesz chciała się wyprowadzić z Wioski Zwycięzców gdzieś w ładniejsze miejsce. Ja na nic nie naciskam, ale. Czy ty Katniss Everdeen chciała byś zamieszkać tu z tak prostym chłopakiem jak ja?- pyta niepewnie. Z pewnością liczy na odpowiedz "nie", ale ja tak nie mogę.
-Tak. Poza tym ty nie jesteś takim sobie zwykłym chłopakiem. Ty jesteś Peeta Mallark. Mój chłopiec z chlebem. Co liczyłeś na odpowiedz "nie"?- pytam patrząc mu w oczy z uśmiechem.
-No w sumie... Nie spodziewałem się pozytywnej odpowiedzi patrząc ile razy cię skrzywdziłem.
-Yyyyyyyyyy... Ty mnie skrzywdziłeś? To ja bez ustanku cię krzywdzę- odpowiadam.
-Zjesz coś?- pyta mój chłopiec z chlebem.
-Przepraszam cię, ale jestem zbyt zmęczona-mówię ziewając. Peeta powiedział, żebym sobie odpoczęła. Ja zasypiam w naszej nowej sypialni. Po chwili czuję jak ktoś mnie przytula i mówi:
-Dobranoc księżniczko.
To chyba moje nowe przezwisko "księżniczka". Nie sądzę, żeby do mnie pasowało. Po chwii zasypiam.
Kat
--------------------------------------------------------------------------------------
Nie chcę otwierać oczu. Mam nadzieję, że już umarłam. Że nie muszę patrzeć jak go ranię. Mam nadzieję, że znajdzie sobie lepszą, ładniejszą i mądrzejszą ode mnie. Jednak po jakichś 3 minutach otwieram oczy. Nie mogę uwierzyć w to co widzę. Koło mnie leży Peeta.
-To tylko sen. To tylko sen -powtarzam sobie, ale chyba na tyle głośno, że Peeta się budzi. A może już nie spał?
-Nie moja księżniczko. To nie jest sen- mówi jak zwykle swoim słodkim głosikiem. Od razu go całuję.Peeta odwzajemnia pocałunek. Sądziłam,że ta chwila to jakaś fikcja ale ewidentnie nie. Haymich od razu nam przerywa:
-No co gołąbeczki. Przez chwile się nie widzieliście i już miłość kwitnie- jest lekko podpity. Peeta wyprowadza go i zmyka drzwi.
-Czemu ciebie nie było? No wiesz w sensie w nocy?- Katniss ugryź się w język. Już za późno.
-Wiesz ja mam niespodziankę- mówi nie pewnie.
-Jaką? Czy mogę ją teraz zobaczyć?- no już przesadziłam. Co się ze mną dziś dzieje?.
-Jeśli będziesz chciała- mówi chłopak.
-Oczywiście. Zaraz, a może nie. Teraz.
-Dobrze słonko. Tylko muszę zawiązać ci oczy- po tych słowach chłopak zawiązuje mi oczy bierze na ręce i gdzieś niesie. Nie wiem gdzie. Na miejsce dochodzimy po jakichś 10 minutach. Peeta stawia mnie na ziemi i odwiązuje oczy. Widok zapiera mi dech w piersi. Moim oczom ukazuje się mała i przytulna chatka. Wchodzę do środka. Jest tu tak ciepło. Czuję czyjś dotyk na mojej tali. To Peeta nikt inny mnie tak nie przytula.
-Myślałem, że może będziesz chciała się wyprowadzić z Wioski Zwycięzców gdzieś w ładniejsze miejsce. Ja na nic nie naciskam, ale. Czy ty Katniss Everdeen chciała byś zamieszkać tu z tak prostym chłopakiem jak ja?- pyta niepewnie. Z pewnością liczy na odpowiedz "nie", ale ja tak nie mogę.
-Tak. Poza tym ty nie jesteś takim sobie zwykłym chłopakiem. Ty jesteś Peeta Mallark. Mój chłopiec z chlebem. Co liczyłeś na odpowiedz "nie"?- pytam patrząc mu w oczy z uśmiechem.
-No w sumie... Nie spodziewałem się pozytywnej odpowiedzi patrząc ile razy cię skrzywdziłem.
-Yyyyyyyyyy... Ty mnie skrzywdziłeś? To ja bez ustanku cię krzywdzę- odpowiadam.
-Zjesz coś?- pyta mój chłopiec z chlebem.
-Przepraszam cię, ale jestem zbyt zmęczona-mówię ziewając. Peeta powiedział, żebym sobie odpoczęła. Ja zasypiam w naszej nowej sypialni. Po chwili czuję jak ktoś mnie przytula i mówi:
-Dobranoc księżniczko.
To chyba moje nowe przezwisko "księżniczka". Nie sądzę, żeby do mnie pasowało. Po chwii zasypiam.
Ostatni post
Dziś kończę swoją przygodę z blogiem. Wy mnie nie wspieracie, ja nie mam weny i czasu. Pomysły się kończą i w ogóle. Przepraszam.
PRIMA APRYLIS, bo się pomylisz!!!!!!!!!!!!!!!!
I jak tam moi drodzy szóstoklasiści. Ja mam maksa z matmy i języka angielskiego, a z polskiego (nie licząc opowiadań) bez jednego punktu. A wy?
Kat
PRIMA APRYLIS, bo się pomylisz!!!!!!!!!!!!!!!!
I jak tam moi drodzy szóstoklasiści. Ja mam maksa z matmy i języka angielskiego, a z polskiego (nie licząc opowiadań) bez jednego punktu. A wy?
Kat
Subskrybuj:
Posty (Atom)