sobota, 13 czerwca 2015

#16 Co ja tam zobaczyłam...

Hej kochani, dziś piszę posta a tablecie, więc przepraszam za błędy. Ku mojemu zdziwieniu, wchodząc wczoraj zobaczyłam +700 odsłon. JESTEŚCIE MEGA! LOFFFFCIAM WAS, dlatego dziś taki mały bonus majówkowy. Mam nadzieje, że się wam spodoba! Jest to BARDZO KRÓTKI PROLOG NASTĘPNYCH
ROZDZIAŁÓW.
                              <3 Kat
-------------------------------------
JESZCZE PRZED KOLACJĄ
Joanna mówiła mi, że nie mam się czego obawiać, że jest tak jak przed tym osaczeniem, jednakże ja już  to wiedziałam.
      Powoli wchodzę do domu Peety, jednak nie takiej scenerii się spodziewałam. Nie miałam tam przyjść oglądać  takie widoki. To co tak zobaczyłam zatrząsnęło moim życiem i na pewno nie spojrzę na niego tak jak patrzyłam dawniej. Mówił, że tylko mnie kocha, a tu sprowadza sobie jakieś panienki. Podchodzę do niego, wymierzam mu cios w twarz, a następnie wybiegam z domu.
          Nie wiem co się dziej. Po prostu biegnę przed siebie. Upewniam się, że nie ma za mną nikogo i kiedy jestem na tyle daleko od jego domu, przystaję. 
           Orientuję się, iż jestem w lesie. Nic innego nie przychodzi mi do głowy, jak tylko oprzeć się o pień drzewa i odpocząć. Postanawiam to zrobić, jednakże od razu na oczy ciśnie mi się sen.


                                                               ~*~


          Był to ciepły, słoneczny dzień, praktycznie taki jak każdy.  Jednakże to nie był dzień jak każdy inny. To był mój pierwszy dzień szkoły. Miałam wtedy 5 lat. Mama przyszykowała dla mnie sukienkę o kolorze zachodzącego słońca. Tłumaczyła mi, że kiedy była w moim wieku dostała ją od pobliskiego kupca. Szczerze mówiąc mi również się podoba. Przewiązana została złotą wstążką, która dodaje jej szyku. Sama nie wiem, ale przeczuwam, iż będzie o najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
          Gdy docieramy do szkoły jest za 20 ósma, mamy więc dobry czas. Rodzice muszą już wracać, dlatego też zostaję sama. Nie na długo, bo po chwili przychodzi do mnie córka burmistrza naszego dystryktu. Rozmawiam z nią chwilkę, po czym stwierdzam, że muszę pójść do toalety.
          
     W drodze powrotnej usłyszałam rozmowę piekarza z jego snem, z pewnością nie wiedzieli, że ich słyszę:
-Widzisz kochany tę dziewczynę? -pytając pokazuje palcem na mnie- Kiedyś byłem na zabój zakochany, czy jak wy tam wolicie zabujany w jej mamie, niestety ona wolała innego, biedniejszego i nic nieznaczącego mężczyznę ode mnie.
-Ale, czemu?? Przecież ty jesteś z miasta, a on ze Złożyska...
-Wiesz czemu kochany synku, ponieważ jak on coś robi, to robi to z takim wyczuciem, radością i miłością, jak nikt inny, a gdy śpiewa wszystkie ptaki milczą.
Nie przysłuchiwałam się już dłużej tej rozmowie, tylko wróciłam do mojej koleżanki.
Dzień minął spokojnie. Została jeszcze tylko lekcja muzyki, a jednocześnie lekcja historii o Dolinie.
Gdy przyszedł czas na tę lekcję nie wiedziałam co się ze mną dziej. Pani zapytała się wszystkich, czy znają piosenkę o Dolinie. Niestety, tylko moja ręka była w górze, a może i dobrze się stało, bo wtedy pierwszy raz w życiu mogłam przyglądać się synowi piekarza.
Jego niesfonie opadające blond loki i te cudne, błękitne tęczówki, w których zatraciłam się na cały występ, i jego zachowanie... W ogóle cały on był idealny. Nie powinnam tak on nim myśleć. Przecież pochodzimy z dwóch różnych światów, w ogóle, czemu jego tato wspomniał o mnie i o mamie?? Niestety sama nie odpowiem sobie na dręczące mnie pytania. Po części jest to nurtujące, ponieważ wież, że sama nie dasz rady nic robić. Jednakże, jeśli ktoś ci pomoże, to nie będzie już tak wielka rzecz do zdobycia lub zrobienia...




                                                     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Hej proszę o szczere opinie i hejty.