I już 200 odwiedzin w kilka tygodni. Poprawiany rekordy. Proszę o komentarze. Dedyk dla Anonima i Lali.
Kat
------------------------------------------------------------------------
Kiedy zostaje sama zawsze powracają złe myśli. Myślę w tedy o Prim, tacie, Rue, Finiku i innych których mogłam ocalić, ale nic z tym nie zrobiłam. Siadam koło kominka i pogrążam się w myśleniu. Sekundy mijają jak minuty. Minuty mijają jak godziny, a godziny jak wieczność. Peeta wyszedł około 14, a jest już 18. W tym czasie czułam się strasznie opuszczona. Nagle słyszę czyjś głos.
- Katniss nie poddawaj się on na pewno żyje.
- Prim to ty?- pytam. To trochę głupie ponieważ wiem, że ona już nie istnieje. Że nie żyje przez tego popaprańca Gala. To on nic nie zrobił. to on wymyślił tą cholerną bombę, przez którą zginęła moja siostra.- Prim to ty? - Nikt nie odpowiada. Dopiero teraz zrozumiałą, że byłą to tylko halucynacja. Wymysł mojego umysłu. Tak za nią tęsknię Ona ,tak jak Peeta, zawsze wiedział co powiedzieć.
Jest już 23:45, a Peety dalej nie ma. Decyduje się pójść do Haymicha. Gdy wchodzę wyczuwam dziwny zapach. To na pewno nie zapach bimbru. To zapach ciasta. Od razu myślę, że jest tu Peeta.
-Haymich. Jest u ciebie Peeta?- pytam nie pewnie - Nie wrócił jeszcze do domu. Martwię się o niego.
- Nie. Nie widziałem go od incydentu z Galem. Nie martw się jak do jutra nie wróci to przysięgam poszukam go, a potem wyślę list gończy o treści '' Poszukiwany za osłabianie psychiczne i pozbawienie ciepa Kosogłosa". Może być? - pyta jak nigdy przedtem. Tak nie na żarty jak miał w zwyczaju.
-Dobrze. A teraz pa. Muszę już iść może wrócił - łudzę się.
Po powrocie d domu zastaje mnie głucha cisza. Nie ma nikogo. Mój chłopiec z chlebem jeszcze nie wrócił. Idę się umyć i przebieram w koszulę nocną. Kładę się do łóżka, ale nie mogę zasnąć. Bez Peety nie czuję się tak bezpiecznie. Nie wiem czemu, ale okno zostawiam otwarte. Może dla tego, że Peeta tak robił. Nie wiem. Po jakiejś godzinie się uspokajam. Mogę zasnąć.
Mój sen nie trwa jednak za długo już o 2 w nocy budzę się z krzykiem i płaczem. Znowu przyśnił się mi koszmar. Należał on do tych, które opowiadają o śmierci Peety. Jednak różni się od pozostałych. Inne opowiadały o tym, że ktoś inny go zabija, ale ten... Ja byłam zmiechem. To ja go zabijałam.
To było straszne. Bardzo mi go brakuje. Zycie bez niego nie jest życiem. Z tym przekonanie idę do łazienki. szukam czegoś ostrego. Znajduję żyletkę i bez wahania tnę sobie rękę. Na początku czuję lekkie ukuci, następnie ulgę, a na koniec ból. Okropny ból, na który sobie zasłużyłam. Za dużo razy go skrzywdziłam, za dużo razy pozwoliłam mu cierpieć. Po chwili pojawiają się mi mroczki przed oczami. Jedyne co pamiętam to to, że Haymich zawołał kogoś, a w drzwiach stanął Peeta.
Będę cię dalej krytykować. No i mówić, że nie mogę żyć bez tego bloga
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń