Przepraszam, że notka dopiero teraz, ale wiecie- brak internetu-. Tak teraz z innej beczki. Wszystkiego najlepszego drobie kobietki, to wasze święto.
Kat
-----------------------------------------------------------------------------
Rano obudziły mnie promienie słoneczne, ale chyba nie tylko mnie bo po chwili poczułam czyjś dotyk na mojej tali. Nie zaczęłam protestować, bo wiedziałam, że jest to Peeta. Po chwili podniosłam prawą rękę i zobaczyłam na niej pierścionek. Przypomniałam sobie wczorajszy, najcudowniejszy wieczór jak mogłam sobie wyobrazić. Nagle słyszę:
-I jak samopoczucie kochanie?- Peeta wypowiada to z taką troską w głosie, że odwracam się i całuję go. Sam pewnie się tego nie spodziewał, ja też nie, ale to był jakiś z tych odruchów nad którymi nie chcemy zapanować.- Czyli mam rozumieć, że miewasz się dobrze?
-Tak- odpowiadam. Po chwili schodzimy na dół, z którego słychać tylko głośne krzyki:
-Mallark, Everdeen gdzie wyście się podziewali śniadanie już dawno wystygło.-mówi zły Haymich.
-Chyba panie Mallar i pani Mallark -poprawia go Peeta, a ja pokazuje pierścionek- wiemy, że dziej się to tak szybko, ale musimy nadgonić te paręnaście lat.
-Życzę powodzenia na nowej drodze życia -mówi jakiś głos z ciemności, ale ja nie muszę go nawet widzieć, żeby go poznać. To był Gale.
-Jak masz czelność tu przychodzić? Po tym jak zabiłeś mi siostrę nie chcę cię widzieć.- mówię. Z moich słów Peeta wnioskuje kogo to głos.
-Nie życzę sobie twojej obecności w moim domu! Wynoś się i więcej nie pokazuj się nam na oczy. Wracaj do swojego ulubionego zawodu, pospolitego kłamcy.- mówi ostro Peeta. Po tych słowach Gale wychodzi, tylko przed wyjściem krzyknął coś w rodzaju:
-Jeszcze będziesz moja, zobaczysz!- i tyle go widziałam, jednak wiedziałam, że naszego spotkanie nie można odkładać w czasie. Nagle poczułam, że ktoś mnie całuje w policzek, to był Peeta. Po chwili usłyszałam jego głos.
-Co chcesz na śniadanie?- pyta.
-Yyyyyyyy. Ciebie - odpowiada.
-To na razie nie możliwe, a może bułki z serem?- pyta. On naprawdę zna mnie na wylot.
-Halo! Czy wyście zapomnieli, że nie jesteście tu sami?- słychać było oburzenie w głosie Haymicha.
- Nie, ale jak widzimy sami sobie świetnie radzicie - powiedział Peeta. Jego odpowiedz była uzasadniona, ponieważ na stole leżały bułki, kubiki z kawą, jajecznica i ciastka.
Po sytym śniadaniu pożegnaliśmy Ani i jej synka oraz Johanne. Następnie Haymich poszedł do siebie i zostaliśmy sami.
-Co dziś będziemy robić?- pytam.
-Co tylko chcesz kochanie. Masz już 18 lat więc musimy zrobić ci dowód. - odpowiada jak zwykle z uśmiechem na twarzy.
-Masz rację. Ale mi chodziło co będziemy robić RAZEM -mówię akcentując ostatni wyraz.
-Już wiem, ale to niespodzianka. Dowiesz się jak wrócimy - mówi bardzo rozbawiony.
Jula wiem, że masz beznadziejne internety ale ja twój osobisty krytyk wkręciłam się. jeśli chcesz mogę ci pożyczyć wenę i internet. chcę w niedziele przeczytać nowy post albo chociaż daj mi do przeczytania przedpremierowo w szkole.Super nie poddawaj się! ;*
OdpowiedzUsuńDzięki ;)
OdpowiedzUsuń