Ten rozdział w odróżnieniu od reszty jest napisany ze strony Peety. Jak się podobało i mam pisać takich więcej to pisać! Wciąż liczę na komentarz.
Kat
-------------------------------------------------------------
Otwieram drzwi i widzę mojego starego kolegę Paula.
-Hej Peeta- słyszę po chwili.
-Cześć. Co ty tu robisz?- pytam niepewnie- Przecież miałeś czekać w lesie! Ona w każdej chwili może nas usłyszeć.
-Dobrze, ale muszę ci...
-Ciiiiii...- przerywam mu- Kochanie wrócę pod wieczór- krzyczę do Katniss.
Wychodzimy na dwór. Teraz mogę spokojnie z nim porozmawiać.
-Co chciałeś mi powiedzieć? Mów.
-Domek na polanie już zbudowany. Wystarczy tylko wnieść meble i pomalować ściany- odpowiada Paul.
-Jak ja się wam odwdzięczę chłopaki?- pytam
-Wystarczy, że zobaczymy was razem szczęśliwych. Masz jej nie skrzywdzić. Zrozumiano?- pyta.
-Tak jest kapitanie.- wygłupiam się. Po chwili jestem już na polanie, którą Katniss nazywa Poziomkową Polaną. Szczerze ta nazwa bardzo mi pasuje.
Widzę domek jest po prostu cudowny. Taki rodzinny i pełno w nim ciepła. Maluję ściany,odnawiam i ustawiam meble itp.
Słońce już dawno zaszło. Patrzę na zegarek i widzę godzinę 3:35.
-O kurcze- myślę- strasznie późno.
Postanawiam wrócić do domu. Wchodzę rzez bramę do Wioski Zwycięsców, kiedy nagle z mojego domu wybiega Haymich i krzyczy:
-Katniss próbowała popełnić samobójstwo...
Nic innego do mnie nie dociera. Biegnę za Haymichem do mojej sypialni.Widzę jak Katniss zsuwa się z umywalki. Podbiegam i łapię ja. Następnie Haymich podaje mi apteczkę i opatruje Katniss rękę. Mam nadzieję, że mi wybaczy...
wtorek, 31 marca 2015
piątek, 27 marca 2015
Uwaga!! WAŻNE!!
Hej, z uwagi na to, że zbliża się 1 kwietnia trzymam kciuki za wszystkich szóstoklasistów (między innymi za siebie, mniejsza z tym) notka pojawi się już jutro, jeżeli będą chociaż 3 komentarze pod tym postem. Przypominam iż nie trzeba być zalogowanym, żeby komentować.
0kom=opostów
2kom=1post
Oto nasze zasady.
Kat.
0kom=opostów
2kom=1post
Oto nasze zasady.
Kat.
wtorek, 24 marca 2015
Nowy członek załogi
Hej kochani trybuci mam dla was niespodziankę. Z dniem dzisiejszym mamy nowego członka załogi na blogu. Jest to Marysia, która będzie podpisywać się Rue i zajmować się szatą graficzną naszego bloga. Miłego oczekiwania na notkę i niech los zawsze wam sprzyja. (taki mały cytat z IŚ)
Kat i Rue
Kat i Rue
piątek, 20 marca 2015
#6 Zniknięcie cz.2
I już 200 odwiedzin w kilka tygodni. Poprawiany rekordy. Proszę o komentarze. Dedyk dla Anonima i Lali.
Kat
------------------------------------------------------------------------
Kiedy zostaje sama zawsze powracają złe myśli. Myślę w tedy o Prim, tacie, Rue, Finiku i innych których mogłam ocalić, ale nic z tym nie zrobiłam. Siadam koło kominka i pogrążam się w myśleniu. Sekundy mijają jak minuty. Minuty mijają jak godziny, a godziny jak wieczność. Peeta wyszedł około 14, a jest już 18. W tym czasie czułam się strasznie opuszczona. Nagle słyszę czyjś głos.
- Katniss nie poddawaj się on na pewno żyje.
- Prim to ty?- pytam. To trochę głupie ponieważ wiem, że ona już nie istnieje. Że nie żyje przez tego popaprańca Gala. To on nic nie zrobił. to on wymyślił tą cholerną bombę, przez którą zginęła moja siostra.- Prim to ty? - Nikt nie odpowiada. Dopiero teraz zrozumiałą, że byłą to tylko halucynacja. Wymysł mojego umysłu. Tak za nią tęsknię Ona ,tak jak Peeta, zawsze wiedział co powiedzieć.
Jest już 23:45, a Peety dalej nie ma. Decyduje się pójść do Haymicha. Gdy wchodzę wyczuwam dziwny zapach. To na pewno nie zapach bimbru. To zapach ciasta. Od razu myślę, że jest tu Peeta.
-Haymich. Jest u ciebie Peeta?- pytam nie pewnie - Nie wrócił jeszcze do domu. Martwię się o niego.
- Nie. Nie widziałem go od incydentu z Galem. Nie martw się jak do jutra nie wróci to przysięgam poszukam go, a potem wyślę list gończy o treści '' Poszukiwany za osłabianie psychiczne i pozbawienie ciepa Kosogłosa". Może być? - pyta jak nigdy przedtem. Tak nie na żarty jak miał w zwyczaju.
-Dobrze. A teraz pa. Muszę już iść może wrócił - łudzę się.
Po powrocie d domu zastaje mnie głucha cisza. Nie ma nikogo. Mój chłopiec z chlebem jeszcze nie wrócił. Idę się umyć i przebieram w koszulę nocną. Kładę się do łóżka, ale nie mogę zasnąć. Bez Peety nie czuję się tak bezpiecznie. Nie wiem czemu, ale okno zostawiam otwarte. Może dla tego, że Peeta tak robił. Nie wiem. Po jakiejś godzinie się uspokajam. Mogę zasnąć.
Mój sen nie trwa jednak za długo już o 2 w nocy budzę się z krzykiem i płaczem. Znowu przyśnił się mi koszmar. Należał on do tych, które opowiadają o śmierci Peety. Jednak różni się od pozostałych. Inne opowiadały o tym, że ktoś inny go zabija, ale ten... Ja byłam zmiechem. To ja go zabijałam.
To było straszne. Bardzo mi go brakuje. Zycie bez niego nie jest życiem. Z tym przekonanie idę do łazienki. szukam czegoś ostrego. Znajduję żyletkę i bez wahania tnę sobie rękę. Na początku czuję lekkie ukuci, następnie ulgę, a na koniec ból. Okropny ból, na który sobie zasłużyłam. Za dużo razy go skrzywdziłam, za dużo razy pozwoliłam mu cierpieć. Po chwili pojawiają się mi mroczki przed oczami. Jedyne co pamiętam to to, że Haymich zawołał kogoś, a w drzwiach stanął Peeta.
Kat
------------------------------------------------------------------------
Kiedy zostaje sama zawsze powracają złe myśli. Myślę w tedy o Prim, tacie, Rue, Finiku i innych których mogłam ocalić, ale nic z tym nie zrobiłam. Siadam koło kominka i pogrążam się w myśleniu. Sekundy mijają jak minuty. Minuty mijają jak godziny, a godziny jak wieczność. Peeta wyszedł około 14, a jest już 18. W tym czasie czułam się strasznie opuszczona. Nagle słyszę czyjś głos.
- Katniss nie poddawaj się on na pewno żyje.
- Prim to ty?- pytam. To trochę głupie ponieważ wiem, że ona już nie istnieje. Że nie żyje przez tego popaprańca Gala. To on nic nie zrobił. to on wymyślił tą cholerną bombę, przez którą zginęła moja siostra.- Prim to ty? - Nikt nie odpowiada. Dopiero teraz zrozumiałą, że byłą to tylko halucynacja. Wymysł mojego umysłu. Tak za nią tęsknię Ona ,tak jak Peeta, zawsze wiedział co powiedzieć.
Jest już 23:45, a Peety dalej nie ma. Decyduje się pójść do Haymicha. Gdy wchodzę wyczuwam dziwny zapach. To na pewno nie zapach bimbru. To zapach ciasta. Od razu myślę, że jest tu Peeta.
-Haymich. Jest u ciebie Peeta?- pytam nie pewnie - Nie wrócił jeszcze do domu. Martwię się o niego.
- Nie. Nie widziałem go od incydentu z Galem. Nie martw się jak do jutra nie wróci to przysięgam poszukam go, a potem wyślę list gończy o treści '' Poszukiwany za osłabianie psychiczne i pozbawienie ciepa Kosogłosa". Może być? - pyta jak nigdy przedtem. Tak nie na żarty jak miał w zwyczaju.
-Dobrze. A teraz pa. Muszę już iść może wrócił - łudzę się.
Po powrocie d domu zastaje mnie głucha cisza. Nie ma nikogo. Mój chłopiec z chlebem jeszcze nie wrócił. Idę się umyć i przebieram w koszulę nocną. Kładę się do łóżka, ale nie mogę zasnąć. Bez Peety nie czuję się tak bezpiecznie. Nie wiem czemu, ale okno zostawiam otwarte. Może dla tego, że Peeta tak robił. Nie wiem. Po jakiejś godzinie się uspokajam. Mogę zasnąć.
Mój sen nie trwa jednak za długo już o 2 w nocy budzę się z krzykiem i płaczem. Znowu przyśnił się mi koszmar. Należał on do tych, które opowiadają o śmierci Peety. Jednak różni się od pozostałych. Inne opowiadały o tym, że ktoś inny go zabija, ale ten... Ja byłam zmiechem. To ja go zabijałam.
To było straszne. Bardzo mi go brakuje. Zycie bez niego nie jest życiem. Z tym przekonanie idę do łazienki. szukam czegoś ostrego. Znajduję żyletkę i bez wahania tnę sobie rękę. Na początku czuję lekkie ukuci, następnie ulgę, a na koniec ból. Okropny ból, na który sobie zasłużyłam. Za dużo razy go skrzywdziłam, za dużo razy pozwoliłam mu cierpieć. Po chwili pojawiają się mi mroczki przed oczami. Jedyne co pamiętam to to, że Haymich zawołał kogoś, a w drzwiach stanął Peeta.
WAŻNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mamy już stronkę na FB. Proszę o komentarze inaczej zamknę stronkę:(
https://www.facebook.com/pages/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-Peety-i-Katnis/454638674687433
Kat
https://www.facebook.com/pages/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-Peety-i-Katnis/454638674687433
Kat
środa, 18 marca 2015
#5 Niespodzianka cz.1 (Prolog)
Długa nie obecność. Sorki:(
Ten rozdział dedykuję Laurze Emciak. Dzięki lala, że jesteś.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------
Peeta nic nie mówi. Tylko stoi. Gale przyszedł z BIAŁYMI RÓŻAMI.
-Po co tu przylazłeś. Ona już powoli zapominała o tej tragedii, a ty jej o tym przypominasz-zaczął Peeta tonem nieco łagodniejszym od krzyku, ale bardzo stanowczym.
Nic nie powiedziałam, tylko wtuliłam się w Peetę. Już chcieliśmy zamknąć drzwi kiedy Gale wyciągną nóż i zaczął nam grozić. Mieliśmy szczęście, ponieważ koło naszego domu przechodziła Haymich. On to zawsze wie kiedy jest potrzebny. Nasz mentor zaskoczył Gala od tyłu i obezwładnił. Oboje z Peetą odetchnęliśmy z ulgą. Po jakiś 10 min stania i przyglądania się scenie jak Haymich robi z Gala kwaśne jabłko usłyszałam głos mojego chłopca z chlebem.
-Wiesz jakie dziś święto kochanie?- pyta uwodzicielsko.
-Nie, a powinnam?- mówię i robię niewinną minę. Oczywiście, że wiem iż dziś jest 14 lutego, czyli Walentynki.
-Kochanie, dziś są Walentynki - mówi przekornie.
-Przecież wiem.
- A ja wiem, że ty to wiesz - mówi żartobliwie - co masz zamiar robić?
Nagle przerywa mu pukanie do drzwi.
-Kochanie, muszę wyjść na chwilę. Zaraz wrócę- mówi. Po tych słowach wychodzi i zostaję sama.
Ten rozdział dedykuję Laurze Emciak. Dzięki lala, że jesteś.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------
Peeta nic nie mówi. Tylko stoi. Gale przyszedł z BIAŁYMI RÓŻAMI.
-Po co tu przylazłeś. Ona już powoli zapominała o tej tragedii, a ty jej o tym przypominasz-zaczął Peeta tonem nieco łagodniejszym od krzyku, ale bardzo stanowczym.
Nic nie powiedziałam, tylko wtuliłam się w Peetę. Już chcieliśmy zamknąć drzwi kiedy Gale wyciągną nóż i zaczął nam grozić. Mieliśmy szczęście, ponieważ koło naszego domu przechodziła Haymich. On to zawsze wie kiedy jest potrzebny. Nasz mentor zaskoczył Gala od tyłu i obezwładnił. Oboje z Peetą odetchnęliśmy z ulgą. Po jakiś 10 min stania i przyglądania się scenie jak Haymich robi z Gala kwaśne jabłko usłyszałam głos mojego chłopca z chlebem.
-Wiesz jakie dziś święto kochanie?- pyta uwodzicielsko.
-Nie, a powinnam?- mówię i robię niewinną minę. Oczywiście, że wiem iż dziś jest 14 lutego, czyli Walentynki.
-Kochanie, dziś są Walentynki - mówi przekornie.
-Przecież wiem.
- A ja wiem, że ty to wiesz - mówi żartobliwie - co masz zamiar robić?
Nagle przerywa mu pukanie do drzwi.
-Kochanie, muszę wyjść na chwilę. Zaraz wrócę- mówi. Po tych słowach wychodzi i zostaję sama.
niedziela, 15 marca 2015
Info
Z powodu zbliżającego się sprawdzianu szóstoklasisty nie spodziewajcie się postów zbyt szybko. Sorki, ale trzeba się przygotować!!!!!!!!! Trzymajcie kciuki, a i jeszcze jedno jak dostanę nowy telefon (już niedługo) posty będą pojawiać się szybciej.
Kat
Kat
piątek, 13 marca 2015
#4 Ktoś!!!
Wiem, że post jest krótki, i że dawno już nie wstawiałam. Ale wiecie brak weny :(
Kat
----------------------------------------------------------------------------------
Wybiła godzina 13:00. Wraz z Peetą wróciliśmy z Pałacu Sprawiedliwości. Jestem już pełnoletnia. Nagle przyszedł mi pewien pomysł do głowy:
-Peeta. Ja jestem już pełnoletnia, mieszkam razem i jesteśmy zaręczeni - mówię. - Wiesz może co teraz?-pytam
-Yyyyy... Niech pomyślę. Ślub -odpowiada nie dowierzając
-Tak. Chyba, że nie chcesz się teraz żenić. Mogę poczekać - mówię trochę zbita z tropu.
- Z taką dziewczyną jak ty. Zawsze- wypowiada to i od razu całuje mnie, ale nie w policzek jak zawsze tylko w usta. Brakowało mi tego od 3Ćwierćwiecza Poskromienia.
-Jaką niespodziankę naszykowałeś dla mnie?- pytam uśmiechając się flirciarko.
-No dobrze. Mam zamiar namalować z tobą obraz...-nie kończy bo w tym samym czasie wchodzę mu w słowo.
-Ale ja nie potrafię malować.
-Owszem potrafisz. Widziałem twoje szkice ubrań.
-To nie moje, to Cinny.
-Widziałem TWOJE szkice, a nie szkice Cinny - wypowiada te słowa. On nigdy nie potrafił na mnie krzyczeć. Nie wiem czy nie potrafił, czy nie miał sumienia.
Milczymy jakieś 5 min. Cisze przerywa pukanie do drzwi.
-Ja otworzę- mówię
-Kto to kochanie? - pyta mój blondynek.
- To, to to..... Gale! - wypowiadam te słowa w strachu co nastąpi.
-Wpuścisz mnie Kotna?-pyta
-Nie - odpowiadam krótko.- Ty nigdy nie jesteś tu mile widziany. Po tym, po tym, ... Po tym jak pozwoliłeś by moja siostra umarła.
Podchodzę do niego bliżej i wymieszam mu prawdę sierpowego. Po chwili podbiega Peeta.
-Co się stało kochanie? Czemu ...
Kat
----------------------------------------------------------------------------------
Wybiła godzina 13:00. Wraz z Peetą wróciliśmy z Pałacu Sprawiedliwości. Jestem już pełnoletnia. Nagle przyszedł mi pewien pomysł do głowy:
-Peeta. Ja jestem już pełnoletnia, mieszkam razem i jesteśmy zaręczeni - mówię. - Wiesz może co teraz?-pytam
-Yyyyy... Niech pomyślę. Ślub -odpowiada nie dowierzając
-Tak. Chyba, że nie chcesz się teraz żenić. Mogę poczekać - mówię trochę zbita z tropu.
- Z taką dziewczyną jak ty. Zawsze- wypowiada to i od razu całuje mnie, ale nie w policzek jak zawsze tylko w usta. Brakowało mi tego od 3Ćwierćwiecza Poskromienia.
-Jaką niespodziankę naszykowałeś dla mnie?- pytam uśmiechając się flirciarko.
-No dobrze. Mam zamiar namalować z tobą obraz...-nie kończy bo w tym samym czasie wchodzę mu w słowo.
-Ale ja nie potrafię malować.
-Owszem potrafisz. Widziałem twoje szkice ubrań.
-To nie moje, to Cinny.
-Widziałem TWOJE szkice, a nie szkice Cinny - wypowiada te słowa. On nigdy nie potrafił na mnie krzyczeć. Nie wiem czy nie potrafił, czy nie miał sumienia.
Milczymy jakieś 5 min. Cisze przerywa pukanie do drzwi.
-Ja otworzę- mówię
-Kto to kochanie? - pyta mój blondynek.
- To, to to..... Gale! - wypowiadam te słowa w strachu co nastąpi.
-Wpuścisz mnie Kotna?-pyta
-Nie - odpowiadam krótko.- Ty nigdy nie jesteś tu mile widziany. Po tym, po tym, ... Po tym jak pozwoliłeś by moja siostra umarła.
Podchodzę do niego bliżej i wymieszam mu prawdę sierpowego. Po chwili podbiega Peeta.
-Co się stało kochanie? Czemu ...
poniedziałek, 9 marca 2015
#3 Pani Mallark i niespodziewany gość
Przepraszam, że notka dopiero teraz, ale wiecie- brak internetu-. Tak teraz z innej beczki. Wszystkiego najlepszego drobie kobietki, to wasze święto.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, ale chyba nie tylko mnie bo po chwili poczułam czyjś dotyk na mojej tali. Nie zaczęłam protestować, bo wiedziałam, że jest to Peeta. Po chwili podniosłam prawą rękę i zobaczyłam na niej pierścionek. Przypomniałam sobie wczorajszy, najcudowniejszy wieczór jak mogłam sobie wyobrazić. Nagle słyszę:
-I jak samopoczucie kochanie?- Peeta wypowiada to z taką troską w głosie, że odwracam się i całuję go. Sam pewnie się tego nie spodziewał, ja też nie, ale to był jakiś z tych odruchów nad którymi nie chcemy zapanować.- Czyli mam rozumieć, że miewasz się dobrze?
-Tak- odpowiadam. Po chwili schodzimy na dół, z którego słychać tylko głośne krzyki:
-Mallark, Everdeen gdzie wyście się podziewali śniadanie już dawno wystygło.-mówi zły Haymich.
-Chyba panie Mallar i pani Mallark -poprawia go Peeta, a ja pokazuje pierścionek- wiemy, że dziej się to tak szybko, ale musimy nadgonić te paręnaście lat.
-Życzę powodzenia na nowej drodze życia -mówi jakiś głos z ciemności, ale ja nie muszę go nawet widzieć, żeby go poznać. To był Gale.
-Jak masz czelność tu przychodzić? Po tym jak zabiłeś mi siostrę nie chcę cię widzieć.- mówię. Z moich słów Peeta wnioskuje kogo to głos.
-Nie życzę sobie twojej obecności w moim domu! Wynoś się i więcej nie pokazuj się nam na oczy. Wracaj do swojego ulubionego zawodu, pospolitego kłamcy.- mówi ostro Peeta. Po tych słowach Gale wychodzi, tylko przed wyjściem krzyknął coś w rodzaju:
-Jeszcze będziesz moja, zobaczysz!- i tyle go widziałam, jednak wiedziałam, że naszego spotkanie nie można odkładać w czasie. Nagle poczułam, że ktoś mnie całuje w policzek, to był Peeta. Po chwili usłyszałam jego głos.
-Co chcesz na śniadanie?- pyta.
-Yyyyyyyy. Ciebie - odpowiada.
-To na razie nie możliwe, a może bułki z serem?- pyta. On naprawdę zna mnie na wylot.
-Halo! Czy wyście zapomnieli, że nie jesteście tu sami?- słychać było oburzenie w głosie Haymicha.
- Nie, ale jak widzimy sami sobie świetnie radzicie - powiedział Peeta. Jego odpowiedz była uzasadniona, ponieważ na stole leżały bułki, kubiki z kawą, jajecznica i ciastka.
Po sytym śniadaniu pożegnaliśmy Ani i jej synka oraz Johanne. Następnie Haymich poszedł do siebie i zostaliśmy sami.
-Co dziś będziemy robić?- pytam.
-Co tylko chcesz kochanie. Masz już 18 lat więc musimy zrobić ci dowód. - odpowiada jak zwykle z uśmiechem na twarzy.
-Masz rację. Ale mi chodziło co będziemy robić RAZEM -mówię akcentując ostatni wyraz.
-Już wiem, ale to niespodzianka. Dowiesz się jak wrócimy - mówi bardzo rozbawiony.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, ale chyba nie tylko mnie bo po chwili poczułam czyjś dotyk na mojej tali. Nie zaczęłam protestować, bo wiedziałam, że jest to Peeta. Po chwili podniosłam prawą rękę i zobaczyłam na niej pierścionek. Przypomniałam sobie wczorajszy, najcudowniejszy wieczór jak mogłam sobie wyobrazić. Nagle słyszę:
-I jak samopoczucie kochanie?- Peeta wypowiada to z taką troską w głosie, że odwracam się i całuję go. Sam pewnie się tego nie spodziewał, ja też nie, ale to był jakiś z tych odruchów nad którymi nie chcemy zapanować.- Czyli mam rozumieć, że miewasz się dobrze?
-Tak- odpowiadam. Po chwili schodzimy na dół, z którego słychać tylko głośne krzyki:
-Mallark, Everdeen gdzie wyście się podziewali śniadanie już dawno wystygło.-mówi zły Haymich.
-Chyba panie Mallar i pani Mallark -poprawia go Peeta, a ja pokazuje pierścionek- wiemy, że dziej się to tak szybko, ale musimy nadgonić te paręnaście lat.
-Życzę powodzenia na nowej drodze życia -mówi jakiś głos z ciemności, ale ja nie muszę go nawet widzieć, żeby go poznać. To był Gale.
-Jak masz czelność tu przychodzić? Po tym jak zabiłeś mi siostrę nie chcę cię widzieć.- mówię. Z moich słów Peeta wnioskuje kogo to głos.
-Nie życzę sobie twojej obecności w moim domu! Wynoś się i więcej nie pokazuj się nam na oczy. Wracaj do swojego ulubionego zawodu, pospolitego kłamcy.- mówi ostro Peeta. Po tych słowach Gale wychodzi, tylko przed wyjściem krzyknął coś w rodzaju:
-Jeszcze będziesz moja, zobaczysz!- i tyle go widziałam, jednak wiedziałam, że naszego spotkanie nie można odkładać w czasie. Nagle poczułam, że ktoś mnie całuje w policzek, to był Peeta. Po chwili usłyszałam jego głos.
-Co chcesz na śniadanie?- pyta.
-Yyyyyyyy. Ciebie - odpowiada.
-To na razie nie możliwe, a może bułki z serem?- pyta. On naprawdę zna mnie na wylot.
-Halo! Czy wyście zapomnieli, że nie jesteście tu sami?- słychać było oburzenie w głosie Haymicha.
- Nie, ale jak widzimy sami sobie świetnie radzicie - powiedział Peeta. Jego odpowiedz była uzasadniona, ponieważ na stole leżały bułki, kubiki z kawą, jajecznica i ciastka.
Po sytym śniadaniu pożegnaliśmy Ani i jej synka oraz Johanne. Następnie Haymich poszedł do siebie i zostaliśmy sami.
-Co dziś będziemy robić?- pytam.
-Co tylko chcesz kochanie. Masz już 18 lat więc musimy zrobić ci dowód. - odpowiada jak zwykle z uśmiechem na twarzy.
-Masz rację. Ale mi chodziło co będziemy robić RAZEM -mówię akcentując ostatni wyraz.
-Już wiem, ale to niespodzianka. Dowiesz się jak wrócimy - mówi bardzo rozbawiony.
sobota, 7 marca 2015
#2 Urodziny
Hej tak jak obiecałam nowy post już dzisiaj. Następny postaram się dodać jutro.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------------------
Obudził mnie mocny zapach kawy. Obracam się i widzę, że nie ma Peety. Pomyślałam, że to właśnie on ją zrobił. Od razu zbiegłam na dół, ale tam zamiast Peety zobaczyłam Joannę (zwyciężczynie z Dystryktu 7).
-Cześć ciemna maso. - powiedziała. Tak, to ona. Tylko Joanna mówi do mnie w ten sposób.
-Hej.-odpowiadam.- Gdzie Peeta?
-Nie zauważyłaś kartki na łóżku? Tak po za tym, to wszystkiego najlepszego. No chyba nie zapomniałaś o własnych urodzinach?- mówi trochę podejrzliwie, lecz chyba nie domyśla się prawdy.
-Nie, nie zapomniałam tylko czekałam aż sama do tego dojdziesz.- odpowiadam dosyć poważnym tonem jak na mnie.
Poszłam więc na górę sprawdzić to o czym mówiła Joanna. Rzeczywiście, na łóżku leżała kartka od Peety ,, Jestem w twoim ulubionym miejscu. Jak coś to wiesz gdzie mnie szukać. '' Zeszłam na dół i pytam:
-Joanna, gdzie poszedł Peeta?
-Ty jeszcze tego nie rozszyfrowałaś? A gdzie lubiłaś przesiadywać, gdzie zabiera cię ojciec?-mówi troszkę przekornie.
-Już wiem. Do lasu. - odpowiadam podekscytowana.
-Brawo pół mózgu.-mówi z przekąsem Joanna.
-A mogę wiedzieć co robisz u Peety w kuchni?- pytam zaniepokojona.
-Czekam na ciebie. Ale i ciebie można było by zapytać o to samo. Czemu tu jesteś?- mówi
-Ja, ja spałam dziś u Peety.- odpowiadam ze spuszczoną głową
-To wiem, ale dla czego?
-No bo wiesz...- zaczęłam, ale nie mogłam skończyć bo właśnie w tym momencie wszedł Peeta.
-No bo wiesz Katniss kocha mnie, a ja ją. To chyba logiczny krok, że mieszkamy razem.- kończy za mnie. On zawsze wie kiedy przyjść. -A ty kochanie czemu nie przyszłaś?
-Dopiero przed chwilą odczytałam twoją wiadomość - odpowiadam - ale jeśli ci to nie przeszkadza możemy tam iść jeszcze raz.
-Teraz nie. Zwierzyna już się spłoszyła. Spróbujemy wieczorem?-mówił. Jego głos jest zawsze taki kojący...- A teraz, wszystkiego najlepszego kochanie.- Całuje mnie w policzek i daje prezent.
-Pamiętałeś!- ekscytuje się tą nowiną. Resztę dnia spędzam spokojnie.
Odwiedza mnie: Haymitch, mama, Śliska See, Anne, Beetee i jeszcze parę osób z dystryktu oraz ON. Tak Gale. Jak on miał czelność tu przyjść, jeszcze po tym ja zabił mi siostrę i pozwolił by spłonęła jak pochodnia. Chociaż od tego incydentu minęło sporo czasu, to i tak mu nie wybaczyłam.
Na szczęście wieczór zapowiadał się lepiej. Około 20:30 usłyszałam głos Peety.
-Choć na taras kochanie.- powiedział. Zjawiłam się natychmiast. - Chyba mogę tak do ciebie mówić?
Nic nie odpowiedziałam. Zaniemówiłam. Gdy wyszłam na taras widziałam wszędzie płatki róż i świece.
-Tak.- odpowiedziałam po krótkiej chwili- A dla kogo te róże?
-Jak to dla kogo? Dla ciebie. Masz dzisiaj urodziny.- mówi to tak jak bym byłą najważniejsza na świecie.
-No jak by na to nie patrzeć to masz rację.- stwierdzam
-Mam dla ciebie, Katniss, jeszcze jeden prezent.
-Jeszcze jeden. Chyba za bardzo mnie rozpieszczasz. - mówię. Wtedy on wyciąga z pod stołu ogromnie pudło. Otwieram je, a w nim następne (tak chyba z 18 razy) aż wreszcie otwieram malutkie pudełeczko, a w nim zamiast kolejnego pudełeczka pierścionek. Słyszę tylko głos Peety:
-Wyjdziesz za mnie?
-Tak. - odpowiadam bez namysłu- Tak, tak, tak i jeszcze raz tak.
-Kocham cię, wiesz. Kocham cię najbardziej na świecie.
-Ja ciebie też.
Jedyne co jeszcze pamiętam z tamtego wieczoru, to to,że byłam bardzo zmęczona i od razu poszłam się położyć.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------------------
Obudził mnie mocny zapach kawy. Obracam się i widzę, że nie ma Peety. Pomyślałam, że to właśnie on ją zrobił. Od razu zbiegłam na dół, ale tam zamiast Peety zobaczyłam Joannę (zwyciężczynie z Dystryktu 7).
-Cześć ciemna maso. - powiedziała. Tak, to ona. Tylko Joanna mówi do mnie w ten sposób.
-Hej.-odpowiadam.- Gdzie Peeta?
-Nie zauważyłaś kartki na łóżku? Tak po za tym, to wszystkiego najlepszego. No chyba nie zapomniałaś o własnych urodzinach?- mówi trochę podejrzliwie, lecz chyba nie domyśla się prawdy.
-Nie, nie zapomniałam tylko czekałam aż sama do tego dojdziesz.- odpowiadam dosyć poważnym tonem jak na mnie.
Poszłam więc na górę sprawdzić to o czym mówiła Joanna. Rzeczywiście, na łóżku leżała kartka od Peety ,, Jestem w twoim ulubionym miejscu. Jak coś to wiesz gdzie mnie szukać. '' Zeszłam na dół i pytam:
-Joanna, gdzie poszedł Peeta?
-Ty jeszcze tego nie rozszyfrowałaś? A gdzie lubiłaś przesiadywać, gdzie zabiera cię ojciec?-mówi troszkę przekornie.
-Już wiem. Do lasu. - odpowiadam podekscytowana.
-Brawo pół mózgu.-mówi z przekąsem Joanna.
-A mogę wiedzieć co robisz u Peety w kuchni?- pytam zaniepokojona.
-Czekam na ciebie. Ale i ciebie można było by zapytać o to samo. Czemu tu jesteś?- mówi
-Ja, ja spałam dziś u Peety.- odpowiadam ze spuszczoną głową
-To wiem, ale dla czego?
-No bo wiesz...- zaczęłam, ale nie mogłam skończyć bo właśnie w tym momencie wszedł Peeta.
-No bo wiesz Katniss kocha mnie, a ja ją. To chyba logiczny krok, że mieszkamy razem.- kończy za mnie. On zawsze wie kiedy przyjść. -A ty kochanie czemu nie przyszłaś?
-Dopiero przed chwilą odczytałam twoją wiadomość - odpowiadam - ale jeśli ci to nie przeszkadza możemy tam iść jeszcze raz.
-Teraz nie. Zwierzyna już się spłoszyła. Spróbujemy wieczorem?-mówił. Jego głos jest zawsze taki kojący...- A teraz, wszystkiego najlepszego kochanie.- Całuje mnie w policzek i daje prezent.
-Pamiętałeś!- ekscytuje się tą nowiną. Resztę dnia spędzam spokojnie.
Odwiedza mnie: Haymitch, mama, Śliska See, Anne, Beetee i jeszcze parę osób z dystryktu oraz ON. Tak Gale. Jak on miał czelność tu przyjść, jeszcze po tym ja zabił mi siostrę i pozwolił by spłonęła jak pochodnia. Chociaż od tego incydentu minęło sporo czasu, to i tak mu nie wybaczyłam.
Na szczęście wieczór zapowiadał się lepiej. Około 20:30 usłyszałam głos Peety.
-Choć na taras kochanie.- powiedział. Zjawiłam się natychmiast. - Chyba mogę tak do ciebie mówić?
Nic nie odpowiedziałam. Zaniemówiłam. Gdy wyszłam na taras widziałam wszędzie płatki róż i świece.
-Tak.- odpowiedziałam po krótkiej chwili- A dla kogo te róże?
-Jak to dla kogo? Dla ciebie. Masz dzisiaj urodziny.- mówi to tak jak bym byłą najważniejsza na świecie.
-No jak by na to nie patrzeć to masz rację.- stwierdzam
-Mam dla ciebie, Katniss, jeszcze jeden prezent.
-Jeszcze jeden. Chyba za bardzo mnie rozpieszczasz. - mówię. Wtedy on wyciąga z pod stołu ogromnie pudło. Otwieram je, a w nim następne (tak chyba z 18 razy) aż wreszcie otwieram malutkie pudełeczko, a w nim zamiast kolejnego pudełeczka pierścionek. Słyszę tylko głos Peety:
-Wyjdziesz za mnie?
-Tak. - odpowiadam bez namysłu- Tak, tak, tak i jeszcze raz tak.
-Kocham cię, wiesz. Kocham cię najbardziej na świecie.
-Ja ciebie też.
Jedyne co jeszcze pamiętam z tamtego wieczoru, to to,że byłam bardzo zmęczona i od razu poszłam się położyć.
piątek, 6 marca 2015
#1 Prawda czy fałsz?
Pierwszy rozdział gotowy, jak dobrze pójdzie to jutro następny.
Kat
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Do Dystryktu 12 wróciłam jakieś pół roku temu, ale dalej jestem pod nadzorem lekarza.
Peeta wrócił do Dystryktu 12 jakiś miesiąc temu. Nie odzywam się do niego, ale ciągle o nim myślę... Nagle usłyszałam czyjeś kroki
- Hej skarbie. - znam ten głos. Tak to Haymich. Nikt inny tak do mnie nie mówi. - Co u ciebie?
- Nic.- Odpowiadam krótko i nawet na niego nie patrzę.
-Jak to nic. Przecież widzę, że coś się dzieje. - mówi jak nigdy wcześniej. Tak jakbym była jego córką, która ma poważny problem.- Peeta chciał się zabić i powiedział, że za dwa tygodnie wyjeżdża bo nikt i nic go tu już nie trzyma.
- Jak... Jak on tak może. Przecież... Przecież ja go kocham.- Jąkam się.
-Ja to wiem, ale on nie. Czemu mu tego nie powiesz?- pyta jakby nie znał odpowiedzi.
-Ja, ja po prostu nie wiem jak.- wyznaję
-Najlepiej jak potrafisz. Pośpiesz się, on już niebawem wyjeżdża.- po tych słowach wyszedł.
Jego słowa dudniły mi w uszach "Najlepiej jak potrafisz. Pośpiesz się, on już niebawem wyjeżdża.", to na pewno była jakaś zagadka. Nawet nie zastanowiłam się nad tymi słowami i wybiegłam z domu do domu Peety. Weszłam po cichu. Peeta siedział przy stole w kuchni i popijał kawę oglądając jakiś kapitoliński program rozrywkowy. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Hej, co porabiasz?- za uwarzyłam, że się mnie nie spodziewał.
-Cześć.- odpowiada odruchowo.- Nic, a ty co tu robisz?
-Ja, ja przyszłam tu do ciebie.- próbowałam wyjaśnić- Chciałam z tobą porozmawiać. Lekarz powiedział, że nie mogę siedzieć dłużej w domu, a po za tym moje leczenie już się skończyło.
-To naprawdę dobra nowina, ale chyba nie dlatego tu przyszłaś? Katniss znam cię na wylot. Przede mną nie musisz nic ukrywać.- mówił to takim tonem jak gdyby miał przed sobą najbardziej ukochaną osobę na świecie.
-Kocham cię. Rozumiesz, nie wyjeżdżaj, proszę. -pękłam. Nagle rozpłakałam się i odruchowo go przytuliłam.
-Ja Ciebie też kocham.- wypowiadał to z taką czułością, że przez chwilę pomyślałam, że naprawdę jesteśmy parą.
Po jakichś 5 min. przestałam płakać i mogłam z nim porozmawiać.
-Od kiedy mnie kochasz?- zapytał
-Od kiedy cię kocham, czy od kiedy zdaje sobie z tego sprawę?- pytam niepewna jego odpowiedzi
-Oba.
-No to tak. Kocham cię od zawsze, a zdałam sobie z tego sprawę gdy podarowałeś mi chleb i kiedy wylosowali twoje imię i nazwisko na dożynkach. A ty, od kiedy mnie kochasz? - pytam nie licząc na odpowiedz.
- Od pierwszego dnia szkoły, kiedy to miałaś na sobie tę jasno zieloną sukienkę w grochy i kiedy pani wychowawczyni zapytał a się czy ktoś zna piosenkę o dolinie. Tylko twoja ręka była w górze. Kiedy zaczęłaś śpiewać... To był jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia. - bardzo mi tym schlebia - Po lekcji podszedł do mnie starszy brat i powiedziałem mu, że ty będziesz kiedyś moją żoną.
-Naprawdę?
-Tak. Możesz się tera ze mnie śmiać. No śmiało.-powiedział to takim tonem jakby miał zaraz eksplodować.
-Nie, nie będę się z ciebie śmiać. Ja też mówiłam podobne rzeczy do mojej młodszej siostry, a ona tylko powtarzała, że mam rację. Już późno będę się już zbierać.- mówię trochę smutna, ponieważ nie chcę go opuszczać.
-A może zostaniesz?- słyszę po chwili głos Peety.
-Na noc?- pytam nie pewnie.
-Tak, na noc. Chyba, że ci to przeszkadza? -zapytał z ironią w głosie.
-Nie, nie przeszkadza mi to. Wszystkie noce bez ciebie były pełne koszmarów, złych wspomnień
i bólu po stracie siostry.- zaczęłam się zwierzać ja nigdy przedtem.
-Ja też nie mogłem spać. Ciągle mam złe wspomnienia z areny.
Poszliśmy na górę, wykąpałam się ubrałam w koszulę Peety i położyłam się do łóżka. Nagle czuję czyjś oddech na swoich plecach. Odwracam się i widzę jego niebieskie tęczówki.
-Jeszcze nie śpisz?- pyta.
-Nie mogłam zasnąć bez ciebie. Tak jak wtedy w pociągu, jak jeździliśmy po Dystryktach.- odpowiadam nie licząc na odpowiedz. Ona się nie pojawił za to poczułam jak ktoś mnie przytula. Tak, to był Peeta. Pozwalam mu na to. Następnie kładziemy się do łóżka i zasypia.
Kat
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Do Dystryktu 12 wróciłam jakieś pół roku temu, ale dalej jestem pod nadzorem lekarza.
Peeta wrócił do Dystryktu 12 jakiś miesiąc temu. Nie odzywam się do niego, ale ciągle o nim myślę... Nagle usłyszałam czyjeś kroki
- Hej skarbie. - znam ten głos. Tak to Haymich. Nikt inny tak do mnie nie mówi. - Co u ciebie?
- Nic.- Odpowiadam krótko i nawet na niego nie patrzę.
-Jak to nic. Przecież widzę, że coś się dzieje. - mówi jak nigdy wcześniej. Tak jakbym była jego córką, która ma poważny problem.- Peeta chciał się zabić i powiedział, że za dwa tygodnie wyjeżdża bo nikt i nic go tu już nie trzyma.
- Jak... Jak on tak może. Przecież... Przecież ja go kocham.- Jąkam się.
-Ja to wiem, ale on nie. Czemu mu tego nie powiesz?- pyta jakby nie znał odpowiedzi.
-Ja, ja po prostu nie wiem jak.- wyznaję
-Najlepiej jak potrafisz. Pośpiesz się, on już niebawem wyjeżdża.- po tych słowach wyszedł.
Jego słowa dudniły mi w uszach "Najlepiej jak potrafisz. Pośpiesz się, on już niebawem wyjeżdża.", to na pewno była jakaś zagadka. Nawet nie zastanowiłam się nad tymi słowami i wybiegłam z domu do domu Peety. Weszłam po cichu. Peeta siedział przy stole w kuchni i popijał kawę oglądając jakiś kapitoliński program rozrywkowy. Podeszłam do niego i powiedziałam:
- Hej, co porabiasz?- za uwarzyłam, że się mnie nie spodziewał.
-Cześć.- odpowiada odruchowo.- Nic, a ty co tu robisz?
-Ja, ja przyszłam tu do ciebie.- próbowałam wyjaśnić- Chciałam z tobą porozmawiać. Lekarz powiedział, że nie mogę siedzieć dłużej w domu, a po za tym moje leczenie już się skończyło.
-To naprawdę dobra nowina, ale chyba nie dlatego tu przyszłaś? Katniss znam cię na wylot. Przede mną nie musisz nic ukrywać.- mówił to takim tonem jak gdyby miał przed sobą najbardziej ukochaną osobę na świecie.
-Kocham cię. Rozumiesz, nie wyjeżdżaj, proszę. -pękłam. Nagle rozpłakałam się i odruchowo go przytuliłam.
-Ja Ciebie też kocham.- wypowiadał to z taką czułością, że przez chwilę pomyślałam, że naprawdę jesteśmy parą.
Po jakichś 5 min. przestałam płakać i mogłam z nim porozmawiać.
-Od kiedy mnie kochasz?- zapytał
-Od kiedy cię kocham, czy od kiedy zdaje sobie z tego sprawę?- pytam niepewna jego odpowiedzi
-Oba.
-No to tak. Kocham cię od zawsze, a zdałam sobie z tego sprawę gdy podarowałeś mi chleb i kiedy wylosowali twoje imię i nazwisko na dożynkach. A ty, od kiedy mnie kochasz? - pytam nie licząc na odpowiedz.
- Od pierwszego dnia szkoły, kiedy to miałaś na sobie tę jasno zieloną sukienkę w grochy i kiedy pani wychowawczyni zapytał a się czy ktoś zna piosenkę o dolinie. Tylko twoja ręka była w górze. Kiedy zaczęłaś śpiewać... To był jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia. - bardzo mi tym schlebia - Po lekcji podszedł do mnie starszy brat i powiedziałem mu, że ty będziesz kiedyś moją żoną.
-Naprawdę?
-Tak. Możesz się tera ze mnie śmiać. No śmiało.-powiedział to takim tonem jakby miał zaraz eksplodować.
-Nie, nie będę się z ciebie śmiać. Ja też mówiłam podobne rzeczy do mojej młodszej siostry, a ona tylko powtarzała, że mam rację. Już późno będę się już zbierać.- mówię trochę smutna, ponieważ nie chcę go opuszczać.
-A może zostaniesz?- słyszę po chwili głos Peety.
-Na noc?- pytam nie pewnie.
-Tak, na noc. Chyba, że ci to przeszkadza? -zapytał z ironią w głosie.
-Nie, nie przeszkadza mi to. Wszystkie noce bez ciebie były pełne koszmarów, złych wspomnień
i bólu po stracie siostry.- zaczęłam się zwierzać ja nigdy przedtem.
-Ja też nie mogłem spać. Ciągle mam złe wspomnienia z areny.
Poszliśmy na górę, wykąpałam się ubrałam w koszulę Peety i położyłam się do łóżka. Nagle czuję czyjś oddech na swoich plecach. Odwracam się i widzę jego niebieskie tęczówki.
-Jeszcze nie śpisz?- pyta.
-Nie mogłam zasnąć bez ciebie. Tak jak wtedy w pociągu, jak jeździliśmy po Dystryktach.- odpowiadam nie licząc na odpowiedz. Ona się nie pojawił za to poczułam jak ktoś mnie przytula. Tak, to był Peeta. Pozwalam mu na to. Następnie kładziemy się do łóżka i zasypia.
wtorek, 3 marca 2015
Witajcie...
Hej nazywam się Jula i będę podpisywać się Kat. To mój pierwszy blog więc krytyka wielce wskazana. Posty będą ukazywać się nie regularnie więc będę was o tym informować.Blog będzie o dalszym życiu Katniss i Peety. Blog nie będzie jakiś HIPER SUPER, ale i tak mam nadzieje, że się wam spodoba.
Morze teraz trochę więcej info o mnie. Mam 12 lat. Mieszkam w Polsce. Jestem Trybutem od jakiegoś roku (już jakiś czas).
Morze teraz trochę więcej info o mnie. Mam 12 lat. Mieszkam w Polsce. Jestem Trybutem od jakiegoś roku (już jakiś czas).
Subskrybuj:
Posty (Atom)